Nie musieliście prosić mnie o to, abym założyła nowe opowiadanie bo i tak prędzej czy później po prostu bym to zrobiła. ;D
Zapraszam:
http://cityoflove.bloblo.pl/
Zapraszam:
http://cityoflove.bloblo.pl/
Tagi:
fegg
07.04.2012 o godz. 19:45
komentuj (4)
Proszę, posłuchaj! ;)
Pocałunek trwał długo, w końcu po tak długiej tęsknocie musieli nadrobić stracony czas.
Wokół słychać było tylko ich przyspieszone oddechy, szum fal i cmokanie ust.
Kiedy w końcu się od siebie oderwali, popatrzyli w oczy i czuli to co zawsze po pocałunku - przyjemne mrowienie w żołądku.
Po chwili Janet z nieśmiałym uśmiechem złapała Justina za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju.
Chłopak oczywiście był zachwycony.
Oboje położyli się na łóżku i wciąż trzymając się za dłonie podziwiali zachód słońca, a potem gwieździstą noc.
Nie zważali na nic uwagi.
Co z tego, że dzwonił telefon?
Co z tego, że ktoś dobijał się do drzwi?
Dla nich najważniejsze było teraz to, co mają koło siebie.
Justin wpatrywał się w jej rozpromienioną twarz i nie mógł uwierzyć w to, że to właśnie on ma tak piękną, niebywałą, delikatną, i słodką dziewczynę. Mocniej ścisnął jej dłoń, po to aby poczuć jak to mieć cały świat w dłoni.
Ponownie się do niej zbliżył i prawie niewyczuwalnie musnął jej wargi, które po chwili delikatnie zadrżały. Po chwili odsunął się od Janet, aby znów ją podziwiać, niczym jakieś niebywałe dzieło sztuki, lecz ona czując niedosyt, przyssała się do jego ust, a po chwili on poczuł na sobie jej ciężar ciała. Jeździł dłońmi po jej plecach, zjeżdżając co raz niżej.
Byli tacy szczęśliwi, że nawet podczas pocałunku nie mogli powstrzymać się od uśmiechów i chichotów.
To było coś niesamowitego.
Spędzili upojną noc pośród miliona gwiazd, nie mogąc nacieszyć się tym co mają tuż obok siebie.
To było dla nich takie ekscytujące.
Lecz kiedy zaczęli zastanawiać się co by było gdyby zabrakło tej drugiej osoby, wpadali w panikę. A działo się to niemal codziennie.
Myśleli o sobie.
Mieli tak wiele planów związanych ze sobą.
Marzenia.
To wszystko jeszcze bardziej ich do siebie zbliżało.
Następnego dnia jako pierwszy obudził się Justin. Chwilę popatrzył na swoje szczęście. Tak cudownie spało. Wstał i wykąpał się po czym założył świeże ubrania.
Widząc, że Janet jeszcze śpi wybrał się na mały spacer.
Paparazzi oczywiście utrudniali mu to w dużej mierze, lecz nauczył się z tym żyć.
Chodząc wzdłuż mola, niedaleko siebie ujrzał duży, elegancki sklep z napisem " jubiler ".
Kiedy doszedł do niego, bez wahania przekroczył próg i długo zastanawiając się nad tym co kupić dla swojej piękności, przyszła mu pewna myśl do głowy. Zaczął wspominać wszystkie cudowne chwile, wspomnieni związane z panną Smart i właśnie wtedy zapragnął spędzić więcej takich chwil, przeżyć, doświadczeń...
Kupił najdroższy pierścionek zaręczynowy jaki miał ten sklep w posiadaniu i z uśmiechem na twarzy wrócił do domu.
Nie chciał robić tego teraz, czekał na odpowiedni moment.
Kiedy przyszedł do pokoju było już posprzątane, a Janet brała prysznic.
Postanowił, że pójdzie co Caitlin, która mieszkała obok domu Janet.
Zapukał do drzwi, a w progu stanęła długowłosa.
- Cześć Justin. - uśmiechnęła się pogodnie, jednocześnie zapraszając go do środka.
Chłopak opowiedział jej o swoich planach i z minuty na minuty rosła w nim ekscytacja, ale też strach przed tym, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Wiesz.. - zaczęła Cait. - Kiedyś obiecywaliśmy sobie, że to mi się oświadczysz, że będziemy cudowną parą, która zamieszka w Atlancie i będziemy szczęśliwi do końca życia...
Wyznała, a na twarzy Justina zagościło zakłopotanie. Nigdy by nie przypuszczał, że w chwili obecnej może coś takiego powiedzieć.
- Ale wiesz co? - uśmiechnęła się do niego. - Jestem taka szczęśliwa, że się wam udało. Widocznie nam nie było pisane, a Janet to na prawdę fajna dziewczyna. Obiecuję, że przez całą waszą drogę, będę trzymać za was kciuki. - dodała, a chłopak tak bardzo szczęśliwi z poparcia swojej byłej dziewczyny, przytulił ją do siebie i szczerze podziękował, po czym wrócił do Janet.
- W końcu jesteś! - Janet rzuciła się mu na szyję. - Nie uciekaj już, dobrze? - uśmiechnęła się do niego, pokazując przy tym swoje śnieżnobiałe zęby.
- Oczywiście kochanie. - odrzekł biorąc ją na ręce, po czym krótko pocałował w usta.
- Cześć. - do pokoju wpadł Frank, a Justin gwałtownie odwrócił się, po czym postawił Janet na nogi. - Nie przeszkadzam? - uśmiechnął się.
- Jasne, że nie. - odrzekła rozbawiona dziewczyna po czym zaprosiła go do dolnej części domu - salonu.
- Co to za gość? - wyszeptał Justin do jej ucha, podczas gdy schodzili za schodów.
- Przyszły gracz NBC. - odrzekła trochę skrępowana, że nie powiedział mu całej prawdy.
- Może pójdziemy dzisiaj na imprezę na plaży? - zaproponował chłopak rozglądając się po domu.
- To świetny pomysł! - ucieszyła się Janet, po czym do domu zawitała Caitlin.
- Cześć Frank. - zawołała, jednocześnie dając Justinowi dwuznaczne spojrzenia w stronę Janet, która zaczynała czuć, że coś jest nie tak.
- Co dzisiaj robimy? - usiadła na kuchennym blacie.
- Idziemy na imprezę na plaży. - odrzekł Justin, jednoczenie masując skroń i zastanawiając się kto tak kpiąco psuje mu plany na ten wieczór!
- Frank, tak? - uśmiechnął się sztucznie do chłopaka, na co on pokiwał twierdząco głową. - Kim jesteś? - trochę oficjalnie, ale nie chciało mu się prowadzić dłuższych dochodzeń.
- Nie wiesz? - Cait zeskoczyła z blatu, na co Janet dawała jej jakieś niewiadome dla Justina sygnały. - Frank to były chłopak Janet, a teraz będzie grał w NBC. - zmarszczyła podniecona nos, po czym podeszła do Franka i delikatnie ścisnęła jego mięśnie, na co on jeszcze bardziej odkrył skrawek swojej koszulki, aby zadziwić Cait.
- Były chłopak? - wysyczał Justin biorąc Janet na bok.
Uśmiechnęła się głupio, po czym wzruszyła ramionami.
Justin w środku się gotował, lecz nie chciał psuć humoru Janet ani sobie na dzisiejszy wieczór, który miał być tak bardzo niezwykły.
- Świetnie. - udał zadowolonego, po czym wrócił do Franka i Cait.
- Jak się bawicie? - zapiszczała Cait popijając kolejnego drinka i jednocześnie tańcząc z Frankiem dziki taniec erotyzmu.
- Cudownie! - zapiszczała Janet wciąż wygłupiając się z Justinem.
On udawał zadowolonego i szczęśliwego, lecz w środku ciągle myślał o tej chwili która miała nastąpić dziś.
Z każdą chwilą czuł, że nie podoła temu. Było zbyt wiele ludzi, a jego myśli biły się ze sobą.
- Cait, nie wiem co robić. - zaciągnął ją na bok, panicznie patrząc w jej oczy, podczas gdy Janet co chwila na nich zerkała tańcząc z Frankiem.
- Jeśli nie czujesz, że to dobry moment, to po prostu tego nie rób. - odrzekła najpoważniej jak potrafiła, po czym poklepała go po ramieniu.
Teraz wiedział, że to nie odpowiedni moment.
Nie chciał robić tego na siłę.
W ciągu tygodnia, który Justin spędził na wakacjach zdarzyło się tyle rzeczy.
Odwołano resztę trasy, a wszyscy się o niego martwili. Bali się, że oszalał z miłości, a wszystkiemu winna była Janet, która wciąż zadziwiała go swoją cudownością.
Oboje wrócili do LA.
Pierwszą rzeczą, którą mieli zamiar zrobić to pójść do lekarza.
Dzień i godzinę nie wiadomo skąd znało już pół świata, co spowodowało, że gdy wyszli z auta stojącego przed kliniką, otoczyło ich mnóstwo paparazzi.
Zasłaniali się rękoma jak tylko mogli, a nawet Kenny nie podołał swojemu zadaniu, aby bezproblemowo weszli do szpitala.
W końcu przekroczyli jego próg i wtedy ogarnął ich strach. Czemu? Przecież wierzyli w to, że wszystko jest dobrze, więc dlaczego mieli się bać?
Janet miała zrobione wszystkie badania i teraz czekali tylko na lekarza.
- Proszę wejść. - mężczyzna w białym fartuchu zaprosił ich do swojego gabinetu, po czym poprosił aby Janet położyła się na wąskim łóżku. Po raz kolejny zrobił jej USG i wydrukował wyniki.
- Co z dzieckiem panie doktorze? - spytał przejęcie Justin, mocno ściskając rękę dziewczyny.
Zapadła nurtująca cisza, a w pokoju słychać było tylko okrzyki dochodzące z parkingu " janetin "
- Muszę państwa uświadomić, że dziecka nie było. - złożył ręce na biurku.
- Co?! - Justin aż podskoczył.
- Przecież na teście ciążowym były dwie kreski! - zbulwersowała się Janet.
- Testy mogą się mylić. Proszę spojrzeć tu.. - wskazał na zdjęcie USG. - Nic nie ma. - pokiwał głową i popatrzył na nas uważnie.
Poczułam jak spory kawałek mojego serca znika.
Poczułam pustkę.
Poczułam słone łzy na moim policzku.
Nie mogłam uwierzyć, że go nie ma, nie będzie.
Tak bardzo przyzwyczaiłam się do myśli, że jestem w ciąży, że w to uwierzyłam, a teraz okazało się to dla mnie jednym, wielkim zaskoczeniem, którego chyba nie chciałam przeżyć.
- Nie ma go. - szepnęłam wciąż patrząc w jeden punkt i czując jak policzki zaczynają mnie szczypać od łez.
Justin głośno oddychał.
Było mi przy nim wstyd.
Ale on mocno mnie przytulił i wciąż powtarzał, że nic się nie stało.
Tak bardzo kochałam go, kochałam to w jaki sposób mnie traktuje, był taki wyjątkowy. Wspaniały.
Powoli wstałam i bez słowa wyszłam z gabinetu, kierując się do tylnych drzwi.
- Skarbie, poczekaj! - zawołał Justin goniąc mnie.
- Przepraszam.
Mocno go przytuliłam i ściskając z całych sił jego koszulę, płakałam. Płakałam tak jak nigdy.
Bolało. Bardziej niż gdybym miała stracić to dziecko, ale okazało się, że jego po prostu we mnie nie było, że nie istniało, a ja głupia wyobrażałam sobie nasze życie z tym małym człowieczkiem.
- Nie płacz, proszę, nie płacz. - powtarzał, a jego oczy mimowolnie zwilgotniały.
Po chwili się od niej oderwał i wplótł dłoń w moją. Szybko wyszliśmy tylnym wyjściem, gdzie nikogo nie było i wsiedliśmy do zaparkowanego tam auta.
Justin odpalił silnik i pojechał. Ja tylko zamknęłam oczy i oparłam głowę o drżące okno i nasłuchiwałam jego oddechu. Z każdą chwilą przyspieszał, a ja wiedziałam, że coś go dręczy, denerwuje i byłam niema pewna, że to właśnie ja.
- Jesteśmy. - usłyszałam jego ściszony głos i otworzyłam oczy.
Byliśmy na wzgórzu Hollywood.
- Od tamtego czasu tak wiele się zmieniło. - zaczął wspominać, wpatrując się panoramę Los Angeles nad którym słońce było już za horyzontem.
- Mówisz o naszym spotkaniu? - mimo woli się uśmiechnęłam i przypomniałam sobie te wszystkie cudowne chwile.
To zabawne w jaki sposób się poznaliśmy.
Wpadł na mnie na plaży...
O mało co nie złamał mi nosa i już wtedy pokazał mi jak bardzo obchodzi go mój los.
Ten niezapomniany dzień, smsy na dobranoc, czułe pocałunki, wygłupy, prezenty, czułości.
- Janet, popatrz na mnie. - poprosił delikatnie przesuwając moją twarz, która do tej pory skierowana była w cudowny widok LA z którym tak wiele się łączyło.
- Nigdy w życiu nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. Z każdym dniem budzę się z pytaniem co by było gdybym cię nie poznał i wtedy wiem, że moja życie było by jak wtedy. Takie nudne, szare. Chcę żebyś wiedziała, że każda chwila spędzona z tobą była najlepszą w moim życiu, chcę żeby było ich więcej. Chcę mieć z tobą piątkę dzieci i umrzeć w tym samym czasie co ty. Chcę być z tobą szczęśliwy jak do tej pory, do końca życia. - po tych słowach uklęknął, a mnie zrobiło się gorąco. - Wyjdziesz za mnie? - wypowiedział te magiczne słowa, a ja tylko się uśmiechnęłam.
Żadne słowa nie były potrzebne, zresztą żadne nie opisałyby tego jak się teraz czułam. On wstał, a ja pocałowałam go tak, jakby miał być to nasz ostatni pocałunek.
Wtuliłam się w jego ramiona, po czym cicho odparłam:
- To najlepszy dzień w moim życiu.
Odrzekłam nie zastanawiając się nad tym, że jeszcze godzinę temu załamałam się myślą, że nie jestem w ciąży.
KONIEC. ♥
____________________________________
Jak już pewnie zauważyliście to koniec tej historii. Koniec Justina i Janet.
Dziękuję Wam wszystkim za te cudowne chwile, które razem przeżyliśmy.
Dziękuję tym którzy byli od początku i tym, którzy doszli niedawno.
Dziękuję za każdy komentarz, każde słowo wsparcia, każdą krytykę.
Dziękuję Wam za wszystko.
Kocham Was. ♥
Pocałunek trwał długo, w końcu po tak długiej tęsknocie musieli nadrobić stracony czas.
Wokół słychać było tylko ich przyspieszone oddechy, szum fal i cmokanie ust.
Kiedy w końcu się od siebie oderwali, popatrzyli w oczy i czuli to co zawsze po pocałunku - przyjemne mrowienie w żołądku.
Po chwili Janet z nieśmiałym uśmiechem złapała Justina za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju.
Chłopak oczywiście był zachwycony.
Oboje położyli się na łóżku i wciąż trzymając się za dłonie podziwiali zachód słońca, a potem gwieździstą noc.
Nie zważali na nic uwagi.
Co z tego, że dzwonił telefon?
Co z tego, że ktoś dobijał się do drzwi?
Dla nich najważniejsze było teraz to, co mają koło siebie.
Justin wpatrywał się w jej rozpromienioną twarz i nie mógł uwierzyć w to, że to właśnie on ma tak piękną, niebywałą, delikatną, i słodką dziewczynę. Mocniej ścisnął jej dłoń, po to aby poczuć jak to mieć cały świat w dłoni.
Ponownie się do niej zbliżył i prawie niewyczuwalnie musnął jej wargi, które po chwili delikatnie zadrżały. Po chwili odsunął się od Janet, aby znów ją podziwiać, niczym jakieś niebywałe dzieło sztuki, lecz ona czując niedosyt, przyssała się do jego ust, a po chwili on poczuł na sobie jej ciężar ciała. Jeździł dłońmi po jej plecach, zjeżdżając co raz niżej.
Byli tacy szczęśliwi, że nawet podczas pocałunku nie mogli powstrzymać się od uśmiechów i chichotów.
To było coś niesamowitego.
Spędzili upojną noc pośród miliona gwiazd, nie mogąc nacieszyć się tym co mają tuż obok siebie.
To było dla nich takie ekscytujące.
Lecz kiedy zaczęli zastanawiać się co by było gdyby zabrakło tej drugiej osoby, wpadali w panikę. A działo się to niemal codziennie.
Myśleli o sobie.
Mieli tak wiele planów związanych ze sobą.
Marzenia.
To wszystko jeszcze bardziej ich do siebie zbliżało.
Następnego dnia jako pierwszy obudził się Justin. Chwilę popatrzył na swoje szczęście. Tak cudownie spało. Wstał i wykąpał się po czym założył świeże ubrania.
Widząc, że Janet jeszcze śpi wybrał się na mały spacer.
Paparazzi oczywiście utrudniali mu to w dużej mierze, lecz nauczył się z tym żyć.
Chodząc wzdłuż mola, niedaleko siebie ujrzał duży, elegancki sklep z napisem " jubiler ".
Kiedy doszedł do niego, bez wahania przekroczył próg i długo zastanawiając się nad tym co kupić dla swojej piękności, przyszła mu pewna myśl do głowy. Zaczął wspominać wszystkie cudowne chwile, wspomnieni związane z panną Smart i właśnie wtedy zapragnął spędzić więcej takich chwil, przeżyć, doświadczeń...
Kupił najdroższy pierścionek zaręczynowy jaki miał ten sklep w posiadaniu i z uśmiechem na twarzy wrócił do domu.
Nie chciał robić tego teraz, czekał na odpowiedni moment.
Kiedy przyszedł do pokoju było już posprzątane, a Janet brała prysznic.
Postanowił, że pójdzie co Caitlin, która mieszkała obok domu Janet.
Zapukał do drzwi, a w progu stanęła długowłosa.
- Cześć Justin. - uśmiechnęła się pogodnie, jednocześnie zapraszając go do środka.
Chłopak opowiedział jej o swoich planach i z minuty na minuty rosła w nim ekscytacja, ale też strach przed tym, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Wiesz.. - zaczęła Cait. - Kiedyś obiecywaliśmy sobie, że to mi się oświadczysz, że będziemy cudowną parą, która zamieszka w Atlancie i będziemy szczęśliwi do końca życia...
Wyznała, a na twarzy Justina zagościło zakłopotanie. Nigdy by nie przypuszczał, że w chwili obecnej może coś takiego powiedzieć.
- Ale wiesz co? - uśmiechnęła się do niego. - Jestem taka szczęśliwa, że się wam udało. Widocznie nam nie było pisane, a Janet to na prawdę fajna dziewczyna. Obiecuję, że przez całą waszą drogę, będę trzymać za was kciuki. - dodała, a chłopak tak bardzo szczęśliwi z poparcia swojej byłej dziewczyny, przytulił ją do siebie i szczerze podziękował, po czym wrócił do Janet.
- W końcu jesteś! - Janet rzuciła się mu na szyję. - Nie uciekaj już, dobrze? - uśmiechnęła się do niego, pokazując przy tym swoje śnieżnobiałe zęby.
- Oczywiście kochanie. - odrzekł biorąc ją na ręce, po czym krótko pocałował w usta.
- Cześć. - do pokoju wpadł Frank, a Justin gwałtownie odwrócił się, po czym postawił Janet na nogi. - Nie przeszkadzam? - uśmiechnął się.
- Jasne, że nie. - odrzekła rozbawiona dziewczyna po czym zaprosiła go do dolnej części domu - salonu.
- Co to za gość? - wyszeptał Justin do jej ucha, podczas gdy schodzili za schodów.
- Przyszły gracz NBC. - odrzekła trochę skrępowana, że nie powiedział mu całej prawdy.
- Może pójdziemy dzisiaj na imprezę na plaży? - zaproponował chłopak rozglądając się po domu.
- To świetny pomysł! - ucieszyła się Janet, po czym do domu zawitała Caitlin.
- Cześć Frank. - zawołała, jednocześnie dając Justinowi dwuznaczne spojrzenia w stronę Janet, która zaczynała czuć, że coś jest nie tak.
- Co dzisiaj robimy? - usiadła na kuchennym blacie.
- Idziemy na imprezę na plaży. - odrzekł Justin, jednoczenie masując skroń i zastanawiając się kto tak kpiąco psuje mu plany na ten wieczór!
- Frank, tak? - uśmiechnął się sztucznie do chłopaka, na co on pokiwał twierdząco głową. - Kim jesteś? - trochę oficjalnie, ale nie chciało mu się prowadzić dłuższych dochodzeń.
- Nie wiesz? - Cait zeskoczyła z blatu, na co Janet dawała jej jakieś niewiadome dla Justina sygnały. - Frank to były chłopak Janet, a teraz będzie grał w NBC. - zmarszczyła podniecona nos, po czym podeszła do Franka i delikatnie ścisnęła jego mięśnie, na co on jeszcze bardziej odkrył skrawek swojej koszulki, aby zadziwić Cait.
- Były chłopak? - wysyczał Justin biorąc Janet na bok.
Uśmiechnęła się głupio, po czym wzruszyła ramionami.
Justin w środku się gotował, lecz nie chciał psuć humoru Janet ani sobie na dzisiejszy wieczór, który miał być tak bardzo niezwykły.
- Świetnie. - udał zadowolonego, po czym wrócił do Franka i Cait.
* * *
- Jak się bawicie? - zapiszczała Cait popijając kolejnego drinka i jednocześnie tańcząc z Frankiem dziki taniec erotyzmu.
- Cudownie! - zapiszczała Janet wciąż wygłupiając się z Justinem.
On udawał zadowolonego i szczęśliwego, lecz w środku ciągle myślał o tej chwili która miała nastąpić dziś.
Z każdą chwilą czuł, że nie podoła temu. Było zbyt wiele ludzi, a jego myśli biły się ze sobą.
- Cait, nie wiem co robić. - zaciągnął ją na bok, panicznie patrząc w jej oczy, podczas gdy Janet co chwila na nich zerkała tańcząc z Frankiem.
- Jeśli nie czujesz, że to dobry moment, to po prostu tego nie rób. - odrzekła najpoważniej jak potrafiła, po czym poklepała go po ramieniu.
Teraz wiedział, że to nie odpowiedni moment.
Nie chciał robić tego na siłę.
W ciągu tygodnia, który Justin spędził na wakacjach zdarzyło się tyle rzeczy.
Odwołano resztę trasy, a wszyscy się o niego martwili. Bali się, że oszalał z miłości, a wszystkiemu winna była Janet, która wciąż zadziwiała go swoją cudownością.
Oboje wrócili do LA.
Pierwszą rzeczą, którą mieli zamiar zrobić to pójść do lekarza.
Dzień i godzinę nie wiadomo skąd znało już pół świata, co spowodowało, że gdy wyszli z auta stojącego przed kliniką, otoczyło ich mnóstwo paparazzi.
Zasłaniali się rękoma jak tylko mogli, a nawet Kenny nie podołał swojemu zadaniu, aby bezproblemowo weszli do szpitala.
W końcu przekroczyli jego próg i wtedy ogarnął ich strach. Czemu? Przecież wierzyli w to, że wszystko jest dobrze, więc dlaczego mieli się bać?
Janet miała zrobione wszystkie badania i teraz czekali tylko na lekarza.
- Proszę wejść. - mężczyzna w białym fartuchu zaprosił ich do swojego gabinetu, po czym poprosił aby Janet położyła się na wąskim łóżku. Po raz kolejny zrobił jej USG i wydrukował wyniki.
- Co z dzieckiem panie doktorze? - spytał przejęcie Justin, mocno ściskając rękę dziewczyny.
Zapadła nurtująca cisza, a w pokoju słychać było tylko okrzyki dochodzące z parkingu " janetin "
- Muszę państwa uświadomić, że dziecka nie było. - złożył ręce na biurku.
- Co?! - Justin aż podskoczył.
- Przecież na teście ciążowym były dwie kreski! - zbulwersowała się Janet.
- Testy mogą się mylić. Proszę spojrzeć tu.. - wskazał na zdjęcie USG. - Nic nie ma. - pokiwał głową i popatrzył na nas uważnie.
Oczami Janet
Poczułam jak spory kawałek mojego serca znika.
Poczułam pustkę.
Poczułam słone łzy na moim policzku.
Nie mogłam uwierzyć, że go nie ma, nie będzie.
Tak bardzo przyzwyczaiłam się do myśli, że jestem w ciąży, że w to uwierzyłam, a teraz okazało się to dla mnie jednym, wielkim zaskoczeniem, którego chyba nie chciałam przeżyć.
- Nie ma go. - szepnęłam wciąż patrząc w jeden punkt i czując jak policzki zaczynają mnie szczypać od łez.
Justin głośno oddychał.
Było mi przy nim wstyd.
Ale on mocno mnie przytulił i wciąż powtarzał, że nic się nie stało.
Tak bardzo kochałam go, kochałam to w jaki sposób mnie traktuje, był taki wyjątkowy. Wspaniały.
Powoli wstałam i bez słowa wyszłam z gabinetu, kierując się do tylnych drzwi.
- Skarbie, poczekaj! - zawołał Justin goniąc mnie.
- Przepraszam.
Mocno go przytuliłam i ściskając z całych sił jego koszulę, płakałam. Płakałam tak jak nigdy.
Bolało. Bardziej niż gdybym miała stracić to dziecko, ale okazało się, że jego po prostu we mnie nie było, że nie istniało, a ja głupia wyobrażałam sobie nasze życie z tym małym człowieczkiem.
- Nie płacz, proszę, nie płacz. - powtarzał, a jego oczy mimowolnie zwilgotniały.
Po chwili się od niej oderwał i wplótł dłoń w moją. Szybko wyszliśmy tylnym wyjściem, gdzie nikogo nie było i wsiedliśmy do zaparkowanego tam auta.
Justin odpalił silnik i pojechał. Ja tylko zamknęłam oczy i oparłam głowę o drżące okno i nasłuchiwałam jego oddechu. Z każdą chwilą przyspieszał, a ja wiedziałam, że coś go dręczy, denerwuje i byłam niema pewna, że to właśnie ja.
- Jesteśmy. - usłyszałam jego ściszony głos i otworzyłam oczy.
Byliśmy na wzgórzu Hollywood.
- Od tamtego czasu tak wiele się zmieniło. - zaczął wspominać, wpatrując się panoramę Los Angeles nad którym słońce było już za horyzontem.
- Mówisz o naszym spotkaniu? - mimo woli się uśmiechnęłam i przypomniałam sobie te wszystkie cudowne chwile.
To zabawne w jaki sposób się poznaliśmy.
Wpadł na mnie na plaży...
O mało co nie złamał mi nosa i już wtedy pokazał mi jak bardzo obchodzi go mój los.
Ten niezapomniany dzień, smsy na dobranoc, czułe pocałunki, wygłupy, prezenty, czułości.
- Janet, popatrz na mnie. - poprosił delikatnie przesuwając moją twarz, która do tej pory skierowana była w cudowny widok LA z którym tak wiele się łączyło.
- Nigdy w życiu nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. Z każdym dniem budzę się z pytaniem co by było gdybym cię nie poznał i wtedy wiem, że moja życie było by jak wtedy. Takie nudne, szare. Chcę żebyś wiedziała, że każda chwila spędzona z tobą była najlepszą w moim życiu, chcę żeby było ich więcej. Chcę mieć z tobą piątkę dzieci i umrzeć w tym samym czasie co ty. Chcę być z tobą szczęśliwy jak do tej pory, do końca życia. - po tych słowach uklęknął, a mnie zrobiło się gorąco. - Wyjdziesz za mnie? - wypowiedział te magiczne słowa, a ja tylko się uśmiechnęłam.
Żadne słowa nie były potrzebne, zresztą żadne nie opisałyby tego jak się teraz czułam. On wstał, a ja pocałowałam go tak, jakby miał być to nasz ostatni pocałunek.
Wtuliłam się w jego ramiona, po czym cicho odparłam:
- To najlepszy dzień w moim życiu.
Odrzekłam nie zastanawiając się nad tym, że jeszcze godzinę temu załamałam się myślą, że nie jestem w ciąży.
Potem żyłam z Justinem Bieberem długo i szczęśliwie z piątką dzieci i dwoma psami w cudownej willi w Los Angels.
KONIEC. ♥
____________________________________
Jak już pewnie zauważyliście to koniec tej historii. Koniec Justina i Janet.
Dziękuję Wam wszystkim za te cudowne chwile, które razem przeżyliśmy.
Dziękuję tym którzy byli od początku i tym, którzy doszli niedawno.
Dziękuję za każdy komentarz, każde słowo wsparcia, każdą krytykę.
Dziękuję Wam za wszystko.
Kocham Was. ♥
Tagi:
♥
Po chwili milczenia, do Janet podeszła stewardesa.
- Proszę oddać telefon! - wrzasnęła, sama opadając z sił.
Zaczęły się szarpać, a Justin i Sally słyszeli tylko stłumione głosy kłótni, po czym pikanie, co oznaczało, że rozmowa została zakończona.
- Co teraz? - spytała nerwowo Sal.
- Nie mam pojęcia. - odparł chłopak jednocześnie biorąc głęboki oddech i przerzedzając swoje włosy dokładnie rozglądając się po lotnisku.
- Justin, boję się o nią. - wyznała dziewczyna przymykając powieki.
- Nie możemy nic zrobić. - rozłożył bezradnie ręce. - Nie miałaś jechać na uczelnię? - zapytał rozkojarzony.
- W takiej chwili?! - oburzyła się.
- Pogadajmy z obsługą... - zaproponował chłopak idąc w stronę okienka.
- Proszę oddać ten telefon, niech pani spróbuje zrozumieć moją sytuację. - kobieta w niebieskim odzianiu patrzyła na modelkę z ironią.
- Niech mnie pani w dupę pocałuję! - wrzasnęła Janet i wgłębiła się w swoje siedzenie, zawiązując dłonie na piersi, blado patrząc na fotel przed sobą.
Stewardesa opuściła swoje ramiona i patrząc na dziewczynę z nie dowierzaniem, odeszła.
- Przykro mi, ale nie mogę nic Panu powiedzieć. - odrzekła po raz kolejny kobieta za biurkiem, nerwowo, lecz z uśmiechem patrząc na Justina.
- Dziękuję. - odburkną zaciskając zęby i powoli szedł w stronę bladej Sally.
- Co teraz mamy robić? - wyszeptała z wilgotnymi oczami.
- Teraz możemy się tylko modlić. - odparł cicho Justin i usiadł na ławce wpatrując się w tablicę, na której wszystkie loty były odwołane. Oparł łokcie o kolana, po czym nerwowo przeczesywał swoje włosy, cicho się modląc.
- Drodzy pasażerowie. - zaczęła cicho ta sama Stewardesa, a cały tłum ucichł. - Pilot zdecydował się na próbę lądowania. Bardzo proszę przyłożyć maseczki tlenowe do twarzy. - poinformowała, po czym ze spływającą łzą usiadła na swoim miejscu. Cały samolot uczył to o co poprosiła kobieta i czując gwałtowny spadek ciśnienia, zamknęli oczy. Tylko Janet patrzyła na to wszystko z zaciśniętymi zębami i cichutko się modliła. Widziała, że są już blisko, niecałe 50 metrów nad ziemią. Całe jej ciało znieruchomiało, a jednocześnie drżało ze strachu. Oczy, pomimo, że chciała je zamknąć, odmawiały jej posłuszeństwa. Im bliżej byli czarnego pasu, tym bardziej serce jej dudniło. Ostatni raz rozejrzała się po samolocie i zauważyła, że każdy jest już gotowy na śmierć. Był gotowy na to, że to już koniec. Wtedy wszyscy usłyszeli głośny huk, a po chwili Janet zdała sobie sprawę, że dotarli. Że żyją.
Jako pierwsza otworzyła oczy Stewardesa i z uśmiechem na twarzy, szybko podbiegła do drzwi i otworzyła je. Z niedowierzaniem, modelka usłyszała pierwsze oklaski i okrzyki, a już po chwili cały samolot klaskał i wiwatował imię pilota.
Biegiem wyjęła swój bagaż podręczy i jako pierwsza wyszła z samolotu, jednocześnie widząc, że dół pokładu się dymi. Dostała się na lotnisko i zza okna wpatrywałam się w ludzi, którzy nerwowo wybiegali z pokładu.
- Drodzy państwo, uprzejmie informuję, że samolot 245 wylądował. Wszyscy pasażerowie są uratowani, lecz dolna część pokładu została zapalona. Na szczęście odzyskano większość bagażów. Dziękuję za uwagę. - powiedziała kobieta z obsługi, a jej głos rozprzestrzenił się po całym lotnisku w Nowym Jorku.
Znudzeni do tej pory przyszli pasażerowi gwałtownie wstali i zaczęli bić brawo.
- Udało się! - krzyknęła Sally i mocno przytuliła uradowanego Justina.
- Tak, udało. - wyszeptał mocniej wtulając się w jej ramiona.
Janet szybko odebrała swój bagaż i wsiadła do samochodu, który był zaparkowany w miejscu, w którym ustaliła to z Kate. Po chwili auto ruszyło, a dziewczyna mogła podziwiać nocy widok Málagi. Uśmiechnęła się na myśl spotkania z Caitlin, krótkiej rozmowy z Justinem, bycia w tak cudownym miejscu. Szybko wyjęła telefon i wybrała numer Sally:
- Tak? - odebrała za czwartym sygnałem.
- Żyję. - wyznała śmiejąc się.
- Wiem, bardzo się cieszę. - odparła siostra z radosnym tonem.
- Dasz mi Justina? - spytała modelka.
- To raczej nie możliwe. - Sally uśmiechnęła się do słuchawki, patrząc jak odpływa statek do Hiszpanii, wraz z Justinem.
- Rozumiem... - odparła smutno. - Zadzwonię jutro, jak na dziś mam dosyć wrażeń. - próbowała przybrać radosny ton.
- Do usłyszenia. - przysłała je buziaki, po czym się rozłączyła.
Janet schowała swój telefon i dokładnie analizowała zdanie " To raczej nie możliwe. " Po chwili przemyśleń, doszła do wniosku, że Justin nie chce z nią teraz rozmawiać i głęboko w sobie wciąż miała nadzieję, że jednak zadzwoni, puści sygnał... Da jakąkolwiek oznakę, że interesuje się co z nią.
Justin wygodnie położył się na małym łóżku, zaplatając dłonie na karku i uśmiechał się sam do siebie, że teraz wszystko jest dobrze, że w końcu będzie blisko niej i nie czekają na niego żadne kłótnie. Miał ochotę zadzwonić do Janet, ale pomyślał, że lepszym pomysłem będzie, gdy zrobi jej niespodziankę. Z wciąż uśmiechniętą buzią, powoli zamknął swoje powieki i zasnął...
Kiedy modelka dojechała na miejsce, bardzo się zdziwiła, że nie stoi przed ekskluzywnym hotelem, lecz pięknym i dość wysokim budynkiem. Odebrała od szofera swoje walizki i uginając się pod ich ciężarami przekroczyła próg domu, wciąż widząc, że paparazzi ją obserwują.
Rozejrzała się po po pięknym wnętrzu, które było oświetlone milionem, małych światełek. Zostawiła walizki na dolę i pogalopowała na górę, gdzie znajdowały się tylko jedne drzwi. Powoli je otworzyła i zastała głęboki mrok. Pomacała ścianę i w końcu znalazła mały pstryczek. Delikatnie go przekręciła, a w rogu pokoju zapaliło się jasne światło. Rozejrzała się po pokoju i nie mogła złapać oddechu. Od razu rzuciła się na łóżku i zachwycała się pięknym, udekorowanym gwiazdami niebem. Następnie wstała i przyjrzała się każdemu szczegółowi pokoju. W końcu weszła do łazienki, która znajdowała się w rogu pokoju. Jedna ściana była lustrem, a druga imitowała ścianę, która była przyciemniona z zewnętrznej strony domu, tak, aby od środka nic nie było widać. Dziewczyna z powrotem rzuciła się na łóżko i z radości cała drżała. Szybko zgasiła światło i z podekscytowaniem patrzyła w niebo, kiedy dostała smsa. Szybko wyjęła go z kieszeni spodni i przeczytała:
" Pocałowałbym Cię na dobranoc, ale oboje wiemy, że teraz nie jest to możliwe. Dobranoc najpiękniejsza dziewczyno na świecie...
Uśmiechnęła się do małego ekraniku, po czym schowała telefon pod poduszkę i nie wiadomo kiedy zasnęła...
Rano obudziło ją głośne pukanie do drzwi. Powoli otworzyła zmęczone powieki, po czym usiadła na łóżku i przeciągnęła się. W drodze na dół upięła niechlujnego koka i podbiegła do drzwi.
- Gotowa na plażę?! - spytała radośnie Caitlin. Janet tylko wyostrzyła wzrok i z ekscytacją rzuciła się na koleżankę.
- Tęskniłam za Tobą! - pisnęła wciąż tuląc się do dziewczyny.
- Ja za Tobą też. - odparła radośnie.
- Chodź na górę, zaraz będę gotowa. - uśmiechnęła się pogodnie ciągnąć Caitlin za rękę.
- Jak ciąża? - spytała Caitlin rozglądając się przez okno samochodu.
- Sama nie wiem... - odparła Janet lekko się krzywiąc.
- Jak to? - zdziwiła się koleżanka spoglądając na modelkę.
- Nie byłam jeszcze u lekarza, a dziecko nie daje jak na razie żadnych znaków.. - przyznała.
- Nie chcę Cię pouczać, ale wiesz, że to konieczne? - zapytała.
- Tak, wiem. - odparła cicho.
- Jesteśmy! - zauważyła Cait wyskakując z samochodu.
Dziewczyny wzięły swoje torebki, a biedny szofer targał za nimi parasol, ręczniki i inne rzeczy, które były im ' niezbędne '. Kiedy już się rozłożyły, usiadły na swoich leżakach i zaczęły się opalać. Nagle dobiegły ich radosne krzyki chłopaków, którzy znajdowali się niedaleko nich.
- Jakie ciacha. - Caitlin zamruczała spoglądając na nich.
- Całkiem niezłe. - dodała Janet z rozbawionym uśmiechem.
- Najlepszy jest ten w niebieskich spodenkach. - przyznała Cait przyglądając się mu dokładnie. Modelka przeniosła spojrzenie na chłopaka i lekko się uśmiechnęłam, po czym gwałtownie zdjęła okulary przeciwsłoneczne i mimowolnie otworzyła usta.
- Coś nie tak? - Cait podniosła się ze swojego leżaka i ukucnęła nad zdziwioną Janet.
Wtedy chłopak lekko się odwrócił i zauważył, że dziewczyny na niego patrzą. Zadowolona Cait zaczęła do niego zalotnie machać, a kiedy chłopak spojrzał na Janet, zdziwił się tak samo jak ona, po czym przesłał jej przesłodki uśmiech i dając do zrozumienia reszcie jego ekipy, że wróci, zaczął powoli biec w stronę koleżanek.
- O Boże! Biegnie tu! - zapiszczała cicho Cait i wróciła na swoje miejsce, zakładając okulary na czoło.
Janet również to zrobiła, po czym wstała lekko uśmiechając się do chłopaka.
- Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiechnął się pogodnie ukazując rząd swoich olśniewająco białych zębów.
- Cześć Frank. - roześmiała się Janet, po czym lekko go do siebie przytuliła.
- Ekhem. - odchrząknęła Cait spoglądając na modelkę.
- Aaa, to jest moja koleżanka! - spojrzała na byłego chłopaka, po czym na koleżankę.
- Cześć, jestem Frank. - umięśniony chłopak podał jej rękę i wrócił do kontaktu wzrokowego z Janet.
- Co tu robisz?
- Wypoczywam. - odparła dziewczyna.
- A gdzie Pan Bieber? - roześmiał się delikatnie dotykając jej ramienia.
- Sama nie wiem. - uśmiechnęła się do niego.
- Nie jesteście już razem? - widocznie próbował zamaskować swój uśmiech.
- Oczywiście, że jesteśmy! - odparła rozbawiona jego pytaniem. - Zawsze będziemy. - dodała unosząc ramiona.
- Nie wiesz co będzie jutro. - delikatnie uniósł swoje brwi, po czym złapał ją za obydwie dłonie. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i wtopiła wzrok i piasek, który muskał jej nagie stopy.
- A Ty co tu robisz? - Janet wyswobodziła się z jego uścisku, po czym z powrotem założyła okulary na oczy i wygodnie usiadła na leżaku.
- Wiele się zmieniło od naszego zerwania. - wzruszył ramionami. - Zacząłem zajmować się tylko koszykówką, gdy straciłem Ciebie, to było dla mnie najważniejsze. - usiadł na kocu obok i wciąż na nią spoglądał, gdy ona patrzyła przed siebie, w niebieski ocean. - Podpisałem kontrakt i w następnym miesiącu będę grał w NBC, zamiast Tima Duncana. Do Hiszpanii przyleciałem trochę się zrelaksować przed ciężką pracą. - zaśmiał się cicho i wstał. - Zobaczymy się później Pani najsławniejsza modelko świata? - uśmiechnął się uroczo.
- Jasne. - odwzajemniła uśmiech i na kartce napisała mu swój nowy numer telefonu.
Chłopak odszedł, a Cait z wytężonym wzrokiem patrzyła na Janet i oczekiwała od niej jakiegokolwiek wyjaśnienia.
O godzinie 17 statek w końcu dotarł do Malagi, a Justin najszybciej jak potrafił znalazł taksówkę i zapakował się do niej. Podczas drogi wciąż patrzył na adres domu i z nieznikającym uśmiechem patrzył przez okno.
- Mamy dzisiaj jakiś powód do radości Panie Bieber? - zapytał kierowca spoglądając w lusterko, z hiszpańskim akcentem.
- Sí. - odrzekł Justin i spojrzał na taksówkarza.
Po kwadransie chłopak był na miejscu. Zapłacił kierowcy i odebrał od niego swoje bagaże. Wokół niego było już pełno paparazzi, więc biegiem uchylił drzwi od Willi, w której mieszkała Janet i wszedł do środka domu. Zaczął ją wołać, lecz nigdzie nie było po niej śladu. W końcu ujrzał ją na tarasie, koło basenu. Cichutko wszedł na drewniane panele na tarasie i przyglądał się dziewczynie. Patrzył jak jej długie, pofalowane włosy tańczą na wietrze, jak sama otula swoje z maźnięte ramiona i wpatruje się w cudowny widok przed nią. Niebo było już jasne, a słońce chyliło się ku zachodowi. Cicho odszedł ją od tyłu i położył swoje ciepłe dłonie na jej talii, po czym jego głowa spoczęła na jej ramieniu. Janet uśmiechnęła się do siebie. Poczuła jego ciepły, miętowy oddech na swojej szyi, a słodycz czuło się w powietrzu. Powoli odwróciła się w jego stronę i popatrzyła w niego czekoladowe oczy. Roześmiała się cicho ze szczęścia, a chłopak nie mogąc nacieszyć się tak uroczym widokiem przybliżył twarz do niej i raz, subtelnie ucałował jej usta. Delikatnie przejechał swoim językiem po swoich wargach, po czym ponownie złożył pocałunek na jej różowych wargach.
Widział, że się uśmiecha, widział, że jest szczęśliwa. On też był, a jego radość w tej chwili nie miała końca...
_____________________________________
Cześć kochani, czy mówiłam Wam już, że jesteście cudowni? Bo jeśli nie, to najwyższa pora! :D <3333 Kocham Was z całego serca i dziękuję za tak wiele komentarzy!
Dziękuję za 75 obserwujących mój profil, 725 komentarzy i 19857 odwiedzin. I LOVE U!
Mam do Was jedno pytanie - Czy podoba Wam się obecny styl pisania, czy może wolicie żeby było tak jak wcześniej?
A co do " JANET SMART IS SEXY " to był żart prima aprilisowy :D :*
Blog do polecenia : justinnadialove :)
Dziękuję DOSŁOWNIE KAŻDEMU!
( mam nadzieję, że rozdział się podoba. :))
- Proszę oddać telefon! - wrzasnęła, sama opadając z sił.
Zaczęły się szarpać, a Justin i Sally słyszeli tylko stłumione głosy kłótni, po czym pikanie, co oznaczało, że rozmowa została zakończona.
- Co teraz? - spytała nerwowo Sal.
- Nie mam pojęcia. - odparł chłopak jednocześnie biorąc głęboki oddech i przerzedzając swoje włosy dokładnie rozglądając się po lotnisku.
- Justin, boję się o nią. - wyznała dziewczyna przymykając powieki.
- Nie możemy nic zrobić. - rozłożył bezradnie ręce. - Nie miałaś jechać na uczelnię? - zapytał rozkojarzony.
- W takiej chwili?! - oburzyła się.
- Pogadajmy z obsługą... - zaproponował chłopak idąc w stronę okienka.
- Proszę oddać ten telefon, niech pani spróbuje zrozumieć moją sytuację. - kobieta w niebieskim odzianiu patrzyła na modelkę z ironią.
- Niech mnie pani w dupę pocałuję! - wrzasnęła Janet i wgłębiła się w swoje siedzenie, zawiązując dłonie na piersi, blado patrząc na fotel przed sobą.
Stewardesa opuściła swoje ramiona i patrząc na dziewczynę z nie dowierzaniem, odeszła.
- Przykro mi, ale nie mogę nic Panu powiedzieć. - odrzekła po raz kolejny kobieta za biurkiem, nerwowo, lecz z uśmiechem patrząc na Justina.
- Dziękuję. - odburkną zaciskając zęby i powoli szedł w stronę bladej Sally.
- Co teraz mamy robić? - wyszeptała z wilgotnymi oczami.
- Teraz możemy się tylko modlić. - odparł cicho Justin i usiadł na ławce wpatrując się w tablicę, na której wszystkie loty były odwołane. Oparł łokcie o kolana, po czym nerwowo przeczesywał swoje włosy, cicho się modląc.
- Drodzy pasażerowie. - zaczęła cicho ta sama Stewardesa, a cały tłum ucichł. - Pilot zdecydował się na próbę lądowania. Bardzo proszę przyłożyć maseczki tlenowe do twarzy. - poinformowała, po czym ze spływającą łzą usiadła na swoim miejscu. Cały samolot uczył to o co poprosiła kobieta i czując gwałtowny spadek ciśnienia, zamknęli oczy. Tylko Janet patrzyła na to wszystko z zaciśniętymi zębami i cichutko się modliła. Widziała, że są już blisko, niecałe 50 metrów nad ziemią. Całe jej ciało znieruchomiało, a jednocześnie drżało ze strachu. Oczy, pomimo, że chciała je zamknąć, odmawiały jej posłuszeństwa. Im bliżej byli czarnego pasu, tym bardziej serce jej dudniło. Ostatni raz rozejrzała się po samolocie i zauważyła, że każdy jest już gotowy na śmierć. Był gotowy na to, że to już koniec. Wtedy wszyscy usłyszeli głośny huk, a po chwili Janet zdała sobie sprawę, że dotarli. Że żyją.
Jako pierwsza otworzyła oczy Stewardesa i z uśmiechem na twarzy, szybko podbiegła do drzwi i otworzyła je. Z niedowierzaniem, modelka usłyszała pierwsze oklaski i okrzyki, a już po chwili cały samolot klaskał i wiwatował imię pilota.
Biegiem wyjęła swój bagaż podręczy i jako pierwsza wyszła z samolotu, jednocześnie widząc, że dół pokładu się dymi. Dostała się na lotnisko i zza okna wpatrywałam się w ludzi, którzy nerwowo wybiegali z pokładu.
- Drodzy państwo, uprzejmie informuję, że samolot 245 wylądował. Wszyscy pasażerowie są uratowani, lecz dolna część pokładu została zapalona. Na szczęście odzyskano większość bagażów. Dziękuję za uwagę. - powiedziała kobieta z obsługi, a jej głos rozprzestrzenił się po całym lotnisku w Nowym Jorku.
Znudzeni do tej pory przyszli pasażerowi gwałtownie wstali i zaczęli bić brawo.
- Udało się! - krzyknęła Sally i mocno przytuliła uradowanego Justina.
- Tak, udało. - wyszeptał mocniej wtulając się w jej ramiona.
Janet szybko odebrała swój bagaż i wsiadła do samochodu, który był zaparkowany w miejscu, w którym ustaliła to z Kate. Po chwili auto ruszyło, a dziewczyna mogła podziwiać nocy widok Málagi. Uśmiechnęła się na myśl spotkania z Caitlin, krótkiej rozmowy z Justinem, bycia w tak cudownym miejscu. Szybko wyjęła telefon i wybrała numer Sally:
- Tak? - odebrała za czwartym sygnałem.
- Żyję. - wyznała śmiejąc się.
- Wiem, bardzo się cieszę. - odparła siostra z radosnym tonem.
- Dasz mi Justina? - spytała modelka.
- To raczej nie możliwe. - Sally uśmiechnęła się do słuchawki, patrząc jak odpływa statek do Hiszpanii, wraz z Justinem.
- Rozumiem... - odparła smutno. - Zadzwonię jutro, jak na dziś mam dosyć wrażeń. - próbowała przybrać radosny ton.
- Do usłyszenia. - przysłała je buziaki, po czym się rozłączyła.
Janet schowała swój telefon i dokładnie analizowała zdanie " To raczej nie możliwe. " Po chwili przemyśleń, doszła do wniosku, że Justin nie chce z nią teraz rozmawiać i głęboko w sobie wciąż miała nadzieję, że jednak zadzwoni, puści sygnał... Da jakąkolwiek oznakę, że interesuje się co z nią.
Justin wygodnie położył się na małym łóżku, zaplatając dłonie na karku i uśmiechał się sam do siebie, że teraz wszystko jest dobrze, że w końcu będzie blisko niej i nie czekają na niego żadne kłótnie. Miał ochotę zadzwonić do Janet, ale pomyślał, że lepszym pomysłem będzie, gdy zrobi jej niespodziankę. Z wciąż uśmiechniętą buzią, powoli zamknął swoje powieki i zasnął...
Kiedy modelka dojechała na miejsce, bardzo się zdziwiła, że nie stoi przed ekskluzywnym hotelem, lecz pięknym i dość wysokim budynkiem. Odebrała od szofera swoje walizki i uginając się pod ich ciężarami przekroczyła próg domu, wciąż widząc, że paparazzi ją obserwują.
Rozejrzała się po po pięknym wnętrzu, które było oświetlone milionem, małych światełek. Zostawiła walizki na dolę i pogalopowała na górę, gdzie znajdowały się tylko jedne drzwi. Powoli je otworzyła i zastała głęboki mrok. Pomacała ścianę i w końcu znalazła mały pstryczek. Delikatnie go przekręciła, a w rogu pokoju zapaliło się jasne światło. Rozejrzała się po pokoju i nie mogła złapać oddechu. Od razu rzuciła się na łóżku i zachwycała się pięknym, udekorowanym gwiazdami niebem. Następnie wstała i przyjrzała się każdemu szczegółowi pokoju. W końcu weszła do łazienki, która znajdowała się w rogu pokoju. Jedna ściana była lustrem, a druga imitowała ścianę, która była przyciemniona z zewnętrznej strony domu, tak, aby od środka nic nie było widać. Dziewczyna z powrotem rzuciła się na łóżko i z radości cała drżała. Szybko zgasiła światło i z podekscytowaniem patrzyła w niebo, kiedy dostała smsa. Szybko wyjęła go z kieszeni spodni i przeczytała:
" Pocałowałbym Cię na dobranoc, ale oboje wiemy, że teraz nie jest to możliwe. Dobranoc najpiękniejsza dziewczyno na świecie...
Justin.
"Uśmiechnęła się do małego ekraniku, po czym schowała telefon pod poduszkę i nie wiadomo kiedy zasnęła...
Rano obudziło ją głośne pukanie do drzwi. Powoli otworzyła zmęczone powieki, po czym usiadła na łóżku i przeciągnęła się. W drodze na dół upięła niechlujnego koka i podbiegła do drzwi.
- Gotowa na plażę?! - spytała radośnie Caitlin. Janet tylko wyostrzyła wzrok i z ekscytacją rzuciła się na koleżankę.
- Tęskniłam za Tobą! - pisnęła wciąż tuląc się do dziewczyny.
- Ja za Tobą też. - odparła radośnie.
- Chodź na górę, zaraz będę gotowa. - uśmiechnęła się pogodnie ciągnąć Caitlin za rękę.
* * *
- Jak ciąża? - spytała Caitlin rozglądając się przez okno samochodu.
- Sama nie wiem... - odparła Janet lekko się krzywiąc.
- Jak to? - zdziwiła się koleżanka spoglądając na modelkę.
- Nie byłam jeszcze u lekarza, a dziecko nie daje jak na razie żadnych znaków.. - przyznała.
- Nie chcę Cię pouczać, ale wiesz, że to konieczne? - zapytała.
- Tak, wiem. - odparła cicho.
- Jesteśmy! - zauważyła Cait wyskakując z samochodu.
Dziewczyny wzięły swoje torebki, a biedny szofer targał za nimi parasol, ręczniki i inne rzeczy, które były im ' niezbędne '. Kiedy już się rozłożyły, usiadły na swoich leżakach i zaczęły się opalać. Nagle dobiegły ich radosne krzyki chłopaków, którzy znajdowali się niedaleko nich.
- Jakie ciacha. - Caitlin zamruczała spoglądając na nich.
- Całkiem niezłe. - dodała Janet z rozbawionym uśmiechem.
- Najlepszy jest ten w niebieskich spodenkach. - przyznała Cait przyglądając się mu dokładnie. Modelka przeniosła spojrzenie na chłopaka i lekko się uśmiechnęłam, po czym gwałtownie zdjęła okulary przeciwsłoneczne i mimowolnie otworzyła usta.
- Coś nie tak? - Cait podniosła się ze swojego leżaka i ukucnęła nad zdziwioną Janet.
Wtedy chłopak lekko się odwrócił i zauważył, że dziewczyny na niego patrzą. Zadowolona Cait zaczęła do niego zalotnie machać, a kiedy chłopak spojrzał na Janet, zdziwił się tak samo jak ona, po czym przesłał jej przesłodki uśmiech i dając do zrozumienia reszcie jego ekipy, że wróci, zaczął powoli biec w stronę koleżanek.
- O Boże! Biegnie tu! - zapiszczała cicho Cait i wróciła na swoje miejsce, zakładając okulary na czoło.
Janet również to zrobiła, po czym wstała lekko uśmiechając się do chłopaka.
- Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiechnął się pogodnie ukazując rząd swoich olśniewająco białych zębów.
- Cześć Frank. - roześmiała się Janet, po czym lekko go do siebie przytuliła.
- Ekhem. - odchrząknęła Cait spoglądając na modelkę.
- Aaa, to jest moja koleżanka! - spojrzała na byłego chłopaka, po czym na koleżankę.
- Cześć, jestem Frank. - umięśniony chłopak podał jej rękę i wrócił do kontaktu wzrokowego z Janet.
- Co tu robisz?
- Wypoczywam. - odparła dziewczyna.
- A gdzie Pan Bieber? - roześmiał się delikatnie dotykając jej ramienia.
- Sama nie wiem. - uśmiechnęła się do niego.
- Nie jesteście już razem? - widocznie próbował zamaskować swój uśmiech.
- Oczywiście, że jesteśmy! - odparła rozbawiona jego pytaniem. - Zawsze będziemy. - dodała unosząc ramiona.
- Nie wiesz co będzie jutro. - delikatnie uniósł swoje brwi, po czym złapał ją za obydwie dłonie. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i wtopiła wzrok i piasek, który muskał jej nagie stopy.
- A Ty co tu robisz? - Janet wyswobodziła się z jego uścisku, po czym z powrotem założyła okulary na oczy i wygodnie usiadła na leżaku.
- Wiele się zmieniło od naszego zerwania. - wzruszył ramionami. - Zacząłem zajmować się tylko koszykówką, gdy straciłem Ciebie, to było dla mnie najważniejsze. - usiadł na kocu obok i wciąż na nią spoglądał, gdy ona patrzyła przed siebie, w niebieski ocean. - Podpisałem kontrakt i w następnym miesiącu będę grał w NBC, zamiast Tima Duncana. Do Hiszpanii przyleciałem trochę się zrelaksować przed ciężką pracą. - zaśmiał się cicho i wstał. - Zobaczymy się później Pani najsławniejsza modelko świata? - uśmiechnął się uroczo.
- Jasne. - odwzajemniła uśmiech i na kartce napisała mu swój nowy numer telefonu.
Chłopak odszedł, a Cait z wytężonym wzrokiem patrzyła na Janet i oczekiwała od niej jakiegokolwiek wyjaśnienia.
O godzinie 17 statek w końcu dotarł do Malagi, a Justin najszybciej jak potrafił znalazł taksówkę i zapakował się do niej. Podczas drogi wciąż patrzył na adres domu i z nieznikającym uśmiechem patrzył przez okno.
- Mamy dzisiaj jakiś powód do radości Panie Bieber? - zapytał kierowca spoglądając w lusterko, z hiszpańskim akcentem.
- Sí. - odrzekł Justin i spojrzał na taksówkarza.
Po kwadransie chłopak był na miejscu. Zapłacił kierowcy i odebrał od niego swoje bagaże. Wokół niego było już pełno paparazzi, więc biegiem uchylił drzwi od Willi, w której mieszkała Janet i wszedł do środka domu. Zaczął ją wołać, lecz nigdzie nie było po niej śladu. W końcu ujrzał ją na tarasie, koło basenu. Cichutko wszedł na drewniane panele na tarasie i przyglądał się dziewczynie. Patrzył jak jej długie, pofalowane włosy tańczą na wietrze, jak sama otula swoje z maźnięte ramiona i wpatruje się w cudowny widok przed nią. Niebo było już jasne, a słońce chyliło się ku zachodowi. Cicho odszedł ją od tyłu i położył swoje ciepłe dłonie na jej talii, po czym jego głowa spoczęła na jej ramieniu. Janet uśmiechnęła się do siebie. Poczuła jego ciepły, miętowy oddech na swojej szyi, a słodycz czuło się w powietrzu. Powoli odwróciła się w jego stronę i popatrzyła w niego czekoladowe oczy. Roześmiała się cicho ze szczęścia, a chłopak nie mogąc nacieszyć się tak uroczym widokiem przybliżył twarz do niej i raz, subtelnie ucałował jej usta. Delikatnie przejechał swoim językiem po swoich wargach, po czym ponownie złożył pocałunek na jej różowych wargach.
Widział, że się uśmiecha, widział, że jest szczęśliwa. On też był, a jego radość w tej chwili nie miała końca...
_____________________________________
Cześć kochani, czy mówiłam Wam już, że jesteście cudowni? Bo jeśli nie, to najwyższa pora! :D <3333 Kocham Was z całego serca i dziękuję za tak wiele komentarzy!
Dziękuję za 75 obserwujących mój profil, 725 komentarzy i 19857 odwiedzin. I LOVE U!
Mam do Was jedno pytanie - Czy podoba Wam się obecny styl pisania, czy może wolicie żeby było tak jak wcześniej?
A co do " JANET SMART IS SEXY " to był żart prima aprilisowy :D :*
Blog do polecenia : justinnadialove :)
Dziękuję DOSŁOWNIE KAŻDEMU!
( mam nadzieję, że rozdział się podoba. :))
Tagi:
40
Janet wsiadła już do samolotu, podczas gdy Justin siedział w taksówce, pełen nadziei, że gdy dojedzie wszystkie problemy znikną.
Samolot ruszył.
Taksówka stanęła.
Chłopak wysiadł z wozu, po czym nacisną na kolorowy guziczek.
- Czego tu chcesz Justin? - spytała Sally.
- Muszę porozmawiać z Janet. - odparł mrużąc oczy przed siarczystym deszczem.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech zastanowienia, po czym uznała, że powinien wiedzieć jak się zachował, musiała mu to wyznać, nawet jeśli sam wiedział jakim jest gnojem.
Po chwili drzwi zaczęły drżeć, a Justin powoli wszedł przez furtkę i szybkim krokiem pomaszerował na tyły domu, gdzie znajdowały się drzwi wejściowe. Sally stała już w progu i gestem zaprosiła go do środka.
- Gdzie ona jest? - spytał Justin nerwowo rozglądając się po dużym holu.
- Nie ma jej. - odparła Sally idąc w stronę pokoju gościnnego.
- Jak to nie ma? - krzyknął chłopak, tak aby dziewczyna go usłyszała. Szybko zdjął swoje czarne supry, po czym pobiegł za nią.
- Wyjechała. - odrzekła dziewczyna zakładając swoją czarną marynarkę.
- Gdzie?! - spytał zniecierpliwiony chłopak.
- W miejsce, gdzie nie będziesz jej przeszkadzał. - odparła z wyrzutem. - Słuchaj Justin, wiesz w jakim jest stanie, a ty zachowałeś się jak totalny dupek. - patrzyła na niego wzrokiem, który pobudzał u chłopaka wszystkie jego wyrzuty sumienia, tak, że nie mógł patrzeć w jej oczy.
- Wiem. - odparł zatracając się w podłogowym widoku.
- Nie, właśnie nie wiesz. - odparła dziewczyna.
Po chwili ciszy, Sally prychnęła widząc, że Justin nie ma nic do powiedzenia i kładąc swoje czarne szpilki na podłodze, założyła je na gołe stopy.
- Muszę się zbierać na uczelnie. - powiedziała poprawiając kokardki na butach.
- Sally wysłuchaj mnie! - poprosił Justin mocno ściskając jej ramiona gdy wstała. Jego oczy były przepełnione smutkiem, żalem i wyrzutami sumienia, które z minuty na minuty były co raz większe. Jego szczere spojrzenie przepełniło ją o dreszcze, dlatego zaciskając wargi usiadła na dużej, białej sofie i patrzyła na niego z wyczekiwaniem.
Nieskończenie długi lot do Hiszpanii przyprawiał Janet o mdłości, lecz pomimo to, dzielnie wyczekiwała godziny 19 wieczorem.
- Czy to możliwe żeby tak bardzo kochać? - spytała Sally, patrząc na chłopaka z uznaniem, kiedy jeszcze niedawno czuła do niego wrogie nastawienie. On tylko uroczo się uśmiechnął i spytał:
- No więc jeśli teraz wszystko Ci wytłumaczyłem z mojej perspektywy i to, że bardzo chcę ich zobaczyć, to powiesz mi gdzie oni są? - zapytał Justin.
Sally poczuła wstyd, że to jej wina, poczuła się źle wiedząc, że chłopak przeleciał całą amerykę, tylko dlatego żeby wytłumaczyć swojej dziewczynie, że to wszystko nie tak, a nawet zaczęła go podziwiać za męstwo, odwagę i poczucie odpowiedzialności, które posiadał w sobie, mówiąc o Janet w liczbie mnogiej. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że jeszcze tacy prawdziwi, szczerzy i bardzo odpowiedzialni mężczyźni chodzą po tym świecie.
- Jest w drodze do Hiszpanii. - odparła cichutko odwracając wzrok od chłopaka.
- Jak to? - spytał opuszczając ręce, a jego entuzjazm tak nagle zniknął.
- Wszyscy uznali, że to będzie dobry pomysł jeśli Janet odpocznie. Poza tym powiedziała, że bez Ciebie nie pójdzie do lekarza. Nawet nie wiesz jak bardzo się o nią boimy.. - szepnęła oblizując suche wargi.
- Uwierz mi, że wiem. - odparł znikając za ścianą, po czym założył swoje buty.
- Tu masz adres hotelu w którym się znajduje. - Sally podała mu małą karteczkę, po czym zakładając płaszcz, sięgnęła po parasolkę.
- Jesteś do niej taka podobna.. - uśmiechnął się chłopak, widząc w jej oczach roześmianą twarz modelki, którą tak bardzo kochał.
Po chwili ciszy Justin otworzył drzwi i przepuścił Sally, po czym ona zamknęła je na klucz.
- Jeśli chcesz to mogę zawieźć Cię na lotnisko, bo mam jeszcze trochę czasu. - uśmiechnęła się dziewczyna, na co on odpowiedział jej tym samym i stanął przed garażem, który zaraz się otworzył. Oboje wsiedli do pojazdu, po czym wyjechali z posesji, wjeżdżając na asfaltową drogę Manhattanu. Po paru chwilach otoczyło ich mnóstwo wieżowców, które sięgały do samych chmur.
Kiedy mijali ulicę Hyde Park, Sally zatrzymała się koło długiej ulicy, na której znajdował się ciąg sklepów.
- Sal, trochę mi się śpieszy. - przyznał Justin wykrzywiając usta.
- Chodź. - zachęciła go dziewczyna.
Szli przez masę ludzi, omijając paru paparazzi, aż doszli do sklepu o nazwie Silver Cross, jednym z największych i najbardziej popularnych sklepów dziecięcych na świecie.
Kiedy przekroczyli próg sklepu, na twarzy Justina mimowolnie zagościł uśmiech, gdy tylko rozejrzał się po wnętrzu. Biegał od jednego, do drugiego. Patrzył na wszystkie małe sukienki, bluzeczki, spodnie, malutkie buciki. Był tym wszystkim zachwycony i nie mógł się doczekać, kiedy do takich sklepów będzie mógł chodzić ze swoim dzieckiem.
- Co o tym myślisz? - zapytała Sally trzymając w ręku małą sukienkę, koloru pudrowego różu, która była ozdobiona malutkimi cekinami, tworzącymi słodką buźkę hello kitty pośród kolorowych kwiatuszków.
- To, jeśli będzie dziewczynka. - uśmiechnął się, po czym wziął do ręki maluteńkie buciki marki supra, koloru fioletowego. - A to jeśli będzie chłopczyk. - dodał z ciągłym uśmiechem.
Po paru chwilach doszli do kasy i zapłacili na całe zakupy 250 $. Sprzedawczyni włożyła zakupy do papierowej torby, po czym obije wyszli.
Janet właśnie spała na małym, choć dość wygodnym łóżku samolotowym, kiedy zabrzmiał głos:
- Drodzy państwo, wystąpiły pewne problemy techniczne dotyczące samolotu. Możliwe, że podczas lądowania koła się nie wysunął. W związku z tym, prosimy zachować spokój, a my postaramy się, aby wszelkie usterki zostały naprawione.
Dziewczynie serce mocniej zabiło i właśnie w tej chwili zdała sobie sprawę, że jest gotowa na to, aby zostać matką. Kiedy usłyszała te słowa w pierwszej chwili przejęła się dzieckiem, bała się, że coś mu się stać. Wzięła kilka głębokich oddech, po czym wyciągnęła ze spodni telefon i chowając głowę pod fotelami, tak aby żadna ze stewardes jej nie ujrzała, wybrała numer Sally.
- To trzymaj się Justin. - uśmiechnęła się Sally tuląc na pożegnanie Justina.
- Ty również, dziękuję za wszystko. - odparł po czym stawiał pierwsze kroki ku odprawie.
Wtedy zadzwonił telefon.
- Halo? - zapytała dziewczyna nie patrząc kto dzwoni.
- Sally, boję się. - głos Janet drżał.
- Justin, poczekaj! - krzyknęła Sally odrywając słuchawkę od ucha. Justin się odwrócił i z niechęcią wrócił.
- Janet, co się stało? - zapytała siostra, a słysząc te słowa, Justin automatycznie podszedł bliżej, tak żeby lepiej usłyszeć każde słowo.
- Są problemu, duże problemy. - mówiła szeptem głośno oddychając.
- Kochanie, co się dzieje? - zapytał Justin, wyrywając telefon z ręki Sally.
- O Boże, skarbie, jesteś tam? - zapytała z przejęciem Janet, czując, że wszystkie wrogie nastawienia mijają.
- Jestem. - odparł czule. - Tak bardzo za Tobą tęsknie. - przyznał, a jego głos powoli opadał z sił.
- Ja za tobą też. - uśmiechnęła się przez łzy.
- Jakie problemy? - wtrąciła się Sally, mówiąc do komórki.
- Z podwozia nie chcą wysunąć się koła, nie wiadomo jak wylądujemy, a od dwóch godzin krążymy nad lotniskiem w Hiszpanii, powoli kończy się benzyna, jest wielkie zamieszanie, nikt nie chce słuchać obsługi. Po prostu czuję, że to koniec. - wyszeptała załamującym się głosem. Wszyscy zamilczeli, a w oczach Justina zebrały się łzy, słysząc, że jego piękna, bezbronna tak cudowna dziewczyna - cierpi.
_________________________________________
Heloł bejbe. <3
Co tam dziewczyny? Jaka u Was pogoda, co? Bo u mnie mega, totalnie DUPNA. Śnieg, deszcz, wiatr i tak na zmianę. ;c
Mam nadzieję, że rozdział jakoś Wam poprawił nastawienie do życia, jeśli była taka potrzeba. xD
Poproszono mnie o polecenia bloga, a więc proszę : KLIK!
No i pomimo tego, że to ja miałam wczoraj urodziny ( dziękuję za wszystkie życzenia! :* ) to dzisiejszy rozdział jest niespodzianką dla Was, bo przyznam, że miałam problemy z jego napisaniem.
Podziękowania dla osób, którym się to należy:
alonelove, lifeisbrutal, OneKiss, ewelina9757, MistletoeJB, mylovebieber, Magda ; ), SwagShawty, destiny, adena, BadBoyAndGoodGirl, EternalHope, justloveme, proudofmyself, jbstoryjb, Sarna, thatbeeasy , Sickofyou , EmoCjonalnaHard, justa ;d, gratka97, believeinlovejb, Cola^^;*,olnyintheword, hold-me-now, priceoflove, Smiiiley, pricetag. ♥
Wy wszyscy jesteście zajebiści. ♥
Tagi:
39
Jeśli nie posłuchasz tej piosenki, to masz w łeb! :D
Czerwony od plaskaczów, Justin wyciągnął dużą torbę adidasa, po czym z wielką siłą wrzucił do niej parę t-shirtów i spodni, po czym trzasną drzwiami i wyszedł z pokoju.
- Justin! - krzyknął Alfredo goniąc go. - Gdzie się wybierasz? - zapytał z uśmiechem.
- Jadę do Nowego Jorku. - warknął cicho Justin, po czym przyspieszył kroku.
- Sam? - zdziwił się tancerz stanowszy na środku holu.
- Tak. - odparł Bieber odwracając się do przyjaciela, po czym kroczył do wyjścia, gdzie na każdym kroku ukrywali się paparazzi. Wsiadł do taxówki, która stała przed hotelem i rzekł:
- Na lotnisko.
- Janet, wstawaj. - Sally energicznie drgała jej ramieniem, starając się o to, aby obudzić siostrę.
- Nie. - odparła stanowczo dziewczyna i przekręciła się na drugi bok.
- Nie rozumiesz, że musisz iść do lekarza? Trzeba sprawdzić czy z dzieckiem wszystko dobrze. - dzielnie tłumaczyła po raz kolejny tego popołudnia.
- Nie chcę tego dziecka, niech zgnije w tym brzuchu! - krzyknęła na cały głos, po czym otarła spływającą łzę.
Sally popatrzyła na nią zaszokowanym wzrokiem, po czym powoli wstała.
- Nigdy nie myślałam, że będziesz jak te durne nastolatki z MTV. Mam nadzieję, że przynajmniej zdajesz sobie sprawę z tego, że wyrzuty sumienia nie będą dawały Ci żyć, jeśli zabijesz swoje dziecko. - po tych słowach Sally wyszła z pokoju i skierowała się do kuchni, gdzie zaskoczona zastała rodziców.
- Co tu robicie? - spytała.
- Dokumenty. - odezwał się tata podnosząc papiery do góry, po czym schował je do teczki.
- Jak z Janet? - spytała mama upijając w biegu łyk kawy.
- Bardzo źle. - przyznała dziewczyna. - Wydaje mi się, że ją to wszystko przerasta. Trzeba jej wakacji, takich prawdziwych wakacji. - dodała opierając się o blat kuchni.
- Co powiecie o Hiszpanii? - ni stąd ni zowąd, do pokoju wparowała Kate trzymając w ręku laptopa z ofertą wyjazdu do Hiszpanii na dwa tygodnie.
- To świetny pomysł! - klasnęła mama w ręce. - Ale pomimo tego, że jest dorosła, nie pozwolę jej jechać samej, kto wie co jej przyjdzie do głowy, to mogłoby źle wpłynąć na dziecko. - odparła.
- W takim razie ty z nią jedź. - Kate spojrzała na Sally.
- Ja? W dzień wyjazdu mam dużo ważnych zajęć na studiach. - zmartwiła się siostra.
- W takim razie może Caitlin? - zaproponowała menedżerka.
- Dobrze, więc wszystko jasne. - przyznał tata. - Kate załatwisz wszystko?
- Oczywiście. - wyśpiewała zadowolenie kobieta, po czym przybliżyła się bliżej laptopa.
- Sally, ty powiadom siostrę, tylko nie zapomnij jej powiedzieć, że gdy tylko wróci ma iść do lekarza. - dodał mężczyzna, po czym założył na siebie marynarkę od garnituru.
- Tak jest! - zasalutowała dziewczyna i szybko pobiegła go Janet.
- A mu musimy ją wspierać. - wyznał Will patrząc na żonę.
Justin czekał na samolot, który miał wylecieć dokładnie za godzinę. Opierał ręce o kolana i znudzony myślał nad tym co powie, lecz jego przemyślenia przerwał dzwoniący telefon.
- Tak? - zapytał chłopak jednocześnie ziewając.
- Gdzie ty jesteś bachorze?! - wydarł się na cały głos Scooter, tak, że koniecznością było odsunięcie komórki od ucha.
- Jestem na lotnisku. Wybacz Scooter, ale najważniejsza dla mnie jest Janet, a nie fani. Na prawdę chciałbym cię przeprosić za to co robię, chciałbym przeprosić wszystkich, ale chyba nie ma takich słów, żeby mi wybaczyć. Na razie ratuję mój związek... - powiedział Justin, po czym rozłączył się i z powrotem włożył telefon do spodni.
- Pasażerowie lotu 245 do Nowego Jorku, proszeni są o wejścia na pokład. - poinformował mechaniczny głos, po czym Justin szybko wstał i z powrotem założył swoje ciemne okulary. Burzowym krokiem zmierzał ku samolotowi...
- Jak to jutro?!
Janet zmarszczyła brwi i starała się zrozumieć o co chodzi siostrze.
- Normalnie, jutro. - odparła dziewczyna i wyjęła z jej szafy dużą czerwoną walizkę.
- Ale, że sama? - rozłożyła ręce i przyglądała się Sally.
- Nie, z Caitlin. - odparła ze spokojem, po czym gwałtownie wstała i zdała sobie sprawę, że przecież Caitlin nic o tym nie wie. Wybiegła z pokoju i pogalopowała do Kate, podczas gdy Janet uśmiechnęła się pod nosem na myśl wypoczynku, spotkania Caitlin i zrobieniu Justiowi na złość. Tak, miała na to wielką ochotę, tylko dlatego żeby poczuł ból, który on sprawił jej i trwa do teraz. Nienawidziła w sobie tej cząstki siebie - wredna, chamska, egoistyczna Janet. Taką osobę znali ludzie którzy na to zasługiwali.
- Teraz jest już wszystko pod kontrolą. - odetchnęła Sally wchodząc do pokoju.
- Ej, Sally.. - zaczęła Janet ze spuszczoną głowę.
- Hm?
- Wiesz.. Wcale tak nie myślałam o tym dziecku. Na prawdę bardzo się o nie martwię, ale chwilami jestem zbyt podłamana żeby myśleć o nas obojgu. Tak w jednej chwili potrafi się wszystko zepsuć.. - wzruszyła ramionami i spojrzała na nią trochę zawstydzonym wzrokiem.
- Rozumiem. - odparła siostra z uśmiechem. - Tylko obiecaj, że gdy wrócisz, to pójdziesz do tego lekarza.
- Obiecuję. - położyła rękę na sercu, potem wraz z siostrą zaczęła się pakować.
Justin siedział już od ponad trzech godzin w zapełnionym samolocie, który wciąż przechodził jakieś awarie, co powodowało opóźnianie lotu i co raz to większe zdenerwowanie pasażerów. Chłopak wziął po raz kolejny głęboki oddech i modlił się w duchu, aby samolot w końcu ruszył.
- Drodzy państwo, chcę was poinformować, że wszelkie usterki samolotu zostały zlikwidowane i za parę minut ruszamy. - poinformowała stewardesa w niebieskim stroju, po czym obrzuciła wszystkich pasażerów wymuszonym uśmiechem, którym jak widać miała nadzieję, że złagodzi oburzenie.
" No to teraz tylko osiem godzin lotu i już... " - pomyślał znudzony Justin i zagłębił się w miękki fotel.
- Gdy przylecisz będzie czekał na ciebie samochód i zawiezie Cię prosto do hotelu, a Caitlin będzie jakieś dwie godziny później. - tłumaczyła po raz setny Kate stojąc przed lotniskiem, następnego dnia.
- To wszystko? - spytała unosząc oczy ku niebu.
- Nie. - odparła stanowczo. - Masz na siebie uważać. - popatrzyła na nią radośniejszym wzrokiem i przyjaznym uśmiechem.
- Jasne. - odparła chichocząc, po czym odebrała od Sally swoją walizkę i przytuliła obydwie kobiety do siebie.
- Kocham Was. - przyznała Janet zaciskając mocno powieki, tak aby się nie rozpłakać, po czym pożegnała ich ostatnim uśmiechem i kierowała się ku wejściu.
Kiedy weszła na ogromny hol lotniska, od progu przywitało ją paru paparazzi z aparatami w ręku. Starała się nie zwracać na nich uwagi i robić to co do niej należy.
Justin właśnie odebrał swoje bagaże i był szczęśliwy z tego, że w końcu dotarł, pomimo ciężkiego, długiego lotu z Meksyku. Nie mógł się doczekać kiedy jego cudowna, piękna i czasami nie do zniesienia Janet nakrzyczy na niego, a potem znów mocno pocałuje i wybaczy. Kiedy przechodził przez długi korytarz otoczyło go paru paparazzi i tak zbierało się ich co raz więcej, aż był cały otoczony. Starał się nie zwracać na nich uwagi i ze spuszczoną głową, uśmiechając się pod nosem szedł przed siebie.
Również otoczona Janet szła tym korytarzem i może gdyby Ci natrętni ludzie, dla których liczy się nawet gówniane zdjęcie, to spotkali by się. Może zauważyli by siebie, może bez żadnych kłótni, oskarżeń - wybaczyli? Niestety tak się nie stało. On szedł przed siebie, do niej, lecz ona koło niego brnęła w drugą stronę - oboje nie świadomi tego, że to co chcieli zobaczyć, właśnie ich minęło.
Myślicie pewnie, że to jakich cholerny pech, a może jakieś fatum? Nie, to los, który czeka każdego. Może właśnie dzięki temu historia Janet i Justina jest taka jaka jest? Taka nie przewidywalna...
_________________________________
Dobra, durnota na maxa, wieeeem!
Kurcze, przepraszam Was, że ostatnio dodaję takie chujowe rozdziały, ale moja wena nie osiąga nawet 5 % ! ;c
Pomimo to, dziękuję Wam za wszystkie komentarze w poprzednim rozdziale :)
Julia, Daria, EternalHope, BadBoyAndGoodGirl, hold-me-now, mylovebieber, justa ;d, Magda ; ), destiny, Smiiiley, jbstoryjb, believeinlovejb, Loveme1614, proudofmyself, maggie15, Majka, justloveme, adena, Sickofyou, SwagShawty, thatbeeasy, stealmyheart.
♥ !
EDIT. Tło by stealmyheart. <3
Czerwony od plaskaczów, Justin wyciągnął dużą torbę adidasa, po czym z wielką siłą wrzucił do niej parę t-shirtów i spodni, po czym trzasną drzwiami i wyszedł z pokoju.
- Justin! - krzyknął Alfredo goniąc go. - Gdzie się wybierasz? - zapytał z uśmiechem.
- Jadę do Nowego Jorku. - warknął cicho Justin, po czym przyspieszył kroku.
- Sam? - zdziwił się tancerz stanowszy na środku holu.
- Tak. - odparł Bieber odwracając się do przyjaciela, po czym kroczył do wyjścia, gdzie na każdym kroku ukrywali się paparazzi. Wsiadł do taxówki, która stała przed hotelem i rzekł:
- Na lotnisko.
- Janet, wstawaj. - Sally energicznie drgała jej ramieniem, starając się o to, aby obudzić siostrę.
- Nie. - odparła stanowczo dziewczyna i przekręciła się na drugi bok.
- Nie rozumiesz, że musisz iść do lekarza? Trzeba sprawdzić czy z dzieckiem wszystko dobrze. - dzielnie tłumaczyła po raz kolejny tego popołudnia.
- Nie chcę tego dziecka, niech zgnije w tym brzuchu! - krzyknęła na cały głos, po czym otarła spływającą łzę.
Sally popatrzyła na nią zaszokowanym wzrokiem, po czym powoli wstała.
- Nigdy nie myślałam, że będziesz jak te durne nastolatki z MTV. Mam nadzieję, że przynajmniej zdajesz sobie sprawę z tego, że wyrzuty sumienia nie będą dawały Ci żyć, jeśli zabijesz swoje dziecko. - po tych słowach Sally wyszła z pokoju i skierowała się do kuchni, gdzie zaskoczona zastała rodziców.
- Co tu robicie? - spytała.
- Dokumenty. - odezwał się tata podnosząc papiery do góry, po czym schował je do teczki.
- Jak z Janet? - spytała mama upijając w biegu łyk kawy.
- Bardzo źle. - przyznała dziewczyna. - Wydaje mi się, że ją to wszystko przerasta. Trzeba jej wakacji, takich prawdziwych wakacji. - dodała opierając się o blat kuchni.
- Co powiecie o Hiszpanii? - ni stąd ni zowąd, do pokoju wparowała Kate trzymając w ręku laptopa z ofertą wyjazdu do Hiszpanii na dwa tygodnie.
- To świetny pomysł! - klasnęła mama w ręce. - Ale pomimo tego, że jest dorosła, nie pozwolę jej jechać samej, kto wie co jej przyjdzie do głowy, to mogłoby źle wpłynąć na dziecko. - odparła.
- W takim razie ty z nią jedź. - Kate spojrzała na Sally.
- Ja? W dzień wyjazdu mam dużo ważnych zajęć na studiach. - zmartwiła się siostra.
- W takim razie może Caitlin? - zaproponowała menedżerka.
- Dobrze, więc wszystko jasne. - przyznał tata. - Kate załatwisz wszystko?
- Oczywiście. - wyśpiewała zadowolenie kobieta, po czym przybliżyła się bliżej laptopa.
- Sally, ty powiadom siostrę, tylko nie zapomnij jej powiedzieć, że gdy tylko wróci ma iść do lekarza. - dodał mężczyzna, po czym założył na siebie marynarkę od garnituru.
- Tak jest! - zasalutowała dziewczyna i szybko pobiegła go Janet.
- A mu musimy ją wspierać. - wyznał Will patrząc na żonę.
Justin czekał na samolot, który miał wylecieć dokładnie za godzinę. Opierał ręce o kolana i znudzony myślał nad tym co powie, lecz jego przemyślenia przerwał dzwoniący telefon.
- Tak? - zapytał chłopak jednocześnie ziewając.
- Gdzie ty jesteś bachorze?! - wydarł się na cały głos Scooter, tak, że koniecznością było odsunięcie komórki od ucha.
- Jestem na lotnisku. Wybacz Scooter, ale najważniejsza dla mnie jest Janet, a nie fani. Na prawdę chciałbym cię przeprosić za to co robię, chciałbym przeprosić wszystkich, ale chyba nie ma takich słów, żeby mi wybaczyć. Na razie ratuję mój związek... - powiedział Justin, po czym rozłączył się i z powrotem włożył telefon do spodni.
- Pasażerowie lotu 245 do Nowego Jorku, proszeni są o wejścia na pokład. - poinformował mechaniczny głos, po czym Justin szybko wstał i z powrotem założył swoje ciemne okulary. Burzowym krokiem zmierzał ku samolotowi...
- Jak to jutro?!
Janet zmarszczyła brwi i starała się zrozumieć o co chodzi siostrze.
- Normalnie, jutro. - odparła dziewczyna i wyjęła z jej szafy dużą czerwoną walizkę.
- Ale, że sama? - rozłożyła ręce i przyglądała się Sally.
- Nie, z Caitlin. - odparła ze spokojem, po czym gwałtownie wstała i zdała sobie sprawę, że przecież Caitlin nic o tym nie wie. Wybiegła z pokoju i pogalopowała do Kate, podczas gdy Janet uśmiechnęła się pod nosem na myśl wypoczynku, spotkania Caitlin i zrobieniu Justiowi na złość. Tak, miała na to wielką ochotę, tylko dlatego żeby poczuł ból, który on sprawił jej i trwa do teraz. Nienawidziła w sobie tej cząstki siebie - wredna, chamska, egoistyczna Janet. Taką osobę znali ludzie którzy na to zasługiwali.
- Teraz jest już wszystko pod kontrolą. - odetchnęła Sally wchodząc do pokoju.
- Ej, Sally.. - zaczęła Janet ze spuszczoną głowę.
- Hm?
- Wiesz.. Wcale tak nie myślałam o tym dziecku. Na prawdę bardzo się o nie martwię, ale chwilami jestem zbyt podłamana żeby myśleć o nas obojgu. Tak w jednej chwili potrafi się wszystko zepsuć.. - wzruszyła ramionami i spojrzała na nią trochę zawstydzonym wzrokiem.
- Rozumiem. - odparła siostra z uśmiechem. - Tylko obiecaj, że gdy wrócisz, to pójdziesz do tego lekarza.
- Obiecuję. - położyła rękę na sercu, potem wraz z siostrą zaczęła się pakować.
Justin siedział już od ponad trzech godzin w zapełnionym samolocie, który wciąż przechodził jakieś awarie, co powodowało opóźnianie lotu i co raz to większe zdenerwowanie pasażerów. Chłopak wziął po raz kolejny głęboki oddech i modlił się w duchu, aby samolot w końcu ruszył.
- Drodzy państwo, chcę was poinformować, że wszelkie usterki samolotu zostały zlikwidowane i za parę minut ruszamy. - poinformowała stewardesa w niebieskim stroju, po czym obrzuciła wszystkich pasażerów wymuszonym uśmiechem, którym jak widać miała nadzieję, że złagodzi oburzenie.
" No to teraz tylko osiem godzin lotu i już... " - pomyślał znudzony Justin i zagłębił się w miękki fotel.
- Gdy przylecisz będzie czekał na ciebie samochód i zawiezie Cię prosto do hotelu, a Caitlin będzie jakieś dwie godziny później. - tłumaczyła po raz setny Kate stojąc przed lotniskiem, następnego dnia.
- To wszystko? - spytała unosząc oczy ku niebu.
- Nie. - odparła stanowczo. - Masz na siebie uważać. - popatrzyła na nią radośniejszym wzrokiem i przyjaznym uśmiechem.
- Jasne. - odparła chichocząc, po czym odebrała od Sally swoją walizkę i przytuliła obydwie kobiety do siebie.
- Kocham Was. - przyznała Janet zaciskając mocno powieki, tak aby się nie rozpłakać, po czym pożegnała ich ostatnim uśmiechem i kierowała się ku wejściu.
Kiedy weszła na ogromny hol lotniska, od progu przywitało ją paru paparazzi z aparatami w ręku. Starała się nie zwracać na nich uwagi i robić to co do niej należy.
Justin właśnie odebrał swoje bagaże i był szczęśliwy z tego, że w końcu dotarł, pomimo ciężkiego, długiego lotu z Meksyku. Nie mógł się doczekać kiedy jego cudowna, piękna i czasami nie do zniesienia Janet nakrzyczy na niego, a potem znów mocno pocałuje i wybaczy. Kiedy przechodził przez długi korytarz otoczyło go paru paparazzi i tak zbierało się ich co raz więcej, aż był cały otoczony. Starał się nie zwracać na nich uwagi i ze spuszczoną głową, uśmiechając się pod nosem szedł przed siebie.
Również otoczona Janet szła tym korytarzem i może gdyby Ci natrętni ludzie, dla których liczy się nawet gówniane zdjęcie, to spotkali by się. Może zauważyli by siebie, może bez żadnych kłótni, oskarżeń - wybaczyli? Niestety tak się nie stało. On szedł przed siebie, do niej, lecz ona koło niego brnęła w drugą stronę - oboje nie świadomi tego, że to co chcieli zobaczyć, właśnie ich minęło.
Myślicie pewnie, że to jakich cholerny pech, a może jakieś fatum? Nie, to los, który czeka każdego. Może właśnie dzięki temu historia Janet i Justina jest taka jaka jest? Taka nie przewidywalna...
_________________________________
Dobra, durnota na maxa, wieeeem!
Kurcze, przepraszam Was, że ostatnio dodaję takie chujowe rozdziały, ale moja wena nie osiąga nawet 5 % ! ;c
Pomimo to, dziękuję Wam za wszystkie komentarze w poprzednim rozdziale :)
Julia, Daria, EternalHope, BadBoyAndGoodGirl, hold-me-now, mylovebieber, justa ;d, Magda ; ), destiny, Smiiiley, jbstoryjb, believeinlovejb, Loveme1614, proudofmyself, maggie15, Majka, justloveme, adena, Sickofyou, SwagShawty, thatbeeasy, stealmyheart.
♥ !
EDIT. Tło by stealmyheart. <3
Tagi:
38
O godzinie czwartej rano Kenny przyszedł po Justina, który spał na blacie baru pośród wielu, dużo starszych od niego pań, które bawiły się jego włosami, masowały jego klatkę piersiową i niekiedy całowały po policzku. Wśród nich była Carly, która wciąż robiła sobie z nim zdjęcia, pomimo tego, że chłopak miał zamknięte oczy.
- Kenny, czemu mnie tu przywiozłeś? - zapytał nieprzytomny Justin, kiedy ochroniarz zdjął z niego czarne supry, aby nie ubrudził jedwabnej pościeli.
- Bo nie miałem z kim w szachy grać. - odparł z ironią, po czym otworzył okno w pokoju chłopaka i wyszedł z niego.
Janet wciąż płakała i nie mogła zrozumieć dlaczego Justin tak bezkarnie ją zignorował. Czemu zostawił ją samą w takim stanie?
Nieruchomo patrzyła w jeden punkt, a jej policzki były czerwone i szczypiące od słonych łez.
- Janet, coś się stało? - do pokoju weszła Sally.
- Nie, nic się nie stało. - odparła dziewczyna ocierając policzki i wymuszając uśmiech.
- W takim razie o co chodzi? - usiadła koło niej i zmierzwiła jej jasne włosy.
Janet chwilę się wahała czy na pewno powiedzieć siostrze co się stało, ale dobrze wiedziała, że dużej nie wytrzyma tej bezsilności i bezradności.
- Błagam, obiecaj, że nikomu nie powiesz. - Janet popatrzyła na nią kryształowym spojrzeniem i zupełnie poważną miną...
- Co ty wymyślasz, co? - krzyknął Scooter chodząc nerwowo po pokoju, podczas gdy Justin w myślach błagał, aby środki od bólu głowy zaczęły działać. - Myślisz, że jeśli matka wyjechała do Kanady, to jesteś wolny? Pamiętaj, że jestem twoim drugim ojcem i wciąż podlegasz pod moją odpowiedzialnością. - warknął menażer.
- Obiecuję, że to się już nie powtórzy. - odparł chłopak zakrywając dłońmi głowę, tak jakby myślał, że to uśmierzy ból.
- Oczywiście, że się nie powtórzy, bo nie pójdziesz już na żadną imprezę. - odparł rozbawionym tonem, po czym trzasnął drzwiami, na co Justin aż podskoczył.
Ponownie położył się na łóżku i zdał sobie sprawę, że cały dzisiejszy dzień będzie musiał się leczyć z potężnego kaca.
- Jak tam? - do pokoju wpadła Carly.
- Nie za dobrze. - wybełkotał chłopak spod poduszki, która spoczywała na jego twarzy.
- Nieźle się wczoraj bawiłeś. - zachichotała dziewczyna.
- Serio? To dobrze, bo ja nic nie pamiętam. - odrzekł.
- Janet chyba też się dobrze bawiła. - powiedziała jakby zamyślonym głosem i w tej chwili Justin przypomniał sobie, że miał do niej zadzwonić. Bez namysłu złapał za komórkę i szybko wybrał numer dziewczyny. Jeden sygnał, dwa, trzy... nie odbiera. ' Pewnie śpi ' - pomyślał i odłożył telefon na komodę.
- Czemu myślisz, że się dobrze bawiła? - zapytał Justin.
- Bawiła w trochę innym znaczeniu tego słowa. - roześmiała się dziewczyna i na kolanach położyła mu laptopa, po czym wyszła.
Chłopak wziął komputer do ręki po czym zaczął czytać.
Conner Telarico to ambitny biznesmen, który jest również asystentem menażera znanej modelki - Sindy Croufor. Ostatnio widziano go z młodą modelką - Janet Smart, która spotkała się z nim tuż po wyjeździe jej chłopaka i sławnego wokalisty pop - Justina Biebera. Gosposia domu Smart wyznała, że kiedy sprzątała łazienkę Panny Janet znalazła tam ten ciążowy, który wskazywał wynik pozytywny. Czy to zbieg okoliczności, że kilka dni po spotkaniu okazało się, że ta osiemnastoletnia dziewczyna jest w ciąży?
Po przeczytaniu powyższego tekstu i obejrzeniu zdjęć kiedy to Janet wymienia się z Connerem zalotnymi spojrzeniami, Justina opętała nieograniczona złość. Nie myślał już o bólu głowy, który tak bardzo mu dokuczał, lecz o tym, że dziecko które dziewczyna nosi w sobie, może być nie jego.
Nie mógł dużej siedzieć bezczynnie. Wziął bluzę i przerzucił ją przez ramię, po czym trzasną drzwiami i zakładając swoje przeciwsłoneczne okulary, wybiegł z hotelu i zarzucił na siebie kaptur. Szedł szybkim krokiem wzdłuż plaży i patrząc w dół, zastanawiał się dlaczego. Dręczyło go pytanie, czy zrobił coś źle, czy nie dawał jej wystarczająco dużo, czy zbyt mało się starał? Przecież był pewien, że robi dla niej wszystko, daje całego siebie, jest jej, w całości. Jedynym ratunkiem dla jego zabójczych myśli, było to, że nie warto zawsze wierzyć plotką. Sam dobrze wie, jak nie raz zniszczyły jego życie, sprawiały ból. Chciała do niej zadzwonić, ale nie miał odwagi i jego honor i zadarty nos były zbyt duże. Nie chciał pozwolić sobie na to, że będzie zawsze dzwonił jako pierwszy.
Janet siedziała nad swoim domowym basenem i wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca, zastanawiając się nad wszystkim. Dołowała ją wiadomość, że poprzedniej nocy chłopak się opił, a potem miał robione odważne fotki z Carly. Od paru dni czuła bezradność, nie mogła zrobić nic, a w szczególności prosić Justina o siłę i pomoc.
W końcu oboje w tym samym czasie zdecydowali się na ten jeden telefon. Oboje wybrali numery drugiej osoby i kiedy przyłożyli telefon do ucha, usłyszeli ten mechaniczny głos " Przepraszamy, numer zajęty "
Jedno, wielkie nieporozumienie.
Oboje się o siebie bali, po mimo, że byli na siebie wściekli, to pragnęli aby tak się nie stało.
Justin długo wędrował po plaży, kiedy jego telefon zadzwonił, a jego serce na chwilę stanęło. Był pewien, że to Janet. Niestety, na wyświetlaczu widniał napis, którego nie chciał ujrzeć.
- Gdzie ty jesteś do cholery?! - wrzasnął Scooter.
- Na plaży. - odparł spokojnie, zawracając.
- Wracaj tu, w tej chwili! - warknął ciszej, nie mogąc powstrzymać złości.
Justin włożył z powrotem telefon do spodni, po czym szybkim marszem ruszył w stronę hotelu.
Janet wróciła do domu, po całodniowym opalaniu się przy basenie. Weszła do swojego pokoju i wzięła telefon do ręki, aby sprawdzić, czy Justin się odezwał, lecz ujrzała dwie nowe wiadomości od Carly.
" Dziękuję za kolację Justin. <3 "
Serce jej stanęło.
" Ups! Przepraszam, to nie do Ciebie. "
Przeczytała kolejną wiadomość i znów poczuła nieopanowane zgrzytanie zębami ze złości.
Rzuciła telefon na łóżko, po czym sama na nim usiadła i zaczęła się śmiać, po czym kilka kryształowych łez spłynęło po jej policzku. Schowała twarz w dłoniach, lecz jej szloch zagłuszył dźwięk ' Boyfriend ' , który był jej dzwonkiem. Nie patrząc kto, odebrała.
- Janet, jak się czujesz? - spytał czule Justin, w którym rosły wyrzuty sumienia.
- Ja? Świetnie. - roześmiała się. - A ty jak się czujesz? Fajnie się spędza noce w klubach? Na randkach z Carly? Pośród pięknych kobiet w bikini? Mam nadzieję, że dobrze się dam bawisz, kochanie. - odparła zaciskając mokre powieki, po czym nacisnęła czerwoną słuchawkę i rzuciła się z płaczem na łóżko.
Chłopak zaczął bronić się przed oskarżeniami, kiedy w końcu zauważył, że Janet się rozłączyła. Dopiero teraz zdał sobie sprawę co zrobił. Zawiódł ją. Po raz kolejny. W jego oczach zebrały się łzy, a serce ściskało jego klatkę. Nie mógł uwierzyć, że znów jej to zrobił...
Zacisnął oczy z całej siły, a kiedy je otworzył po jego policzkach spływało mnóstwo małych, słonych kropel. Stanął przed lustrem i wtedy coś w środku tak go zabolało, że dwa razy mono przywalił sobie w policzki.
______________________________
Widzicie co zemną robicie? :D Tak mnie motywujecie, że z dnia na dzień dodałam nowy rozdział! Normalnie nie wiem co się zemną dzieje, haha.
Mam nadzieję, że się Wam podoba, bo moim zdaniem jest troszkę denny..
Rozdział dedykuję absolutnie wszystkim kto go przeczytał, ale szczególnie tym osobą, które dały mi tak dużo siły swoimi długimi i na prawdę pięknymi komentarzami, dziękuję Wam z całego serca:
mylovebieber , believeinlovejb , Smiiiley , NowAndTomorrow , thatbeeasy
♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Kocham Was wszystkich, dziękuję ! ♥
Tagi:
37
W słuchawce zapadła cisza, co gwałtownie przyspieszyło bicie serca Janet.
- Powiedz coś do cholery! - krzyknęła płacząc.
- Co mam powiedzieć? - chłopak w końcu się odezwał.
- No nie wiem.. Jesteś na mnie zły? - wyszeptała chowając twarz w skulonych kolanach.
Chłopak wziął głęboki oddech i usiadł na hotelowym łóżku.
- Jestem szczęśliwy. - odrzekł cichutko.
Przez ciało dziewczyny przeleciała fala gorąca, a jej emocje szalały.
- Jak to jesteś szczęśliwy? - spięła brwi szlochając.
- Janet, uspokój się. - powiedział stanowczo Justin.
Czuł bezradność. Wiedział, że nie może teraz rzucić wszystkiego i przylecieć do Nowego Jorku, nie mógł powiedzieć nic Scooterowi, a pomimo tak wielu przeszkód chciał być z nią w tej chwili.
- Nie wiem co mam zrobić. - powiedziała trochę bardziej opanowana Janet.
- Wszystko będzie dobrze. - Justin uśmiechnął się do słuchawki tak jakby chciał jej pokazać, że na prawdę tak będzie.
- Dobrze? Justin, ja mam osiemnaście lat, jestem modelką. Nie mogę być teraz w ciąży, dziecko w tej chwili jest mi zbędne. - oznajmiła tak cicho, bojąc się aby nikt jej nie usłyszał.
- Na początku weź głęboki oddech i odpocznij. Postaram się wyrwać na parę dni i oboje pójdziemy do lekarza. - odrzekł chłopak nerwowo chodząc po pokoju.
Dziewczyna spełniła jego prośbę i wzięła dwa głębokie oddechy, które na chwile dały jej czas do przemyślenia tego, co będzie dalej.
- Justin, tak bardzo się boję. - przyznała Janet po czasie milczenia.
- Kochanie, nic nie jest pewne. Nawet jeśli będziesz w ciąży to obiecuję, że się Wami zajmę. Porzucę karierę i zamieszkamy w pięknym domu nad morzem, gdzie będziemy wychowywać naszego zarzyganego i przesłodkiego szkraba.
Po tych słowach obojgu rozpromieniły się twarze. Z jednej strony czuli szczęście, a z drugiej strach przed tym, że nie dadzą sobie rady. Byli świadomi tego, że są za młodzi na tak odpowiedzialne stanowisko, którym jest rodzic.
- Kocham Cię. - wyszeptała dziewczyna wpatrując się w ponury widok za oknem, który przedstawiał deszczowy Nowy Jork. Płakał razem z nią...
- A ja kocham Was. - odparł.
- Zadzwonisz jeszcze dzisiaj? - spytała blondynka.
- Po koncercie, obiecuję.
- Dobrze. - wypuściła głośno powietrze i rozłączyła się.
Janet dopadło zmęczenie po kilkunastu minutach stresu, napięcia i płaczu. Postanowiła, że się położy i pomimo tego, że chciała to nie mogła zasnąć...
Justin wciąż siedział na hotelowym łóżku i z uśmiechem na twarzy patrzył na piękny zachód słońca w Meksyku. Był szczęśliwy i dumny z tego, że będzie ojcem. Był pewien, że dzięki temu Janet ( choć nie miała do tego powodów ) nie zostawi go, bo dziecko wciąż będzie ich do siebie zbliżać. Nie mógł pozwolić na to, aby cokolwiek się między nimi popsuło.
Po paru chwilach usłyszałem pukanie i gwałtownie spojrzałem na drzwi, które w tym samym momencie się uchylały.
- Można? - spytała czarnowłosa Carly.
- Jasne, wchodź. - zaprosiłem ją uśmiechem i zastukałem miejsce koło siebie.
- Widzę, że masz dobry humor. - zauważyła dziewczyna opierając się łokciami o łóżko.
- Mam powody. - chłopak jeszcze bardziej się rozpromienił i upił łyk wody z butelki.
- Słuchaj... - zaczęła Carly podnosząc się z miejsca. - Tak pomyślałam, że może poszlibyśmy po koncercie na kolacje? Oczywiście jako przyjaciele. - odrzekła z przyjaznym uśmiechem.
- Jasne, nie ma sprawy. - odrzekł.
Dwie godziny później Justin stał za kulisami i nasłuchiwał jak fani wiwatują jego imię. Kochał to co robił, kochał swoich fanów i wszystko co dla niego robili, ale nic nie mogło równać się z tym co dała mu Janet. Prawdziwej miłości nie znajduje się od tak. Na to potrzeba czasu.
W końcu usłyszał pierwsze dźwięki 'Live my life' i wtedy wybiegł na scenę. Fani zaczęli jeszcze głośniej krzyczeć, a wtedy on jeszcze bardziej się uradował.
Janet w tym czasie leżała na łóżku i znudzona patrzyła w sufit. Rozmyślała nad tym co robi teraz Justin, ale najbardziej dręczyło ją pytanie kiedy to całe show się zakończy. W tej chwili chciała, aby on był przy niej, aby mogła się do niego przytulić i poczuć jego zapach perfum, jego ciepło i jego dłonie, które mocno ją obejmowały dając poczucie bezpieczeństwa. Przytłaczała ją myśl, że jej kariera to jedno, wielkie koniec. Nie mogła pogodzić się z myślą, że to dobrze się nie zaczęło, a już się kończy. Bała stracić się wolności, ale najbardziej bała się tego, że straci Justina. Że nie podoła odpowiedzialności, wysiłku, a będzie wolał imprezować i patrzyć na piękniejsze kobiety, które nie będą miały rozstępów na brzuchu przez ciąże. Bała się, że straci wszystko.
Dwie godziny później Justin pojechał do swojego pokoju w Meksyku i wziął gorący prysznic, który dał mu ukojenie dla jego zmęczonego ciała. Szybko nałożył na siebie czarne spodnie z opuszczonym stanem, biały t-shirt w serek i czarne supry z fioletowymi rzepami, na koniec założył tego samego koloru luźny sweter. Na włosy nałożył trochę żelu, a na szyję popsikał się swoimi ulubionymi perfumami od Diora. Spojrzał w lustro i szybko wyszedł z pokoju. Przed wejściem czekała na niego wystrojona w krótką sukienkę Carly. Justin z uśmiechem do niej pomachał i oboje wyszli z ekskluzywnego hotelu. Po wyjściu od razu ogarnęło ich masę paparazzi, co trochę zasmuciło chłopaka i gdzieś w głębi serca zabolało. Czuł jakby to nie był dobry pomysł aby wychodzić z przyjaciółką na kolacje, bo tak na prawdę chodził na nie tylko z Janet, lecz po chwili wyrzuty jego sumienia odpłynęły w niepamięć, bo przecież ona ma chłopaka, a Janet na pewno zrozumie, że to był wypad czystko przyjacielski. Wraz z dziewczyną weszli do auta i szybko odjechali.
- Twój chłopak nie będzie zły? - spytał trochę zakłopotany. Dziewczyna roześmiała się, co go trochę zdziwiło.
- Ja nie mam chłopaka. - odrzekła z ciągłym uśmiechem.
- A ten facet koło... - nie dokończył Justin.
- To mój brat. - odparła kładąc dłoń na jego kolanie z uwodzicielskim spojrzeniem.
Justin spojrzał za okno i trochę zawstydzony odchrząknął, na znak, że to nie dobry pomysł.
W końcu samochód się zatrzymał, a kiedy Justin wyszedł jako pierwszy, Carly od razu się do niego przykleiła i złapała pod rękę, podczas gdy chłopak zasłaniał oczy przed błyskami fleszy.
Była godzina w pół do drugiej w nocy, a Janet ze zmęczonymi oczami wciąż czekała na telefon od Justina. Nie przyjmowała do siebie wiadomości, że zapomniał, lub, że był zbyt zmęczony po koncercie, bo przecież obiecał.
Wciąż miała nadzieję, że zadzwoni, ale jej komórka wciąż milczała. W pewnym momencie wzięła ją do ręki, aby sprawdzić czy aby na pewno dobrze działa. Z telefonem było wszystko w porządku, lecz na wyświetlaczu brak sygnału, jakiejkolwiek wiadomości od jej chłopaka.
Dziewczynie zaszkliły się oczy. Była niemal pewna, że Justin nie chce z nią rozmawiać bo zwyczajnie boi się obowiązków, że boi się opieki nad własnym dzieckiem. Nie mogła znieść myśli, że może zostać z tym wszystkim sama, pomimo tylu obietnic ze strony chłopaka.
A Justin? W tej chwili dobrze się bawił. Chciał opić to, że w końcu nadejdzie owoc jego miłości, że nadejdzie dziecko, którego tak bardzo pragnie. W pewnym momencie przekroczył granice, które sobie wyznaczył.
Po kolacji z Carly, wraz z nią pojechali na jedną ze światowych imprez do klubu, gdzie tańczył ze wszystkimi kobietami, które przylegały do jego ciała.
Janet odchodziła od zmysłów i z minuty na minutę co raz bardziej traciła zaufanie i wszelkie oznaki miłości do Justina. Teraz czuła złość, ból i wielką bezradność.
________________________
Siemson! <3
Chciałam Was bardzo, baardzo, baaardzo mocno podziękować za tyle komentarzy. Na prawdę jestem Wam ogromnie wdzięczna i mam nadzieję, że Was tym rozdziałem nie zawiodłam. Nawet jeśli, to napiszcie mi to, postaram się coś z tym zrobić, bo porządny kop w dupę daje dużo do myślenia. :)
Do tego na so-strong jest trzeci rozdział. :D
Specjalne podziękowania dla :
Loveme1614 , MistletoeJB , Sarna , ważne? , Malinka , maggie15 , szkolnelovestory2 , justa ;d , Julia , thatbeeasy , Sickofyou , Biberova . , EternalHope , lifeisbrutal , hold-me-now , Shhh.. , justloveme , Smiiiley , Janet !!!! , BIEBERFEVER , priceoflove , proudofmyself , JustiniNadiaLove , Klaudia , mylovebieber , kisstherain
BWT. Chciałam Was prosić, abyście od razu mnie nie skreślali, bo piszecie mi ( na priv ) przykre wiadomości, dlatego, że Janet zaszła w ciąże. Dajcie mi to dokończyć, bo nie wiecie jak to się skończy.
Tagi:
36
W narracji 3-osobowej
Justin długo patrzył na zasypiającą Janet i zastanawiał się nad tym jakby mógł ją uszczęśliwić jeszcze bardziej, lecz dziewczyna czuła, że jest najważniejszą osobą w jego życiu i jedyne co było jej potrzebne do szczęścia, to tylko Justin, którego miała tylko dla siebie, który był dla niej, a ona dla niego - całym światem. Lecz pomimo tego, oboje nie zdawali sobie sprawy jak druga osoba może kochać. Kochać tak głęboko i mocno. Z całych sił.
W końcu chłopaka zmorzył sen podczas gdy nastał świt. Pierwsze promienie słońca ogrzewały rumiane policzki blondynki, na co ona z uśmiechem rozciągnęła się na dużym łóżku i zachwycając się cudowną pogodą, jak i słodkim widokiem śpiącego Justina, wstała i zaparzyła sobie kawę. Zapach wypełnił całe pomieszczenie, podczas gdy Janet przyglądała się niesamowitemu Las Vegas, który od trzech dni zadziwiał ją co raz bardziej ' nową twarzą ' . Uchyliła ostrożnie ogromne okno, które imitowało ścianę i wyszła na taras. Poczuła świeże powietrze, ciepły wietrzyk który subtelnie muskał jej nagie ramiona, ciepłe promienie słońca na twarzy, szum aut, klaksonów, bulgoczącej wody w jacuzzi i ciepło pod gołymi stopami, spowodowane podgrzewaną podłogą. Oparła dłonie na metalowej poręczy i z nie wiadomo czemu, przypomniał się jej Nowy Jork i te beztroskie dni nastolatki, którą wiedziała, że pomimo młodego wieku, nie jest. Zdała sobie sprawę, że czas się nie zatrzyma, nie wróci, że popełniła masę błędów, których teraz mogłaby uniknąć, lecz pomimo wszystko - nie żałuje. Bo gdyby nie problemy, to czy życie było by takie ciekawe jakie jest w tej chwili?
Wtedy za sobą usłyszała słodki, lekko zachrypnięty i jeszcze trochę zaspany głos Justina. Powoli się odwróciła i opierając się plecami o barierkę patrzyła na swojego chłopaka z dumą.
I always knew you were the best
The coolest girl I know
So prettier than all the rest
The star of my show
So many times I wished
You'd be the one for me
But never knew it'd get like this
Girl, what you do to me
Nie pragnęła niczego więcej.
My favorite, my favorite
My favorite, my favorite girl
My favorite girl
Chciała tylko, aby chwila trwała wiecznie, chciała unieść się do góry, oddychać całą sobą i słyszeć tylko jego słodki głos, który był ukojeniem dla jej uszu. Uroczo uśmiechała się do Justina, podczas gdy on podchodził do niej wciąż śpiewając. Objął ją w pasie podczas refrenu i jednocześnie patrząc w jej hipnotyzujące oczy, które sprawiały, że chciało się żyć, tęsknić, wracać... KOCHAĆ. Być blisko osoby posiadające tak cudowne tęczówki, które w tej chwili świeciły jaśniej niż księżyc w pełni. Po zakończonej piosence, Janet zaczęła bić brawo z radosnym śmiechem, po czym zawiesiła się chłopakowi na szyi, który delikatnie całował jej dłonie, wciąż wpatrując się w jej oczy.
- Mówił Ci ktoś, że jesteś bardzo piękna? - szepnął do jej ucha, mocno przytulając ją do siebie.
- Parę osób. - odparła dziewczyna wtulając się w ramiona Justina.
Po chwili oboje wyszli z tarasu i udali się do kuchni. Chłopak usiadł na wysokim krześle koło barku i opierając łokciami się o blat, mierzwił swoje włosy i obserwował Janet, która zapełniała kubek wrzątkiem, stającym się napojem bogów.
- No więc co będziemy dzisiaj robić? - Justin podążał za dziewczyną, która z kubkiem w dłoniach, ostrożnie usiadła na białej, wygodnej sofie.
- Jakiś obiad, spacer, a potem mogę się do Ciebie przytulić i nigdy nie puścić. - upiła łyk kawy, jednocześnie uśmiechając się zza kubka.
- Poco obiad i spacer? - zaśmiał się unosząc barki, po czym wtulił się w ramiona Janet. Oparł głowę o piersi dziewczyny i bawił się jej długimi, falowanymi i jak to on zawsze mówił " słonecznymi " włosami. Ona natomiast oparła głowę o jego czuprynę i raz co raz odchylała głowę, aby upić łyk napoju. Oboje mieli zaplecione ręce i oglądając " A Little Bit of Heaven " śmieli się do łez.
Można by rzec " para idealna " i z ręką na sercu właśnie tak było. Patrząc na nich, od razu byłoby widać, że nikt, ani nic, nie będzie w stanie tego popsuć. Ich miłość była dla nich najważniejsza, a szczęście drugiej osoby, ważniejsze od swojego. Czas bez siebie był czasem straconym...
* * *
Stali na przeciwko siebie i oboje mieli łzy w oczach.
- Będę tęsknić. - chłopak jako pierwszy ją objął i łapczywie napawał się jej zapachem, bo doskonale wiedział, że przez długi czas go nie poczuje.
- Ja też. - odparła cichutko.
Po chwili oboje usłyszeli śmiechy Carly, która wraz z jakimś chłopakiem pakowała swoje duże walizki do dolnego bagażnika autobusu.
- A ty się martwiłaś, że mogę Cię z nią zdradzić. - roześmiał się Justin wciąż tuląc Janet do siebie.
- To długie, wiem. - uśmiechnęła się do niego. - Będę spokojna wiedząc, że Carli też ma kogoś. - dodała.
- Jedziemy! - wrzasnął radośnie Scooter stojąc przed autobusem.
- Kocham Cię najmocniej na świecie, pamiętaj. - szepnął Jus i delikatnie ucałował je wargi, niechętnie się odrywając.
- Justin, czekaj! - zatrzymała go Janet, kiedy Bieber stał już na schodkach autobusu.
- Co się stało? - zapytał czule.
Niebieskooka podeszła do przejętego chłopaka i łapiąc krańce jego koszuli, przyciągnęła do siebie i dziko pocałowała jego malinowe usta.
- Bo wiesz... Możemy znaleźć jeszcze jakieś pół godzinki. - Justin poruszał zabawnie brwiami, na co blondynka tylko uśmiechnęła się rozbawienie i wepchnęła do autokaru.
- To na razie. - Carly uśmiechnęła się z wyższością i podążyła za Justinem, lecz Janet nieświadoma tego co ukrywa, rzuciła przyjazne:
- Cześć!
- Bądźcie grzeczne. - Scoot wesoło się uśmiechnął i przytulił do siebie Janet i Kate.
Wkrótce ekipa odjechała, a obje kobiety weszły do pustego domu Bieberów.
- Janet, jutro wracamy do Nowego Jorku. - oznajmiła Kata, zakładając swoje odbijające okulary.
- Jasne. - odparła i zamknęła drzwi za swoją menadżerką.
Dziewczyna rozejrzała się po pustym domu w Beverly Hills i siadając na kanapie, zaczęła się zastanawiać co będzie robić ostatni dzień w LA. Po chwili poczuła wibracje w swojej kieszeni i szybko wyjęła telefon na którym widniał napis " David LaChapelle "
- Cześć David! - uśmiechnęłam się do słuchawki.
- Witaj moja piękności! - roześmiał się gej. (lol)
- Co u Ciebie?
- Nie dzwonię po to, aby rozmawiać z Tobą o tym co u mnie słychać, tylko po to, żeby zapytać się czy dzwoniłaś na numer który Ci dałem. - zapytał, na co dziewczyna trochę osłupiała i nie bardzo wiedziała co powiedzieć.
- Wiesz... Ostatnio byłam w Vegas i... - nie dokończyła.
- Spędzałaś upojne noce z Justinem Bieberm, wiem. - rzekł szybko. - Jestem niemal pewien, że zgubiłaś ten numer, więc podam Ci go jeszcze raz.
- Ale David, na prawdę nie jest potrzebny mi nowy menago. - odparłam pewna siebie, jednocześnie unosząc oczy do nieba.
- Zaufaj mi. - odrzekł. - Wystarczy tylko, że zadzwonisz. Tylko o to proszę. Jeśli to wypali, to wiedz, że on odmieni całe twoje życie. - przyznał i kiedy brała oddech, aby coś powiedzieć... - chciałem powiedzieć karierę. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i nie mając siły na dalszą gadaninę, po prostu się zgodziła.
- Dobrze.
- Ymm, Dzień dobry. - przywitała się wciąż patrząc na numer podany przez Davida.
- Conner Telarico, w czym mogę pomóc? - spytał mężczyzna o wysokim, pociągającym tonie głosu.
- Nazywam się Janet Smart. David LaChapelle poprosił mnie, abym do Pana zadzwoniła. - odparła wciąż speszona.
- Janet?! - wydawał się zdziwiony. - Witaj, miło mi, że dzwonisz. - przybrał ciepłą barwę głosu. - Myślałem już, że nie zadzwonisz.
- Ostatnio jakoś nie miałam czasu.. - przyznała, bawiąc się kolorową serwetką, leżącą na stole w jadalni.
- Może się jutro spotkamy i wszystko Ci wyjaśnię, bo zapewne sama nie wiesz, poco do mnie dzwonisz?
- Ach, jutro to raczej nie możliwe.
Usłyszała zawiedziony oddech.
- Dzisiaj jestem ostatni dzień w Los Angeles, więc jeśli ma pan czas, to możemy spotkać się teraz. - zaproponowała.
- Teraz? - powtórzył przeglądając swój notatnik, po czym zacisą delikatnie długopis w ustach. - Za pół godziny w ' PLACE ' ?
- Świetnie, do zobaczenia. - rozłączyła się i pobiegła na górę, zmieniając swoją odzież.
Oczami Janet
Szłam przez długi korytarz kawiarni PLACE, gdzie w rogu, tuż obok okna ujrzałam mężczyznę posiadającego blond włosy i niedokładnie wygoloną brodę, tego samego koloru. Jego oczy spoczywały na widoku za oknem i można było dostrzec, że myślami jest zupełnie gdzieś indziej. Niepewna tego, czy owy mężczyzna, jest Connerem podeszłam bliżej i cichutko zapytałam:
- Pan Conner?
Mężczyzna gwałtownie na mnie spojrzał, dokładnie mi się przyglądając, po czym szybko się przywitał.
- Witaj Janet. Siadaj proszę. - wskazał miejsce na przeciwko siebie.
- Muszę przyznać, że nasze spotkanie nie może trwać zbyt długo, bo muszę się jeszcze spakować. - wymusiłam uśmiech i spojrzałam w jego zielone oczy.
- Ależ oczywiście. - pokiwał głową z uznaniem, po czym trochę się zakłopotał. - Słuchaj Janet, nie bardzo wiem co powiedzieć.. Chodzi o to, że Twoja kariera nie jest na wysokim poziomie. Nie chcę nikogo osądzać, ani krytykować, ale uważam, że tak piękną damę stać na więcej. Pani Kate jest osobą... - przewrócił oczami w poszukiwaniu odpowiedniego słowa. - dość nerwową. Być może nie zdajesz sobie sprawy, ale jest z nią zawsze dużo problemów.
- Skąd Pan wie? - zatrzepotałam rzęsami w nieśmiałym uśmiechu i lekkim zażenowaniu.
- Ponieważ jestem asystentem menażera Cindy Crawford. - odrzekł z uroczym uśmiechem i spojrzał na mnie z kpiącym wyrazem twarzy.
Miał do tego pełne prawo, gdyż pojechał mnie po całej linii.
- Tej Cindy? - otworzyłam usta ze zdumienia, na co on z triumfującym uśmiechem pokiwał twierdząco głową.
- Więc jak? - zerknął na mnie zza kubka z kawą.
- Ale czego Pan ode mnie oczekuje? Myśli Pan, że porzucę Kate, dlatego aby być wyżej niż jestem?
Zaczęłam sama zastanawiać się nad tym co powiedziałam i pokrótce zdałam sobie sprawy, to to było totalnie bez sensu.
- Mogę się nad tym zastanowić? - spytałam.
- Oczywiście. - roześmiał się radośnie, tak jakbym powiedziała, że się zgadzam.
- Ale od razu mówię, że to nic pewnego! - ostrzegłam jednocześnie dając mu do zrozumienia, że to nie jest potwierdzeniem.
- Oczywiście. Mój numer masz, więc jeśli się zdecydujesz, to zadzwoń. - uśmiechną się odprowadzając mnie do samochodu.
- To... Do widzenia. - podałam mu rękę.
- Nie pożegnam się dopóki nie powiesz ' nie ' . - odparł z uśmiechem, po czym zarzucając marynarkę za ramie - odszedł.
Pokiwałam rozbawiona głową i wsiadłam do jednego z samochodów Justina, który zostawił go dla mnie w LA.
* * *
1. Jechałam pośród ogromnych wieżowców, sięgających chmur i rozglądałam się do Manhattanie, szukając wzrokiem swojej willi. W końcu żółta taxówka zatrzymała się pod wysokim domem białego koloru, który otaczał zadbany w każdym stopniu ogór, basen i srebrne poręcze. Podałam kierowcy pieniądze i wraz z mają walizką podeszłam do domofonu widząc, że paparazzi czają się w każdym zakątku ulicy. Lekko przycisnęłam niebieski guziczek, a już po chwili czułam wibracje drzwi, co oznaczył przepustkę.
- Janet! - krzyknęła radośnie Sally rzucają mi się na szyję.
- Stęskniłam się za Tobą! - pisnęłam mocno tuląc ją do siebie.
Wkrótce dotarłyśmy do domu, gdzie przywitałam się z rodzicami i opowiedziałam im wszystko co wydarzyło się podczas mojej nieobecności w domu ( jestem niemal pewna, że rodzice nie chcieli słyszeć nic upojnej nocy w Vegas, więc im to darowałam).
Około godziny dziesiątej dopadło mnie zmęczenie, tak więc wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w piżamę. Położyłam się na moim dużym, wygodnym, dawno nie tkniętym łóżku i znużył mnie głęboki sen...
Obudziły mnie klaksony samochodów i głośny powiew wiatru i od razu skarciłam się w myślach, iż nie zamknęłam wczoraj okna. Szybko to uczyniłam i przeleciałam wzrokiem mój kalendarz, który wskazywał pierwszy lipca. Wzięłam głęboki oddech i przecierając zmęczoną twarz udałam się do osobistej łazienki. Wyjęłam z kremowej komody opakowanie tamponów i usiadłam na sedesie. Szybko zdjęłam krótkie spodenki i zdziwił mnie fakt iż nie ma miesiączki. Nie przejęłam się tym widząc, że lada chwila na pewno to nastąpi. W zamian na bieliznę założyłam białą podpaskę.
Wieczorem ponownie spostrzegłam, że podpaska wciąż jest biała jak rano.
Kolejnego dnia to samo.
Minęły trzy dni, a ja wciąż nie dostałam miesiączki. Blado patrzyłam w lustro zastanawiając się czy wyciągnąć test ciążowy.
Przestraszona zagryzłam wargę i szybkim ruchem wzięłam do ręki białe opakowanie.
Po chwili wykonałam wszystkie czynności zamieszczone w instrukcji i jedyne co mi pozostało to czekać.
Pięć minut trwało wieki. Myślałam, że zaraz zwariuję, serce waliło mi tak głośno, że sama je słyszałam. Po chwili zegarek zaczął drgać, a ja bez wahania złapałam za białe narzędzie, które wskazywało dwie kreski.
Po raz setny czytałam instrukcję, nie mogąc zrozumieć żadnego słowa. W tej chwili zapomniałam wszystkie litery, a mój oddech gwałtownie przyspieszył.
' To koniec ' - pomyślałam zjeżdżając po białych drzwiach w dół.
Patrząc wciąż w jeden punkt wybrałam numer Justina, który odebrał za trzecim sygnałem.
- Co tam kochanie? - spytał czułym tonem.
- Justin.. - zaczęłam niepewnie. - Ja jestem w ciąży. - stwierdziłam wciąż nie zdając sobie sprawy co się stało.
__________________________
Cześć kochani! <3
Dziękuję Wam za te cudowne komentarze pod ostatnim rozdziałem! <3
Specjalne podziękowania dla:
MistletoeJB♥
DreamLike♥
justloveme♥
priceoflove♥
Biberova .♥
mylovebieber ♥
SourCandy♥
LastSong♥
justa ;d♥
NowAndTomorrow♥
hold-me-now♥
proudofmyself♥
Magda ; )♥
stealmyheart♥♥
thatbeeasy♥♥
ważne?♥♥
pricetag ♥
20=nn
Tagi:
35
Policjanci bez zastanowienia zawieźli nas na komendę. Teraz nie było mi już tak do śmiechu, a nawet czułam strach.
- Boję się. - szepnęłam do Justina siedząc na tyłach auta radiowozu. Chłopak objął mnie ramieniem i wciąż powtarzał, że wszystko będzie dobrze, lecz ja nie wierzyłam w to. Dobrze wiedziałam jak będzie.
Po dwudziestominutowej jeździe w końcu dojechaliśmy na parking przed policją. Kiedy wyszliśmy z samochodu, wokół kręciło się wielu podejrzanych typów, grała głośna muzyka dochodząca z wnętrza kasyn, a my niczym skazańcy, kroczyliśmy prosto do budynku zwanego komisariatem.
Szliśmy przez długi korytarz, kiedy policjanci poprosili, abyśmy poczekali przed drzwiami. Mocno trzymałam chłopaka za rękę, a on udając pewnego siebie patrzył twardo w drewniane drzwi przed sobą.
- Co teraz? - szepnęłam.
- Zadzwonię po Scootera i wszystko będzie dobrze. - odparł głaszcząc mój policzek.
Po chwili przyszedł umięśniony policjant i nie zważając na nas uwagi kazał wejść jednemu z nas do pokoju.
- Ja pójdę pierwszy. - rzekł pewnie Justin wstając z plastikowego krzesełka.
Oczami Justina
Kroczyłem tuż za czarnym policjantem i kiedy zająłem miejsce na przeciwko niego, on właśnie oblizywał palce po tłustym pączku. Spojrzałem na niego z obrzydzeniem i czekałem na jego pierwsze zarzuty. Po chwili wziął w swoje brudne ręce moje akta i rzucając je przed sobą, założył okulary i wyostrzając wzrok zaczął czytać.
- A więc... - spojrzał na mnie, potem w akta i ponownie nasze spojrzenia się spotkały.
- Więc? - zapytałem zniecierpliwiony.
- Ty jesteś Justin Bieber? - jego zarośnięte brwi gwałtownie podniosły się do góry.
- Tak. - odparłem krótko.
- A tamta dziewczyna, to... - zaczął krztusić się pączkiem. Szybko wstałem i mocno ścisnąłem go w pasie, na co on głośno beknął. Otworzyłem usta ze zdziwienia i powoli wracając na swoje miejsce biłem się z myślami, zastanawiając się, czy mężczyzna przede mną na pewno jest policjantem, który ma bronić ludzi, czy może zabijać ich swoją debilnością i odrażającym oddechem.
- Przepraszam. - rzekł myśląc, że nic się nie stało.
- Spoko. - odparłem zażenowany.
Oczami Janet
- Scooter będzie dopiero jutro, bo najwcześniejszy samolot jest o 4:00. - poinformował mnie Justin po kontrolowanej rozmowie ze swoim menadżerem, siadając tuż obok mnie w zakratkowanej celi.
- Mamy przekichane. - wzięłam głęboki oddech, blado patrząc w brudną ścianę.
- Choćby nie wiem jak źle było, moje wspomnienia z Las Vegas będą niezapomniane. - odparł Justin.
Długo milczeliśmy, na zmianę chodząc w tą i z powrotem.
- Nie wytrzymam tu dłużej! - krzyknęłam z grymasem na twarzy.
- Może się zabawimy? - zapytał ożywiony Justin unosząc brwi.
- Przestań. - roześmiałam się, po czym oparłam plecy o ścianę. Justin uniósł się z wąskiej ławki i podszedł do mnie, tarasując rękami drogę.
- Szkoda, że nie mamy kajdanków. - mruknął szczerząc zęby, na co ja jeszcze głośniej zaczęłam się śmiać. Chłopa zaczął przybliżać usta do moich i kiedy dzieliły nas już milimetry usłyszeliśmy donośny głos zza drzwi:
- Tylko bez takich! - krzyknął znudzony policjant.
Justin wziął głęboki oddech i kiedy powoli się odsuwał, ja ścisnęłam krańce jego koszuli i przyciągając do siebie, krótko pocałowałam jego mięciutkie wargi.
- Widziałem to! - rzekł mężczyzna, po czym mocno walną w drzwi, na co zadrżałam i złapałam się za głowę, tracąc ochotę na jakiekolwiek wybryki.
Położyłam głowę na kolanach Justina i zastanawiając się jak sroga kara nas czeka, nie wiadomo kiedy zasnęłam.
Obudziło mnie głośne stukanie kluczami o cele.
Mrużąc oczy ujrzałam przed sobą Scootera wraz z Kate.
- Dobrze się spało? - zaczęła kobieta uśmiechając się z kpiną. Obudziłam Justina, który spał na siedząco i cicho pochrapując mówił coś przez sen.
- Biebs, wstawaj. - lekko go szturchnęłam, na co on niechętnie otworzył oczy i mrużąc powieki wyklekotał ' dzień dobry '
- Na pewno nie dla was dobry. - Scooter zmierzył nas wzrokiem i gestem ręki kazał wyjść z celi.
- I co? Po prostu tak se wychodzimy? - zapytał Justin jednocześnie ziewając i przeciągając się na prawo i lewo.
- Nie, za jakieś 1000$ - odparł wyciągając kluczyki od samochodu z prawej kieszeni.
- Kaucja. - stwierdził Justin z mądrym wyrazem twarzy.
- Jesteś taki inteligentny. - mężczyzna poklepał go po policzku z wesołym uśmiechem ironii i wsiadł na miejsce kierowcy. Justin pociągnął mnie za lewą rękę, a po chwili poczułam jak coś ciągnie mnie w prawą stronę.
- Ty idziesz zemną. - wysyczała Kate.
Przesłałam buziaka chłopakowi i ze smutkiem wsiadłam do auta menadżerki.
Całą drogę przejechałyśmy w milczeniu, aż w końcu dojechałyśmy do kawiarni o nazwie 'Pick'. Czułam jak moje oczy zaczynając się kleić i dzielnie czekałam na to, aby w końcu położyć się w miłym, ciepłym z satynową kołdrą, łóżku. Kat podała mi kubek z gorącą kawą przed nosem i siadając na przeciwko mnie zaczęła mówić. Słyszałam pojedyncze słowa i starałam się ją uważnie słuchać, ale czułam jak jednym uchem wpada, a drugim wypada. Nie miałam siły. Całodzienna podróż samochodem do Las Vegas, potem całonocna impreza, areszt i krótka drzemka na kolanach Justina. Oczy same się zamykały pomimo moich starań.
- Rozumiesz? - zapytała z wytrzeszczem oczu, o którym ja mogłam tylko pomarzyć.
- Yhym. - pokiwałam lekko kiwając głową i wstałam dzielnie maszerując do samochodu.
Oczami Justina
Dojechaliśmy do mojego hotelu, gdzie nie było jeszcze Janet i wraz z Scooterem udaliśmy się do mojego pokoju. Znudzony usiadłem na łóżku i czekałem na to, co mnie czekało.
- Nie rozsiadaj się tylko bierz do pakowania ! - warknął Scoot.
- Co? - gwałtownie się podniosłem patrząc na mężczyznę z irytacją.
- Jedziemy do Los Angeles, to wiadome. - przewrócił oczami i wyjął sobie wodę z małej, szklanej lodóweczki wraz z winami.
- Zarezerwowałem hotel na trzy noce, a minęła dopiero jedna. - wytłumaczyłem mając nadzieję, że to coś zmieni.
- Nie obchodzi mnie to, wyjmuj walizki. - odparł stanowczo.
- Nie. - zaprotestowałem mu po raz pierwszy w życiu.
- Słucham? - spytał choć i tak dobrze wiedzieliśmy, że dobrze usłyszał.
- Nie. - powtórzyłem pewny siebie. - Wrócę do Los Angeles 27 czerwca, tak jak się umawialiśmy. - wzruszyłem ramionami ponownie rozkładając się na sofie.
- Lepiej żeby tak było. - zmrużył powieki dokładnie mi się przyglądający po czym wyszedł z pokoju mijając w progu Janet.
Oboje odprowadziliśmy go wzrokiem, po czym rzuciliśmy się na siebie w ciepłym uścisku.
- Jesteś głodna? - zapytałem obejmując ją w pasie.
- Raczej strasznie zmęczona. - odparła wyswobadzając się z mojego uścisku, po czym powędrowała do naszej sypialni, rzucając się na wielkie łóżko. Uśmiechnąłem się w jej stronę i najciszej jak potrafiłem wyjąłem laptopa z pokrowca. Szybko wszedłem na stronę plotkarską, gdzie już roiło się od zdjęć z hotelu, kasyna, policji i dość prawdziwych komentarzach, lecz nie miałem teraz głowy do tego, aby się tym przejmować.
Jestem dorosły, mogę wszystko!
I pomimo tych wszystkich wydarzeń, ja wciąż czekałem na tą nie koniecznie nocną, upojną chwilę z moją cudowną blondynką, o niebieskich oczach. I wcale nie chodziło o to, że od dłuższego czasu nie zaznawałem uczucia podniecenia i przyjemnego mrowienia w klatce piersiowej jak i w trochę niższych częściach mojego ciała, ale najważniejsze było dla mnie to ciepło bijące z jej rozgrzanego ciała, które należało w tym momencie w pełni do mnie, wtedy czułem, że mam wszystko. Bo miałem ją na wyłączność.
Zacząłem oglądać nudne maratony z MTV, kiedy zmorzył mnie płytki sen...
Obudził mnie szum obijającej się wody o podłoże powierzchni, a tuż po chwili usłyszałem jak małe stópki stąpają po zimnej podłodze. Po niecałych dziesięciu minutach drzwi od łazienki się uchyliły a pokój wypełnił się zapachem róż i wanilii. W progu stanęła cudowna dziewczyna, a z jej włosów kapały drobne kropelki cicho uderzające o ciemne panele. Jej ciało było okryte sztywno opasanym ręcznikiem, a jej niebieskie jak ocean oczy, nerwowo szukały odpowiedniego stroju.
- Będziesz się stroić na noc? - zaplotłem dłonie na karku przyglądając się nerwowym ruchom dziewczyny, po czym spojrzałem za okno, co przyprawiło mnie o przyjemny dreszcz doznany za pomocą tego samego, niesamowitego widoku który przedstawiał nocną euforię Vegas.
- Nie wiem co ja będę robić w nocy skoro teraz się wyspałam. - przyznała dziewczyna odwracając się tyłem do mnie podczas gdy zakładała koronkową i mocno prześwitującą, przylegającą do ciała bluzkę koloru pudrowego różu.
Ja od razu znalazłem odpowiedź na jej problem i bez większych namysłów od razu wstałem i szybkim krokiem podszedłem do dziewczyny, która od razu przyległa do ściany za nią.
- Ja wiem. - wymruczałem powoli zbliżając usta ku jej twarzy. Lekko je musnąłem niedokładnie całując, po czym trochę odchyliłem swoją głowę, jednocześnie odrywając ją od ściany, tak aby lepiej ją objąć. Janet położyła swoją ciepłą dłoń, która pachniała fiołkami na moim policzku i patrząc głęboko w moje oczy, uśmiechnęła się ukazując prostą drogę przez moje życie. W jej oczach widziałem przyszłość, a najbliższą przyszłość dzieliła właśnie zemną. Odwzajemniłem uśmiech i przyssałem się do jej słodkich, malinowych ust pieszcząc jej wargi. Czułem jak mierzwiła moje włosy, a ja jeździłem palcami po jej plecach zjeżdżając co raz to niżej. W końcu moje dłonie zatrzymały się na jej pośladkach, a nasz pocałunek zamienił się z subtelnego muśnięcia na agresywny, aczkolwiek nadal przyjemny pieszczot. Lekko odchyliłem jej wargi swoimi, po czym wsunąłem się do jej buzi. Ona delikatnie przygryzała mój język jeżdżący po jej podniebieniu. Wiedziałem pomimo zamkniętych oczu, że się uśmiecha. Czułem, że była szczęśliwa równie samo jak ja i chyba oboje byliśmy pewni, że na pocałunku się nie skończy.
Wciąż obdarowaliśmy się przyjemnym mrowieniem spowodowanym wymiennym jeżdżeniem po podniebieniu, obijając się o ścianę i popychając wszystko co stało na naszej drodze, dotarliśmy do sypialni. Rzuciłem ją na łóżko, a ona ze śmiechem odpinała guziki od mojej koszuli. Łapczywie muskałem jej usta, jednocześnie zdejmując swoje spodnie, po czym schodziłem co raz niżej. Broda, szyja, dekolt i zatrzymałem się na brzuchu, dokładnie całując każdy jego skrawek. Moja ręką mimowolnie jeździła po jej kroczu, na co ona delikatnie drżała. Zdarłem z niej krótkie spodenki które dotychczas miała na sobie i napawałem się widokiem jej sylwetki ubranej w czarną, koronkową bieliznę, która pociągała mnie samym wyglądem. Ponownie zacząłem ją całować, kładąc się na niej i jednocześnie szybko rozpinając jej stanik. I nagle dziewczyna wstała i popchnęła mnie na stos poduszek, po czym usiadła na moim brzuchu. Przyległa do mnie i namiętnie całowała moje wargi. Po chwili poczułem jak jej ręka jeździ po moim torsie i zjeżdża co raz niżej. Czułem jak w środku wszystko buzuje. Nagle jej ręka zatrzymała się na moim kroczu, a już po chwili włożyła ją pod bieliznę. Wyczuwalnie drgnąłem uśmiechając się do siebie, a jednocześnie nie przerywając pocałunku. Po chwili dziewczyna oderwała się ode mnie i kucając na wysokości mojego brzucha, powoli odkryła skrawek moich bokserek od Calvin'a Klein'a. Wkrótce poczułem jak jej usta dotykają mojego penisa. Subtelnie rysowała kółka na jego czubku, po czym wsunęła go całego do gardła. Drgawki we mnie rosły, lecz pomimo to spokojnie leżałem. Oparłem głowę o zagłówek i rozkoszowałem się każdym jej pociągnięciem. Dziewczyna po chwili zwiększyła tępo, a ja myślałem, że zaraz oszaleje i odejdę z tego świata. Wszystkie moje zmysły szalały i pomimo wielu przemyśleń, czułem, że w głowie jest pusto. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem takiej ekscytacji podczas seksu i nigdy nie myślałem, że takie uczucie jest możliwe. Po paru chwilach Janet oparła głowę o moje czoło i spoglądając w dół, ostrożnie przyległa do mnie, jednocześnie wkładając bieberkondę do swojej pochwy. Spojrzała mi w oczy i jednocześnie obdarowaliśmy się przyjemnym, jak i zalotnym spojrzeniem. Teraz ja chciałem objąć kontrolę nad działaniami, więc siłą przerzuciłem ją pod siebie i teraz to ja górowałem.
Pełna kontrola.
Pełna władza.
Zaczęłam powoli ruszać biodrami, a niewiasta leżała bezwładnie, raz co raz uśmiechając się zadowolenie.
Pokrótce zwiększyłem tępo, a dziewczyna zaczęła cicho mruczeć, co jeszcze bardziej zachęciło mnie do przyspieszenia. Parę chwil później w pokoju słychać było tylko moje głośne sapanie, krzyki Janet które dawały znać o rozkoszy którą doznawała. Czułem jak pojedyncze kropelki zlatują z mojego czoła, a ręce robią się co raz wilgotniejsze od przyjemności która mnie otaczała.
W końcu doszliśmy do sedna! Rzuciłem się na łóżku tuż obok mojej ślicznej, blond niebieskookiej, słodko pachnącej - kobiety która patrzyła na mnie z wdzięcznością i oddaniem. Wiedziałem, że na zawsze będzie moja, choć nie była rzeczą to i tak wiem, że będzie ze mną w każdej sytuacji która nastanie.
Choć co tak na prawdę mogę zrobić, aby życie nie uległo bolesnym zmianą? Nic. Przyszłość to niewiadoma, a niewiadoma to brak planów. Czasami żałuję, że takich chwil nie można włożyć do pudełka z napisem " Najważniejsze ".
_______________________________
Taaaaaaaaaadaaaaaaaaaaam!
W końcu się udało i dodałam rozdział! :D Bardzo Was przepraszam jeśli zrobiło się Wam niedobrze, ale dużo osób czytających mojego bloga zachęcało mnie do podjęcia tak HOT-owej decyzji, zresztą Wy sami też o to prosiliście.
W każdym bądź razie mam nadzieję, że rozdział się podoba i tym razem będzie więcej komentarzy, bo sami wiecie jak dużo dla mnie znaczą. Wtedy wiem, że moja praca nie idzie na marne.
Btw. Zapraszam na II rozdział na so-strong :) & thatbeeasy ♥
Tagi:
34
Jechaliśmy przez długi czas. Nie wiadomo poco, nie wiadomo gdzie, a najbardziej przerażającą rzeczą dla mnie było to, że każda moja myśl biła się ze sobą.
Jechaliśmy w ciągłym milczeniu, a Panowie nawet nie zmienili pozycji, gdy ja kręciłam się na swoim niewygodnym siedzeniu. Po wielogodzinnej podróży-zadzwonił telefon. Jeden z porywaczy, bo chyba mogę tak ich nazwać-przyłożył komórkę do ucha.
" Tak, oczywiście szefie, niedługo, jak najbardziej " - to jedyne słowa które powiedział podczas rozmowy, po czym odłożył telefon, a ze swojej kieszeni wyjął długą, czarną wstążkę, którą pomimo moich sprzeciwień, założył na na moje oczy.
- Daleko jeszcze? - spytałam wciąż przerażonym tonem.
- Nie. - odpowiedział jeden, co szczerze mówiąc bardzo mnie zdziwiło, a do tego przeraziło.
Nie wiadomo czego mogłam się spodziewać. Zgwałcą, zabiją, okradną, wywiozą?
Kiedy nie mogłam już opanować swoich nerwów, wydawało mi się, że najlepszym rozwiązaniem będzie śmierć. Jeśli oni tego nie zrobią, zrobię to sama. Mam dość strachu i bezsilności.
Po około trzech godzinach-samochód się zatrzymał. Wzdrygnęłam się i pomimo ciemności przed oczami, która była spowodowana opaską, przymknęłam oczy. Miałam dość, chciałam jak najszybciej pozbyć się życia, aby moje serce przestało dudnić tak jak teraz. Miałam wrażenie, że słychać je na drugim końcu świata. Jeden z mężczyzn pomógł mi wysiąść z samochodu i delikatnie łapiąc moją dłoń, prowadził... Gdzie?
Po chwili poczułam jak moje ciało wznosi się do góry. " Chyba jedziemy windą " - pomyślałam, a mój oddech gwałtownie przyspieszył.
- Nie denerwuj się. - uspokoił mnie kobiecy głos.
- Gdzie jesteśmy? - wyszeptałam nie mając odwagi na głośniej wypowiedziane słowa.
Kobieta milczała, co doprowadziło mnie do łez.
Teraz wiedziałam, że najgorsza w życiu jest nieświadomość i niepewność co spotka cię na następnym kroku.
Winda się zatrzymała, a na moim ramieniu spoczęła masywna dłoń, która jak myślę, była zemną w samochodzie.
- Gotowa? - spytał gruby głos.
Nie mogłam zrozumieć dlaczego o to zapytał. Czy ktokolwiek jest gotowy na ból, który byłam niemal pewna, że mi wyrządzą? Pomimo tego lekko pokiwałam głową i usłyszałam głuchy skrzyp otwierających się drzwi. Zrobiłam krok i już po chwili poczułam jak z moich oczu znika opaska, lecz pomimo tego nie otworzyłam powiek.
- Nie jesteś ciekawa gdzie jesteś? - poczułam ciepły oddech na mojej szyi i dobrze znany mi, lekko zachrypnięty głos.
Powoli uchyliłam powieki, a moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok świata.
Nowoczesne wnętrze, lecz to nie równało się z widokiem za ogromnym tarasem. Pełno kolorowych neonów, świateł i reklam, a do tego milion samochodów otaczających ulicę. Do tego masa ludzi błądzących po mieście. Nad tym wszystkim milion gwiazd i pełno, kilkumetrowych wieżowców.
- Witaj w Las Vegas, w rocznice naszego poznania. - wyszczerzył się Justin delikatnie muskając mój policzek.
- Czy to jakiś żart? - spytałam z grobową powagą.
- Żart? - roześmiał się. - Dlaczego?
- Justin! Przeżywałam cholerny kryzys, myśląc, że ty i Kate chcecie się mnie pozbyć! - blada usiadłam na czekoladowej kanapie.
- Nie podoba Ci się, tak? - usiadł tuż obok mnie z zawiedzioną miną.
- Ty głupku, oczywiście, że mi się podoba. - objęłam go ramieniem. - Tylko proszę, nie strasz mnie już tak. - wyszeptałam, przysuwając jego twarz do mojej.
- Dobrze, postaram się. - roześmiał się. - Chodź, pokarzę ci coś! - entuzjastycznie wstał i łapiąc moją dłoń, wybiegł z pokoju. Szliśmy przeze masę korytarzy, zakrętów, aż w końcu na końcu długiego holu stały metalowe drzwi.
Justin dokładnie się rozejrzał po czym wyjął z kieszeni wsuwkę i sprytnie otworzył nią zamknięte drzwi.
- Jesteś pewien, że można tu wchodzić? - zapytałam, kiedy chłopak podstawiał pod drzwi kamienny głazik.
- Nie wiesz, że wszystko co dobre jest zakazane? - uśmiechnął się zadziornie i zaczął się wspinać po metalowej drabinie, która prowadziła na szczyt hotelu. Wzruszyłam ramionami i uczyniłam to samo. Kiedy w końcu obje wdrapaliśmy się na górę, poczułam jak coś kuję mnie w serce. Widok był tak oszałamiający, że nogi mi się ugięły. Panorama Las Vegas była lepsza niż Paryż, Londyn, Mediolan i Los Angeles. Nic nie równało się z tym niesamowitym widokiem. Moje włosy delikatnie falowały na ciepłym wietrze, a ja z zaplecionymi dłońmi na piersi nie miałam ochoty wypowiedzieć nawet słowa. Byłam niemal pewna, że mogłabym tu zostać na zawsze, nawet jeśli miałabym zamieszkać na dachu tego hotelu.
- Pięknie. - wyszeptałam, nie odrywając wzroku od widoku.
- Wiem. - objął mnie ramieniem w talii, a ja położyłam głowę na jego barku.
- Zrobimy sobie zdjęcie? - zapytał wyjmując komórkę.
- Tak, ale takie, którego świat nie zobaczy. Będzie takie... 'nasze' . - odparłam.
- Świetnie. - odwrócił telefon w naszą stronę i z pogodnym uśmiechem krzyknęliśmy ' cheese '
- Justin, czy ktokolwiek...
- Oprócz mojej mamy, Kate i Scoota to nikt nie wie. - odparł spokojnie, jednocześnie wyjmując spod czarnej marynarki żółtą wódkę.
- Spróbujemy? - zapytał, zabawnie poruszając brwiami.
- W końcu to Las Vegas, miasto grzechu. - uniosłam oczy do nieba i odebrałam od niego małą buteleczkę. Uważnie przyjrzałam się dnie i wzruszając ramionami przyłożyłam do ust i wzięłam jednego, dużego łyka.
- I jak ? - popatrzył na mnie ciekaw reakcji.
- Co raz lepiej. - odparłam z zalotnym uśmiechem, czując jak moje gardło zaczyna się palić. Po chwili chłopak upił trochę napoju i znów nadeszła moja kolei. Tak poszła jedna butelka, po czym chłopak wyjął ze spodni paczkę papierosów. Ujął w dwa palce rureczkę z tytoniem i przykładając do ust, zapalił.
- Chcesz? - kiwnął do mnie głową, na co ja bez wahania odebrałam od niego tytoń. Pociągnęłam raz... dwa... i nagle poczułam jak w mojej buzi nie ma już powietrza, a ja zaczęłam się dusić.
- Wszystko w porządku? - spytał rozbawiony, klepiąc mnie po plecach.
- Wódka była lepsza. - odparłam plując na podłogę, a on zaśmiał się jeszcze głośniej.
- To co? Idziemy na miasto? Podobno Las Vegas żyje tylko wtedy. - zaproponował gasząc szluga.
Już po chwili byliśmy przed hotelem, na którym widniał napis, który chciałam zobaczyć dosłownie zawsze.
- Venezia?! - pisnęłam.
- Tak. - odparł z uśmiechem. - Zawsze mówiłaś, że chciałabyś tu spędzić jedną, niezapomnianą noc...
- Na prawdę to zapamiętałeś? - wzruszyłam się, mocno przytulając go do siebie.
- Kochanie, po prostu się staram. - rzekł jakby było to najnormalniejszą rzeczą na świecie.
- Chyba po prostu jesteś najcudowniejszym chłopakiem na świecie. - prychnęłam obojętnie, po czym zawisłam na jego szyi.
Po niecałej minucie całowania się przed hotelem, podjechało auto Justina z którego wyszedł parkingowy.
- Będziesz jechał? Przecież piłeś. - szepnęłam trochę przerażona.
- Spokojnie, nic złego się nie stanie. - odparł, machając obojętnie ręką. Bez słowa wsiedliśmy do samochodu i z piskiem opon odjechaliśmy.
Po niecałych piętnastu minutach dojechaliśmy do jednego z kasyn o nazwie PALMS.
Wchodząc do środka, po raz pierwszy nie otaczało nas masę paparazzi, którzy zadawali niepotrzebne pytania. Czując się jak normalni ludzie weszliśmy i ujrzeliśmy ten typowy widok Las Vegas. Pełno ludzi zatracających się w hazardzie, maszyny które wyciągały od człowieka tysiące dolarów i to specyficzne uczucie nerwów. Wokół nas mężczyźni w różnych kolorach czerni, jak i kolorowe suknie kobiet.
- Idę zobaczyć jak grają. - rzekł Justin odchodząc w stronę wielkiego, zielonego stołu na którym toczyła się walka o wielkie sumy pieniędzy.
Podeszłam do baru i siadając na wysokim krześle, rozglądałam się po kolorowych napojach ustawionych na półkach.
- Podać coś? - spytał barman w białej koszuli, mający pod szyją smołowatą muszkę.
- Martini. - odparłam czekając na jego reakcje, lecz ku mojemu zdziwieniu, mężczyzna nie zważając na mój wiek, po prostu podał mi elegancki kieliszek, zwinnie wrzucając czerwoną wisienkę.
- Dziękuję. - odparłam uśmiechając się do naczynia.
Po chwili przyłożyłam napój do ust, i pokrótce poczułam to przyjemne palenie gardła, które towarzyszyło mi podczas tego wieczoru po raz pierwszy w życiu.
- Podać coś jeszcze? - spytał mężczyzna za ladą.
Wtedy dobrze się mu przyjrzałam i dostrzegłam, że jest bardzo przystojny. Blondyn, niebieskie oczy, wysoki i ta nieprzesadnie umięśniona postura.
- A co proponujesz? - uśmiechnęłam się zalotnie, zaplatając dłonie pod brodą, jednocześnie opierając łokcie na barku.
- Teraz hitem jest 'szatan'. Sprawia, że cały świat staje się przyjemniejszy. - odparł ukazując nienagannie białe zęby w szerokim uśmiechu.
- Poproszę. - rzekłam odgarniając kosmyk włosów z mojej twarzy.
Po kilku chwilach przede mną stał przezroczysty kieliszek z czerwonym wypełnieniem. Dokładnie się mu przyjrzałam, po czym upiłam łyk. Moje obojczyki mimowolnie się naprężyły, a ja poczułam jak przed oczami robi mi się czarno. Dopiłam całą zawartość i chciałam poprosić o jeszcze jednego, lecz w głowie wciąż miałam świadomość tego, aby nie przesadzić z alkoholem. Po chwili podbiegł do mnie podekscytowany Justin.
- Wygrałem, wygrałem! - krzyczał mi do ucha z nieopanowaną radością.
- Ile? - zapytałam uśmiechając się z wytężonym wzrokiem.
- 1000$ - odparł dumny.
- A ile przegrałeś?
- 2000 $ - odrzekł ciszej z mniejszym entuzjazmem.
- Gratulacje! - pisnęłam przytulając go do siebie.
Wtedy chłopak mocno ścisnął moją dłoń i prowadził za sobą. Po chwili znaleźliśmy się w męskiej toalecie, gdzie chłopak zaczął mnie dziko całować. Oparł mnie o ścisnę całując moją szyję i jednocześnie macając moje pośladki.
- Spadajmy stąd. - szepnęłam do jego ucha.
- Bieberconda nie wytrzyma dłużej. - odparł głośno dysząc z podniecenia.
- Jedźmy do hotelu, tu może być kamera. - roześmiałam się i wyrywając się chłopakowi z uścisku, wyszłam z łazienki, kierując się w stronę samochodu. Prędko wsiadłam do auta, a już po chwili koło mnie był Bieber. Odpalił silnik i z piskiem opon odjechał z parkingu. Podczas drogi, chłopak wciąż masował moje kolano i pomimo moich upomnień wypowiedzianych śmiechem, zwiększał tępo. Na liczniku widniało już 140/h i wtedy zza krętu wyłonił się wóz policyjny. Od razu usłyszeliśmy syrenę i czerwono-niebieskie światła. Chłopak przyspieszył. Zaczęłam się nieopanowanie śmiać i doskonale wiedziałam, że było to skutkiem 'szatana' . Po chwili chłopak również zaczął się chichrać i pomimo, że:
- przekroczyliśmy prędkość,
- byliśmy pijani,
- uciekaliśmy przed policją
- piliśmy alkohol w niedozwolonym wieku
to bawiliśmy się przecudownie.
Nagle zza rogu wyłonił się drugi wóz policyjny i zastawił nam drogę. Justin gwałtownie zahamował. Nastała chwila ciszy. CHWILA, bo po kilku sekundach ponownie na naszych buziach był wymalowanych ogromny uśmiech, a jedyne co przechodziło przez gardło to nie pohamowany śmiech.
Jeden z policjantów wyszedł z radiowozu i szybkim krokiem podszedł do samochodu w którym byliśmy.
- To po nas. - roześmiał się Justin.
- No. - wydusiłam dusząc się śmiechem.
Zapukał w okno, a kiedy nas ujrzał wydawał się na zdziwionego, bo jak myślę, nie takiej reakcji się spodziewał.
Wiedziałam, że ten dzień, tę noc, te przeżycia i pierwsze razy - zapamiętam do końca życia.
__________________________________
Tak się składa, że Kac Vegas oglądałam, wiecie? xD
Obstawiam, że nikt się nie spodziewał, co się stanie w tym rozdziale i jest jakieś małe, niewidzialne gołym okiem - zaskoczenie. :D
Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale... Znowu mam się powtarzać? Szkoła nie daje żyć.
Na so-strong pierwszy rozdział jak ktoś nie czytał. :)
Rozdział dedykuję wszystkim.
Tagi:
33
Dobra, skoro thatbeeasy dodała powiadomienie, to ja też. :D
No więc tak:
- Na so-strong jest pierwszy rozdział. ;)
Aj hołp ju laik it. <3
- Rozdział na morelove przewiduję na środę - czwartek, bo już kończę. ^^
- Postarajcie się dodać jeszcze parę motywujących komentarzy to najdzie mnie wena i napiszę ( postaram się :d ) świetny rozdział! :D
Dobra, koniec bzdur na dziś.
Nara ziomki. ♥
No więc tak:
- Na so-strong jest pierwszy rozdział. ;)
Aj hołp ju laik it. <3
- Rozdział na morelove przewiduję na środę - czwartek, bo już kończę. ^^
- Postarajcie się dodać jeszcze parę motywujących komentarzy to najdzie mnie wena i napiszę ( postaram się :d ) świetny rozdział! :D
Dobra, koniec bzdur na dziś.
Nara ziomki. ♥
Tagi:
♥
- Oddzwonię.
Justin przyłożył komórkę do ust, a już po chwili słychać było ciągłe pi-pi-pi. Chłopak patrzył na mnie wystraszonym spojrzeniem jakby nie wiedzieć czego oczekiwać.
- Masz zamiar coś powiedzieć?
Próbowałam spytać dość spokojnym tonem, lecz oboje wiedzieliśmy, że co by w tej chwili nie powiedział, po prostu wybuchnę niczym wulkan.
- Chciałem Ci powiedzieć, ale...
- Ale co?
Uważnie się mu przyjrzałam, na co chłopak spuścił wzrok.
- Po prostu nie chciałem Cię denerwować. - wymamrotał.
- Udało Ci się.
Zaśmiałam się z wyczuwalną ironią.
- Nie chciałem mówić Ci teraz. Byliśmy tacy szczęśliwi, że nie chciałem się w tej chwili tym przejmować. - rzekł.
- Szkoda, że nie zadzwoniłeś do mnie na lotnisku przed wylotem.
Uśmiechnęłam się z kpiną i wyszłam z pokoju.
- Poczekaj!
Justin wybiegł za mną i złapał za mój nadgarstek. Biorąc kolejny, głęboki oddech, wciąż tłumiąc w sobie emocje odwróciłam na piętach i patrzyłam na niego wyczekująco.
- Widzę, że teraz Ci się na rozmowę zebrało. - roześmiałam się.
- Przestań.. - odparł cicho. - Jesteś nie sprawiedliwa.
Zaniemówiłam. Ja jestem niesprawiedliwa, pomimo tego, że to właśnie on nie powiadomił mnie, że wyjeżdża? Coś ukuło mnie w serce na myśl, że do tego wyjeżdża z Carly.
- Tak... Masz racje-jestem niesprawiedliwa.
Blado się uśmiechnęłam wyswobadzając dłoń z jego uścisku, po czym szybko zbiegłam ze schodów, ciągle słysząc, że chłopak wciąż idzie za mną.
- Możemy porozmawiać?
Spytał chodząc za mną, podczas gdy ja nerwowo szukałam swojej bluzy.
- Janet do cholery!
Krzyknął wyrywając mi bluzę z ręki i patrząc na mnie wściekłym jak i przejętym wzrokiem.
- Nie, nie możemy! - ryknęłam. - I co teraz? Może pójdziesz do Carly i zdradzisz mnie z nią?!
Chłopak zaniemówił, a ja od razu pożałowałam swoich słów. Staliśmy na przeciw siebie patrząc długo w swoje oczy.
- Przepraszam.
Wyszeptałam tuląc się do niego kiedy dostrzegłam w jego oczach łzy.
- Ja też.
Odparł odwzajemniając uścisk. Usłyszałam zza pleców jak pociąga nosem. Zrobiło mi się przykro i momentalnie poczułam jak moje oczy robią się wilgotne. Może to głupie, ale w tym momencie poczułam, że dla takich chwil warto żyć. On płakał, ja płakałam pomimo tego, że kochaliśmy się nawzajem całym sercem. To jedynie dowód na to, że tak bardzo nienawidzimy siebie ranić, a i tak to robimy. Dlaczego? Bo nasza miłość nie była by tak wielka i tak głęboka, gdyby nie te wszystkie smutki, porażki i ból.
Kiedyś-pomimo, że było tak kolorowo nie czułam się jak teraz. Było dobrze, ale to nie zmienia faktu, że z dnia na dzień, z porażki na porażkę kocham go co raz to bardziej. Nie chcę jednak powiedzieć, że lubię kiedy się kłócimy, aczkolwiek wiem, że kłótnie pogłębiają naszą więź i świadomość tego, że bez siebie... Nie mamy nic. Po prostu.
- Może pójdziemy na spacer?
Popatrzyłam na chłopaka, prosząc go wzrokiem aby się zgodził. On odpowiedział mi uroczym uśmiechem, jednocześnie przecierając wilgotne oczy. Złapał moją dłoń i już po minucie byliśmy w drodze na plaże.
Kiedy samochód się zatrzymał od razu podeszłam do chłopaka i wplotłam dłoń w jego. Szybko zdjęłam buty i ostrożnie położyłam stopę na zimnym już o tej porze dnia piasku. Szliśmy wzdłuż morza w zupełnym milczeniu. Podziwialiśmy cudowny zachód słońca i rozkoszowaliśmy się głuchym szumem fal.
- Będziesz za mną tęsknił? - spytałam patrząc blado w piasek, który obijał się o moje stopy.
Chłopak cicho się zaśmiał i mocniej ścisnął moją dłoń.
- Jak w ogóle możesz o to pytać? - pokręcił rozbawiony głową.
- Ja będę bardzo tęsknić.
Wyszeptałam nie mogąc się rozluźnić. Wtedy poczułam jak coś mocno ściska moje gardło, a łzy mimowolnie lecą po moich policzkach. Schowałam twarz w dłoniach i głośno szlochałam. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że nie będziemy widzieć się tak długo. Po chwili poczułam jego ciepłe dłonie które zdejmują moje ręce z twarzy. Chłopak ujrzał moją zapłakaną twarz i wziął ciążki oddech, jakby chciał powstrzymać się od płaczu.
- Ja również będę tęsknił. - jego głos wyraźnie drżał. - Ale obiecaj mi, że gdy wrócę to nie zostawisz mnie nawet na minutę. - zagryzł dolą wargę pociągając nosem, jednocześnie mierzwiąc swoją nieułożoną fryzurę.
- Obiecuję. - roześmiałam się przez łzy i mocno wtuliłam się w jego ramiona. Pragnęłam aby cały świat się zatrzymał, aby to co jest teraz nigdy nie znikło. Chciałabym być blisko niego, chciałabym być nim, aby mieć go całego dla siebie. Na zawsze. Chciałam żeby był jak przytulanka - mieć go zawsze pod ręką, niezależnie od pory dnia.
- Wracajmy.
Chłopak ścisnął mnie z całej siły, a jego klatka piersiowa co chwila podskakiwała. Wiedziałam, że jest mu przykro, że wcale nie chce jechać. Nam nie było to potrzebne.
Kiedy się obudziłam koło mnie siedział Bieber z laptopem na kolanach.
- Co robisz?
Przymrużyłam oczy zerkając na ekran. Chłopak popatrzył na mnie przestraszonym wzrokiem i w momencie zamknął komputer.
- Nic. - uśmiechnął się zaczerwieniony.
- Oglądałeś przy mnie pornosy?! - krzyknęłam gwałtownie siadając koło niego.
- Nie! - pisnął oburzony.
- W takim razie co? - uśmiechnęłam się wymownie, zaplatając ręce na piersi.
- Dodawałem wpis na twittera. - wzruszył obojętnie ramionami.
Po jego odpowiedzi od razu złapałam za telefon i włączyłam daną stronę.
- W takim razie czemu ostatni wpis był dodany wczoraj o 12:53 ?
- Nie dodało się?! - rozłożył ręce i zmarszczył brwi, jednocześnie ukradkiem wychodząc z łóżka.
- Bieber... - mruknęłam ze złowrogim spojrzeniem.
- Śniadanie!
Usłyszałam jak piszczy z dołu podekscytowanym tonem. Rozbawiona pokręciłam głową i udałam się do łazienki. Wzięłam długi, relaksujący prysznic. Umyłam się truskawkowym płynem, po czym spłukałam pianę z nagiego ciała. Na włosy nalałam kokosowego szamponu, po czym go spłukałam i nałożyłam mleczną odżywkę. Szczęśliwa na myśl dzisiejszego dnia złapałam za ręcznik i niemalże w podskokach weszłam do naszej sypialni gdzie na łóżku leżała moja sukienka.
- Chyba żartujesz, że ubiorę się dzisiaj w moją najlepszą kieckę. - roześmiałam się do siebie i weszłam do garderoby w której okazało się, że nie ma moich ubrań, nawet w szafkach nie było też moich kosmetyków. Poddenerwowana ubrałam się w sukienkę, która leżała na łóżku i po dłuższych poszukiwaniach znalazłam również buty i kilka perłowych bransoletek.
- Pattie, nie wiesz gdzie są moje ubrania?
Spytałam patrząc podejrzliwie na kobietę.
- Chyba nie sugerujesz, że wzięłabym Twoje rzeczy?
Roześmiała się głośno.
- Gdzie Justin?
- Wyszedł. - odparła bez entuzjazmu, wciąż krojąc pomidory.
- Zrozum. Nie mam nic, oprócz tej sukienki!
Westchnęłam błagalnie.
- W mojej sypialni są kosmetyki na toaletce, możesz się umalować.
Zacisnęła obydwie wargi jakby próbując powstrzymać się od śmiechu. Zaczęła boleć mnie już głowa od ciągłego marszczenia czoło, bo to na prawdę nie wydawało mi się normalne. Udałam się do pokoju Pattie i szybko zrobiłam byle jaki makijaż, po czym spięłam wysoko włosy w koka.
- Jaaaaaaaaaaanet!
Usłyszałam wołanie kobiety dochodzące z dołu.
- Co się stało?
Zapytałam o mało co nie zabijając się na schodach w tych szpilkach.
- Dzwoni Kate. - podała mi telefon.
- Tak? - przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Musimy się dzisiaj spotkać, ale niestety nie mogę po Ciebie przyjechać, bo zepsuł mi się samochód, ale już wysłałam po ciebie auto. - rzekła kobieta.
- Kate, ale ja..
Nie zdążyłam-rozłączyła się.
Wyjrzałam przez okno, gdzie przed bramą stał duży, czarny samochód. Wzięłam głęboki oddech zastanowienia i prędko wychodząc z domu, podeszłam do samochodu, po czym pociągnęłam za klamkę od drzwi. Nie zdążyłam jeszcze zobaczyć co znajduje się w środku, i już poczułam jak ktoś siłą wciąga mnie do środka. Kiedy usiadłam na jednym z czarnych siedzeń, przede mną siedziało dwóch, masowych mężczyzn. Oboje ubrani byli w czarne skóry i tego samego koloru okulary.
- Czego chcecie? - spytałam drżącym głosem.
- Ciebie.
Rzekł jeden i w tym samym momencie poczułam jak ruszamy z piskiem opon.
- Wypuście mnie, proszę.
Patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem, a on nawet nie drgnął. Dyskretnie wyciągnęłam za sobą telefon, starając się o to, aby żaden z nich tego nie zauważył. Nerwowo, z głośnym biciem serca szukałam numeru Justina, kiedy poczułam na moim ramieniu umięśnioną dłoń jednego z mężczyzn.
- Oddaj. - warknął.
Czułam, jak ból w gardle narasta. Spełniłam jego prośbę i niechętnie oddałam telefon. W tej chwili bałam się wziąć nawet cicho oddech. Bałam się o cokolwiek spytać. Serce biło co raz szybciej, co raz mocniej, a moja twarz już od dawno była zalana łzami.
- Proszę...
Co chwila szeptałam, mając nadzieję, że to coś zmieni.
Na marne.
Próbowałam się uspokoić i znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie, ale jedynie co przychodziło mi do głowy to Kate i Justin, którzy chcieli się mnie pozbyć. Próbowałam odpędzać od siebie tą myśl, ale ona co chwilę wracała i dawała mi co raz więcej do myślenia. Jedynym pytaniem było 'dlaczego?'
_____________________________
Jejku, no. Nie spodziewałam się tak wielu komentarzy pod 31 rozdziałem. Zaskoczyłyście mnie (oczywiście pozytywnie). Jestem z siebie jak i z Was niezmiernie dumna. Mam nadzieję, że 32 rozdział też Wam przypadnie do gustu i ponownie pozostawicie po sobie drobny ślad. :)
Podziękowania:
♥ niczyja09, ♥ hold-me-now, ♥ youdaone, ♥ ważne? - Twój komentarz mnie rozwalił. :D, ♥ Biberova ., ♥ Sickofyou, ♥ SourCandy, ♥ Paradisex3, ♥ Julia, ♥ destiny, ♥ NowAndTomorrow, ♥ EternalHope, ♥ Loveme1614, ♥ MistletoeJB, ♥ Smiiiley, ♥ ourlife, ♥ mylovebieber, ♥ remember-me-never-froget, ♥ justa ;d, ♥ stealmyheart, ♥ LastSong ♥, proudofmyself, ♥ ♥ ♥ thatbeeasy ♥ ♥ ♥
Zapraszam również na so-strong <3
Justin przyłożył komórkę do ust, a już po chwili słychać było ciągłe pi-pi-pi. Chłopak patrzył na mnie wystraszonym spojrzeniem jakby nie wiedzieć czego oczekiwać.
- Masz zamiar coś powiedzieć?
Próbowałam spytać dość spokojnym tonem, lecz oboje wiedzieliśmy, że co by w tej chwili nie powiedział, po prostu wybuchnę niczym wulkan.
- Chciałem Ci powiedzieć, ale...
- Ale co?
Uważnie się mu przyjrzałam, na co chłopak spuścił wzrok.
- Po prostu nie chciałem Cię denerwować. - wymamrotał.
- Udało Ci się.
Zaśmiałam się z wyczuwalną ironią.
- Nie chciałem mówić Ci teraz. Byliśmy tacy szczęśliwi, że nie chciałem się w tej chwili tym przejmować. - rzekł.
- Szkoda, że nie zadzwoniłeś do mnie na lotnisku przed wylotem.
Uśmiechnęłam się z kpiną i wyszłam z pokoju.
- Poczekaj!
Justin wybiegł za mną i złapał za mój nadgarstek. Biorąc kolejny, głęboki oddech, wciąż tłumiąc w sobie emocje odwróciłam na piętach i patrzyłam na niego wyczekująco.
- Widzę, że teraz Ci się na rozmowę zebrało. - roześmiałam się.
- Przestań.. - odparł cicho. - Jesteś nie sprawiedliwa.
Zaniemówiłam. Ja jestem niesprawiedliwa, pomimo tego, że to właśnie on nie powiadomił mnie, że wyjeżdża? Coś ukuło mnie w serce na myśl, że do tego wyjeżdża z Carly.
- Tak... Masz racje-jestem niesprawiedliwa.
Blado się uśmiechnęłam wyswobadzając dłoń z jego uścisku, po czym szybko zbiegłam ze schodów, ciągle słysząc, że chłopak wciąż idzie za mną.
- Możemy porozmawiać?
Spytał chodząc za mną, podczas gdy ja nerwowo szukałam swojej bluzy.
- Janet do cholery!
Krzyknął wyrywając mi bluzę z ręki i patrząc na mnie wściekłym jak i przejętym wzrokiem.
- Nie, nie możemy! - ryknęłam. - I co teraz? Może pójdziesz do Carly i zdradzisz mnie z nią?!
Chłopak zaniemówił, a ja od razu pożałowałam swoich słów. Staliśmy na przeciw siebie patrząc długo w swoje oczy.
- Przepraszam.
Wyszeptałam tuląc się do niego kiedy dostrzegłam w jego oczach łzy.
- Ja też.
Odparł odwzajemniając uścisk. Usłyszałam zza pleców jak pociąga nosem. Zrobiło mi się przykro i momentalnie poczułam jak moje oczy robią się wilgotne. Może to głupie, ale w tym momencie poczułam, że dla takich chwil warto żyć. On płakał, ja płakałam pomimo tego, że kochaliśmy się nawzajem całym sercem. To jedynie dowód na to, że tak bardzo nienawidzimy siebie ranić, a i tak to robimy. Dlaczego? Bo nasza miłość nie była by tak wielka i tak głęboka, gdyby nie te wszystkie smutki, porażki i ból.
Kiedyś-pomimo, że było tak kolorowo nie czułam się jak teraz. Było dobrze, ale to nie zmienia faktu, że z dnia na dzień, z porażki na porażkę kocham go co raz to bardziej. Nie chcę jednak powiedzieć, że lubię kiedy się kłócimy, aczkolwiek wiem, że kłótnie pogłębiają naszą więź i świadomość tego, że bez siebie... Nie mamy nic. Po prostu.
- Może pójdziemy na spacer?
Popatrzyłam na chłopaka, prosząc go wzrokiem aby się zgodził. On odpowiedział mi uroczym uśmiechem, jednocześnie przecierając wilgotne oczy. Złapał moją dłoń i już po minucie byliśmy w drodze na plaże.
Kiedy samochód się zatrzymał od razu podeszłam do chłopaka i wplotłam dłoń w jego. Szybko zdjęłam buty i ostrożnie położyłam stopę na zimnym już o tej porze dnia piasku. Szliśmy wzdłuż morza w zupełnym milczeniu. Podziwialiśmy cudowny zachód słońca i rozkoszowaliśmy się głuchym szumem fal.
- Będziesz za mną tęsknił? - spytałam patrząc blado w piasek, który obijał się o moje stopy.
Chłopak cicho się zaśmiał i mocniej ścisnął moją dłoń.
- Jak w ogóle możesz o to pytać? - pokręcił rozbawiony głową.
- Ja będę bardzo tęsknić.
Wyszeptałam nie mogąc się rozluźnić. Wtedy poczułam jak coś mocno ściska moje gardło, a łzy mimowolnie lecą po moich policzkach. Schowałam twarz w dłoniach i głośno szlochałam. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że nie będziemy widzieć się tak długo. Po chwili poczułam jego ciepłe dłonie które zdejmują moje ręce z twarzy. Chłopak ujrzał moją zapłakaną twarz i wziął ciążki oddech, jakby chciał powstrzymać się od płaczu.
- Ja również będę tęsknił. - jego głos wyraźnie drżał. - Ale obiecaj mi, że gdy wrócę to nie zostawisz mnie nawet na minutę. - zagryzł dolą wargę pociągając nosem, jednocześnie mierzwiąc swoją nieułożoną fryzurę.
- Obiecuję. - roześmiałam się przez łzy i mocno wtuliłam się w jego ramiona. Pragnęłam aby cały świat się zatrzymał, aby to co jest teraz nigdy nie znikło. Chciałabym być blisko niego, chciałabym być nim, aby mieć go całego dla siebie. Na zawsze. Chciałam żeby był jak przytulanka - mieć go zawsze pod ręką, niezależnie od pory dnia.
- Wracajmy.
Chłopak ścisnął mnie z całej siły, a jego klatka piersiowa co chwila podskakiwała. Wiedziałam, że jest mu przykro, że wcale nie chce jechać. Nam nie było to potrzebne.
Kiedy się obudziłam koło mnie siedział Bieber z laptopem na kolanach.
- Co robisz?
Przymrużyłam oczy zerkając na ekran. Chłopak popatrzył na mnie przestraszonym wzrokiem i w momencie zamknął komputer.
- Nic. - uśmiechnął się zaczerwieniony.
- Oglądałeś przy mnie pornosy?! - krzyknęłam gwałtownie siadając koło niego.
- Nie! - pisnął oburzony.
- W takim razie co? - uśmiechnęłam się wymownie, zaplatając ręce na piersi.
- Dodawałem wpis na twittera. - wzruszył obojętnie ramionami.
Po jego odpowiedzi od razu złapałam za telefon i włączyłam daną stronę.
- W takim razie czemu ostatni wpis był dodany wczoraj o 12:53 ?
- Nie dodało się?! - rozłożył ręce i zmarszczył brwi, jednocześnie ukradkiem wychodząc z łóżka.
- Bieber... - mruknęłam ze złowrogim spojrzeniem.
- Śniadanie!
Usłyszałam jak piszczy z dołu podekscytowanym tonem. Rozbawiona pokręciłam głową i udałam się do łazienki. Wzięłam długi, relaksujący prysznic. Umyłam się truskawkowym płynem, po czym spłukałam pianę z nagiego ciała. Na włosy nalałam kokosowego szamponu, po czym go spłukałam i nałożyłam mleczną odżywkę. Szczęśliwa na myśl dzisiejszego dnia złapałam za ręcznik i niemalże w podskokach weszłam do naszej sypialni gdzie na łóżku leżała moja sukienka.
- Chyba żartujesz, że ubiorę się dzisiaj w moją najlepszą kieckę. - roześmiałam się do siebie i weszłam do garderoby w której okazało się, że nie ma moich ubrań, nawet w szafkach nie było też moich kosmetyków. Poddenerwowana ubrałam się w sukienkę, która leżała na łóżku i po dłuższych poszukiwaniach znalazłam również buty i kilka perłowych bransoletek.
- Pattie, nie wiesz gdzie są moje ubrania?
Spytałam patrząc podejrzliwie na kobietę.
- Chyba nie sugerujesz, że wzięłabym Twoje rzeczy?
Roześmiała się głośno.
- Gdzie Justin?
- Wyszedł. - odparła bez entuzjazmu, wciąż krojąc pomidory.
- Zrozum. Nie mam nic, oprócz tej sukienki!
Westchnęłam błagalnie.
- W mojej sypialni są kosmetyki na toaletce, możesz się umalować.
Zacisnęła obydwie wargi jakby próbując powstrzymać się od śmiechu. Zaczęła boleć mnie już głowa od ciągłego marszczenia czoło, bo to na prawdę nie wydawało mi się normalne. Udałam się do pokoju Pattie i szybko zrobiłam byle jaki makijaż, po czym spięłam wysoko włosy w koka.
- Jaaaaaaaaaaanet!
Usłyszałam wołanie kobiety dochodzące z dołu.
- Co się stało?
Zapytałam o mało co nie zabijając się na schodach w tych szpilkach.
- Dzwoni Kate. - podała mi telefon.
- Tak? - przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Musimy się dzisiaj spotkać, ale niestety nie mogę po Ciebie przyjechać, bo zepsuł mi się samochód, ale już wysłałam po ciebie auto. - rzekła kobieta.
- Kate, ale ja..
Nie zdążyłam-rozłączyła się.
Wyjrzałam przez okno, gdzie przed bramą stał duży, czarny samochód. Wzięłam głęboki oddech zastanowienia i prędko wychodząc z domu, podeszłam do samochodu, po czym pociągnęłam za klamkę od drzwi. Nie zdążyłam jeszcze zobaczyć co znajduje się w środku, i już poczułam jak ktoś siłą wciąga mnie do środka. Kiedy usiadłam na jednym z czarnych siedzeń, przede mną siedziało dwóch, masowych mężczyzn. Oboje ubrani byli w czarne skóry i tego samego koloru okulary.
- Czego chcecie? - spytałam drżącym głosem.
- Ciebie.
Rzekł jeden i w tym samym momencie poczułam jak ruszamy z piskiem opon.
- Wypuście mnie, proszę.
Patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem, a on nawet nie drgnął. Dyskretnie wyciągnęłam za sobą telefon, starając się o to, aby żaden z nich tego nie zauważył. Nerwowo, z głośnym biciem serca szukałam numeru Justina, kiedy poczułam na moim ramieniu umięśnioną dłoń jednego z mężczyzn.
- Oddaj. - warknął.
Czułam, jak ból w gardle narasta. Spełniłam jego prośbę i niechętnie oddałam telefon. W tej chwili bałam się wziąć nawet cicho oddech. Bałam się o cokolwiek spytać. Serce biło co raz szybciej, co raz mocniej, a moja twarz już od dawno była zalana łzami.
- Proszę...
Co chwila szeptałam, mając nadzieję, że to coś zmieni.
Na marne.
Próbowałam się uspokoić i znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie, ale jedynie co przychodziło mi do głowy to Kate i Justin, którzy chcieli się mnie pozbyć. Próbowałam odpędzać od siebie tą myśl, ale ona co chwilę wracała i dawała mi co raz więcej do myślenia. Jedynym pytaniem było 'dlaczego?'
_____________________________
Jejku, no. Nie spodziewałam się tak wielu komentarzy pod 31 rozdziałem. Zaskoczyłyście mnie (oczywiście pozytywnie). Jestem z siebie jak i z Was niezmiernie dumna. Mam nadzieję, że 32 rozdział też Wam przypadnie do gustu i ponownie pozostawicie po sobie drobny ślad. :)
Podziękowania:
♥ niczyja09, ♥ hold-me-now, ♥ youdaone, ♥ ważne? - Twój komentarz mnie rozwalił. :D, ♥ Biberova ., ♥ Sickofyou, ♥ SourCandy, ♥ Paradisex3, ♥ Julia, ♥ destiny, ♥ NowAndTomorrow, ♥ EternalHope, ♥ Loveme1614, ♥ MistletoeJB, ♥ Smiiiley, ♥ ourlife, ♥ mylovebieber, ♥ remember-me-never-froget, ♥ justa ;d, ♥ stealmyheart, ♥ LastSong ♥, proudofmyself, ♥ ♥ ♥ thatbeeasy ♥ ♥ ♥
Zapraszam również na so-strong <3
Tagi:
32
piosenka,
Gdy wróciliśmy do domu wszystko było takie samo. No.. Może poza kuchnią, w której jak zawsze przebywała Pattie. Roiło się tam od masy garnków, napełnionych po brzegi, jak i z czystym dnem.
- Dobrze, że jesteście, bo Jeremy zaraz będzie!
Subtelnie podskoczyła a w jej oczach widoczne było zadowolenie. Głupi widziałby, że kobieta nadal czuje coś do ojca swojego syna, z którym tak dawno się rozstała.
Bez słowa udałam się na górę i wskoczyłam do łazienki, odkręcając metalowy uchwyt prysznica. Głośne strumienie wody obijały się o powierzchnię podłogi, a gorąca para w sekundzie wypełniła pomieszczenie. Powoli zdjęłam swoje ubrania i stojąc przed ogromnym, lekko już zaparowanym lustrem-przyglądałam się swojej nagiej sylwetce. Lubiłam swoje odbicie. Lubiłam patrzeń na każdą, dobrze mi znaną część swojego ciała. Po paru chwilach weszłam do kabiny i rozkoszując się gorącem kojącej wody, odchyliłam głowę, a ciepłe kropelki subtelnie gilgotały mnie po szyi. Chwilę stałam w takiej ciszy i nie zagłębiając się w moich durnych rozmyśleniach, złapałam za płyn do kąpieli o zapachu pomarańczy, delikatnie wcierając go w ciało. Spłukałam zapienioną sylwetkę i łapiąc za wcześniej przygotowany ręcznik, starannie się nim owinęłam. Powoli otworzyłam drzwi łazienki, z których para tryskała niczym dobrze rozgrzanej sauny. Na progu łóżka siedział Justin, tuż obok mojej starej, lecz jednej z ulubionej części garderoby.
- Bardzo ją lubię. Założysz? -
Spytał spokojnie wymieniając wzrok między mną, a sukienką. Na mojej twarzy zagościł uśmiech i bez zastanowienie pokiwałam twierdząco głową. Puściłam skrawek ręcznika, co spowodował, że nie owijał już mojej sylwetki. Chłopak wpatrzył się w moje nagie ciało, a jego dolna warga była zagryziona, przez górną.
- Zachowujesz się jakbyś widział mnie pierwszy raz nagą. - stwierdziłam.
Chłopak jakby nie obecny, nie zwrócił uwagi na to co powiedziałam. Patrzył dalej. Trochę zażenowana myślą, że mojemu chłopakowi chodzi tylko o jedno, wzięłam sukienkę i powoli przerażona jego zachowaniem założyłam na siebie.
Na twarzy chłopaka powoli gościł uśmiech. Ja również się uśmiechnęłam. Justin szybko do mnie podszedł i objął w pasie patrząc na mnie z widocznymi iskierkami w oczach. Mój wzrok wtopił się w jego malinowe usta, które w tej chwili chyliły się ku mnie.
- Justin! - pisnęła radośnie mała istotka stojąca w progu drzwi.
- Jasmin!
Justin zostawiając mnie, szybko ukucnął przed małą dziewczynką i przytulił ją z całej siły. Widać, że bardzo się stęsknił. Z wzajemnością. Stali w uścisku długi czas, aż w końcu do pokoju wbiegł mały Jaxon. Chłopak wciąż milcząc objął go drugim ramieniem i wzruszony przymknął oczy rozkoszując się chwilą.
- To jest Janet. - przedstawił mnie dzieciom, jednocześnie całując w policzek.
- Cześć. - uśmiechnęłam się przyjaźnie stając na przeciwko dzieci. One dokładnie zmierzyły mnie wzrokiem i już po chwili kurczowo trzymały moje dłonie, podczas schodzenia ze schodów. W dużym pokoju stały bagaże, najprawdopodobniej gości. Justin jako pierwszy wszedł do kuchni, gdzie już od progu powitał go jego tata. Mężczyźni, jak to mężczyźni-męski uścisk.
- Wyrosłeś młody. - stwierdził ojciec, zabierając czapkę synowi.
- Chciałem Ci kogoś przedstawić. - Justin popatrzył w moją stronę, uśmiechając się z wyższością i dumą.
- Cóż to za ślicznotka. - Jeremy podbiegł do mnie wystawiając dłoń. Ostrożnie położyłam Jasmin na podłodze i uścisnęłam jego szorstką rękę.
- Dzień dobry. - przywitałam się z pogodnym uśmiechem. - Janet. - dodałam.
- Jeremy. - odparł radośnie.
- Siadajmy! - oznajmiła Pattie, kładąc na stole talerz z krewetkami.
Wszyscy więc zasiedliśmy do stołu. Jeremy zaczął opowiadać bezsensowne, aczkolwiek śmieszne kawały, doprowadzając obecnych do płaczu. Piątka zajadała się pysznościami, ugotowanymi przez Pattie, lecz tylko ja siedziałam przy stole, przyglądając się kolorowym zastawą, na które miałam ochotę, lecz nie mogłam sobie pozwolić na zbyt dużo, zwłaszcza, że w ostatnich dniach z punktu widzenia profesjonalnej modeliki-'zaszalałam'. Przyglądałam się otoczeniu, co chwili upijając łyk wody.
Wszyscy wydawali się tacy szczęśliwi, radośni, jak prawdziwa rodzina. Trochę nieobecna, zatracająca się w swoich myślach, patrzyłam na nich wszystkich z nieświadomą zazdrością. Wiedziałam, że u mnie w domu nie jest i nigdy już nie będzie to możliwe. Sytuacja w Nowym Jorku z dnia na dzień zmieniała barwy. Z dnia na dzień, było co raz gorzej. Rodzice kłócili się co raz częściej, a najgorsze jest to, że wyżywali się na biednej Sally, która próbując ich zrozumieć, po prostu się poddawała i bezwładnie czekała na 'ciche dni'. Pomimo iż za często nie było mnie w domu, ja również byłam 'wszystkiemu winna' - jak to określali moi rodzice. Zwalali wszystko na moją karierę, którą tak na prawdę sami zaczęli.
- Janet, jesteś tam? - spytał Justin, a kiedy się ocknęłam w pokoju panowała cisza, którą zagłuszał cichy szelest firanek, poruszanych przez ciepły wiaterek. Obecni patrzyli na mnie z niecierpliwością.
- To co? Spacer po plaży? - uśmiechnęłam się wyczekując ich reakcji.
- Kochanie, wstawaj.
Usłyszałam cichy szept Justina.
- Chcę jeszcze pospać. Przytul mnie. - odparłam.
Chłopak spełnił moją prośbę i mocniej objął mnie w pasie, obdarowując mnie milionem subtelnych pocałunków składanych na moim obojczyku. Przeszywał mnie przyjemny dreszcz, którego dawno nie zaznawałam.
- Skarbie, mam dla Ciebie niespodziankę.
Poczułam jak się uśmiecha, pomimo zamkniętych oczu.
- Jaką? - mruknęłam zaciekawionym, jak i zaspanym tonem.
- Otwórz oczy, to zobaczysz. - zaśmiał się cicho.
Powoli otworzyłam oczy, lecz zaraz je przymknęłam, bo światło słońca raziło mnie zbyt bardzo. W końcu zdecydowałam się na kolejną próbę. Zatrzepotałam rzęsami, próbując ustatkować spojrzenie i ujrzałam przed oczyma dłoń Justina, na której było napisane " Each love takes so long he deserves. We will last forever Janet. ♥ " (tłu. Każda miłość trwa tak długo, na ile zasługuje. Nasza będzie trwać wiecznie Janet. )
Nie mogłam uwierzyć, że na prawdę to zrobił. Wytatuował sobie tak wielkie słowa, a tuż obok nich moje imię. Zrozumiałam, że jestem dla niego na prawdę ważna, skoro był świadom tego iż, to nie zniknie. Nigdy. Tak jak nasza miłość. Poczułam się dumnie, poczułam się kochana, poczułam się lepsza od tych wszystkich ludzi, którzy są nieszczęśliwi i niekochani. Byłam tak bardzo szczęśliwa, że nie mogłam wydusić najcichszego szeptu. W gardle czułam gulę, która za każdym razem gdy chciałam cokolwiek wypowiedzieć-sprawiała mi ból.
Chłopak popatrzył na mnie smutnym spojrzeniem w stylu " Nie podoba Ci się? ", a ja pragnęłam krzyknąć na całe gardło, jak bardzo go kocham! To takie niesamowite uczucie, kiedy wiesz, że osoba która jest dla Ciebie ważniejsza niż najdroższy skarb świata, czuje dokładnie to samo co ty. Chciałam żeby wiedział co czuję, ale niestety-żadne słowy nie umiałby tego opisać.
Jeśli słowa nie chciały przejść mi przez gardło, to nie mogłam czekać bezczynnie. Spojrzałam na niego, w jego czekoladowe tęczówki, które nadal nie wiedziały jakie emocje okazać. Śmiać się, a może to powód żeby być smutnym? Moje oczy wpatrywały się w jego malinowe usta, które zaraz subtelnie musnęłam. Chłopak bez chwili wahania odwzajemnił pocałunek. Moje ciało ponownie przeszywał przyjemny dreszcz, który od tamtej pory towarzyszył mi niemalże codziennie, kiedy zatapiałam się w jego słodkich ustach. Po chwili poczułam na sobie ciężar chłopaka, który położył się na moim tułowiu, nie przerywając przyjemnego pocałunku. Jego ręka powoli wędrowała do niższych partii mojego ciała. Zatrzymała się na moich udach i w tej właśnie chwili zadzwonił telefon. Oboje nie przejęci tym wydarzeniem, nie mieliśmy zamiaru zaprzestać tak przyjemnej i kojącej chwili.
- Nie odbierzesz?
Spojrzałam na Justina, który był właśnie w trakcie krótkich pocałunków, składanych na moim brzuchu.
- Poco? - szepnął niewzruszony.
- Może to coś ważnego.
- Leżysz koło mnie, więc nie możesz dzwonić, a nie ma nic ważniejszego od Ciebie. - mruknął wkładając swoje ciepłe dłonie pod moją koszulkę.
Kolejne słowa ( nie wspomnę już o czynach ) doprowadziły mnie do wzruszenia psychicznego. Jak można być tak cudownym, idealnym człowiekiem? Nie potrafię tego zrozumieć. Czuję się z tym co raz gorzej zdając sobie za każdym razem sprawę, że ten chłopak zasługuje na coś więcej. Czuję się wtedy taka nieodpowiednia, a nawet jest mi głupio, bo przecież co JA robię takiego, że zasługuję na tak wiele? Nic.
- Justin, możesz na chwilę koło mnie usiąść? - spytałam.
Chciałam się dowiedzieć dlaczego tak jest, dlaczego właśnie mnie kocha spośród miliona kobiet.
- O co chodzi? - popatrzył na mnie czułym wzrokiem.
- Dlaczego mnie kochasz?
Chłopak zaśmiał się pod nosem i ponownie chylił usta ku moich.
- Nie! - zaprotestowałam, odpychając go od siebie, ponownie męcząc go wyczekującym wzrokiem.
- To pytanie nie ma sensu. - stwierdził przewracając oczami.
- Odpowiedz. Proszę.
- Na prawdę tak Ci na tym zależy? - zapytał, na co ja bez chwili wahania pokiwałam twierdząco głową. - Może dlatego, że rozumiesz mnie jak nikt inny? Może dlatego, że jesteś cudowną osobą, która wie o mnie więcej niż ja sam? Jesteś. To dla mnie jest najważniejsze, bo przecież nie każda dziewczyna znosiłaby moje wybryki. Prowadzisz mnie przez to ciężkie życie w chwili, kiedy ja nie mam już siły i jestem bliski załamaniu-ty ciągle jesteś. Pytanie ' dlaczego mnie kochasz? ' jest na prawdę śmieszne. Kocham Cię dlatego, że jesteś w każdym stopniu idealna, w każdym stopniu perfekcyjna, nie zależnie od tego co robisz. Kocham Twój śmiech, kocham to kiedy cieszysz się z jakiejś małej, nie mającej znaczenia w twoim życiu drobnostki spowodowanej przeze mnie. Po prostu czuję to coś, zwanym 'miłością' do Ciebie, jak do nikogo innego.
- To najpiękniejsza rzecz jaką w życiu słyszałam.
Jedna, samotna łza spłynęła tuż obok mojego szczerego uśmiechu.
- Prawda jest piękna. - dodał.
Nie czekając na więcej zbędnych słów, po prostu mocno go przytuliłam. Z całej siły, tak żeby wiedział, że ja czuję dokładnie to samo. Chłopak lekko miział mnie po plecach, a ja mierzwiąc od tyłu jego włosy, niczym małemu dziecku, wciąż go tuliłam.
Gdybym prowadziła pamiętnik, zapisałabym ten dzień jako najpiękniejszy w moim życiu. Te słowa, płynące prosto z serca, do tego te szczere spojrzenie i nieśmiały uśmiech. Kochałam to, że był właśnie taki. Nie bał się mówić o tym co czuję, był szczery. Jak to ujął ' prawda jest piękna '. Piękne słowa, wypowiedziane przez prawdziwego chłopaka, którym był właśnie Justin.
W tej chwili nawet nie możecie zdać sobie sprawy jak bardzo cieszyłam się, że to właśnie on wybrał mnie, że tak różne światy połączyły się w jeden, duży, pomimo iż nie zawsze kolorowy związek.
- Rany, Justin mam zaraz sesje! - pisnęłam i migiem wygrzebałam się z łóżka.
- Kochanie, spokojnie.
Złapał mnie w pasie, kiedy byłam bliska zrobić pierwszy krok. Posadził na swoich kolanach i delikatnie odchylając moją głowę, złożył przyjemny pocałunek na moich ustach. - Zapomniałem wspomnieć, że jesteś najpiękniejszą kobietą jaką w życiu widziałem.
Jego kąciki ust powoli podniosły się do góry i kiedy dobrze nie zdążył się uśmiechnąć, jego usta były już przyssane do moich. Smakowały tak jak zawsze. Były słodkie, miękkie, a kiedy mój język wsunął się głębiej poczułam ten subtelny smak mięty.
- Na prawdę muszę już iść.
Popatrzyłam na niego ze smutkiem w oczach, bo tak bardzo pragnęłam siedzieć mu na kolanach, złączona w ten cudowny pocałunek, cały boży dzień. Choćby usta miałby mi zdrętwieć, całowałabym dalej.
Chłopak niechętnie pozwolił mi odejść, a ja niechętnie wstałam i powolnym krokiem udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po czym obsmarowałam się balsamem do ciała. Nie czekając na to kiedy wyschnie założyłam ubrania i zrobiłam świeży makijaż. Szybko zbiegłam na dół, gdzie wszyscy byli już na nogach i zajadali się jak myślę naleśnikami.
- Smacznego. - uśmiechnęłam się do obecnych.
- Janet, siadaj z nami!
Pattie odsunęła pod stołem krzesło i ręką zaprosiła mnie do stołu.
- Przepraszam, ale nie mogę jeść przed sesją. - zmarszczyłam nos w przepraszającym uśmiechu.
- Dziecko, musisz jeść. - zmierzyła mnie wzrokiem.
- Mamo, przestań. - upomniał ją Justin, klepiąc miejsce koło siebie. Przysiadłam się do stołu i nalałam sobie pomarańczowego soku.
- Dobrze! Teraz ręka do góry!
Jesteśmy na jednym z najwyższych wieżowców w LA, gdzie widok jest na prawdę niesamowity. Słońce wysoko świecie, wieje ciepły wiaterek, który subtelnie pieści moje włosy, a przede mną kilka reflektorów, srebrnych obręczy i najważniejsza osoba - David LaChapelle, który jest jednym z najlepszych fotografów na świecie. Każde jego słowo, uważam za genialną radę. I wszystko było by świetnie, można by rzec, genialnie, gdyby nie jedna osoba-Jessie. Co chwila słyszałam jej piskliwy głos, który miał mnie motywować, a niestety... nie robił tego.
- Przerwa! - krzyknął David.
Ostrożnie zeszłam z ogromnego tarasu, starając się nie nadepnąć na długą sukienkę, ogromnymi szpilkami, które miały może z 30 centymetrów.
- Możesz mi powiedzieć co to za dziewczyna?
Kate wzięła głęboki oddech i ze zdenerwowaniem patrzyła na podrywającą chłopców z ekipi Jessie. Miałam ochotę skłamać i powiedzieć " pierwszy raz na oczy widzę tę dziewczynę ", ale kolejny raz zdecydowałam się na wyznanie bolącej prawdy.
- To moja... - przełknęłam ślinę. - przyjaciółka. - dodałam z obrzydzeniem.
Czy można mi się dziwić? Dziewczyna pomimo obietnicy, od samego przyjazdu rzuca się na wszystkich i na wszystko z dziczą ciekawością, a do tego wykorzystuje miłość, ślepego Christiana, którego w tej chwili było mi na prawe żal.
- Mogłabyś z nią pogadać? David zaczął się denerwować, że ktoś mu psuje - jak to ujęła w cudzysłowu - dobrą energię.
- Jasne. - odparłam.
Przy pomocy paru dziewcząt podeszłam do Jessie ( uwierzcie, że sukienka nie należała do najwygodniejszych )
- Jessie. - zaczęłam.
Dziewczyna popatrzyła na mnie od niechcenia i czekała na to co powiem.
- Mogłabyś się streszczać? - jęknęła poprawiając kosmyk włosów.
- Tak, jasne. - uśmiechnęłam się wesoło. - Wypierdalaj stąd.
Uniosłam swoje barki w radosnym uśmiechu i wróciłam na swoje miejsce.
Resztę sesji minęło spokojnie i zupełnie odwrotnie niż piętnaście minut temu.
- Pięknie!
David poklaskał wesoło w dłonie, czym dał mi znać, że to już koniec.
Powolnym krokiem udałam się do garderoby, gdzie szybko założyłam wygodny zestaw.
- Janet, czekaj!
LaChapelle szybko do mnie podbiegł kiedy wyszłam z przebieralni.
- O co chodzi?
- Nie myślałaś przypadkiem o zmianach w swoim życiu? - spytał poruszając zabawnie brwiami.
- David, ale ja kocham Justina. - poniosłam wzrok ku chmur, na co on głośno się roześmiał.
- Nie rozśmieszaj mnie dziewczyno.
Lekko puknął moje ramie i z nieznikającym, gejowskim uśmiechem ( mogę przysiąc, że właśnie nim był ) ciągnął dalej:
- Chodziło mi bardziej o życie zawodowe. Z Kate nie będziesz nigdy na samym szczycie, ona jest już zbyt stara na znajomości z trudno dostępnymi artystami. Czy na prawdę myślisz, że jest zdolna poświęcić cały swój wolny czas na to, żeby być na każde Twoje zawołanie? Chyba nie.
Popatrzył na mnie zasmuconym wzrokiem, wciąż trzymając dłoń na moim ramieniu.
- Kate jest w porządku! - zbulwersowałam się. - To właśnie dzięki niej jestem rozpoznawana, a mój harmonogram jest przepełniony!
- Mówisz? Więc kiedy masz kolejną sesje, pokazy, reklamy?
Związał ręce na piersi i patrzył na mnie z wyższością. Jego pytanie dało mi do zrozumienia, że tak na prawdę wcale nie jestem wiecznie zajętą osobą, a popularność zdobyłam dzięki Justinowi. Zrobiło mi się głupio.
- Przecież jej tak nie zostawię.
Odparłam jak gdyby było to czymś oczywistym.
- Martwisz się bardziej uczuciami kobiety, która tak na prawdę pomogła wejść Ci tylko po schodach do sławy, a resztę zrobiłaś sama? Janet, jesteś na prawdę świetną modelką i nie warto marnować tego tylko przez to, że zależy Ci na czyiś uczuciach. Zacznij martwić się o siebie, bo na górze nie będziesz wiecznie. Czasami trzeba kogoś skrzywdzić dla swojego dobra, takie są reguły tego pieprzonego show-biznesu. Pomyśl o tym...
Zakończył swoją przemowę, wkładając mi do dłoni, małą szorstką karteczkę, po czym szybko odszedł.
Rozbawiona zgniotłam papierek i wrzuciłam go na dno torebki.
- Jedziemy?
Krzyknęła Kate stojąc obok samochodu, a ja byłam już w drodze ku niej.
- Jak było ?
Spytał Justin jednocześnie oglądając jakiś serial na laptopie.
- To zależy o którą część pytasz. - zaśmiałam się na myśl miny Jessie, którą wyprowadzali ochroniarze.
- Co się tam stało? - spytał przerażony chłopak, na co ja obojętnie wzruszyła ramionami, kładąc się koło niego.
- Gdzie ekipa?
Zapytałam mając na myśli dzieciaki i resztę rodziny.
- Pojechali do Disneylandu.
Chłopak popatrzył na mnie z zadziornością i ostrożnie odkładając laptopa, przysunął się bliżej mnie.
- Nie będzie ich cały dzień. - dodał. - To co? Pobawimy się? - zamruczał miziając nosem mój różowy policzek.
- Przestań !
Zaśmiałam się kładąc swoją dłoń na jego piersi dając mu do zrozumienia, że nie mam na to ochoty.
- Jesteś pewna?
Poruszał zabawnie brwiami i w tej samej chwili zadzwonił telefon Justina, który leżał koło mojej nogi. Na wyświetlaczu Carly Rae Jepsen. Wzięłam telefon do ręki i przyglądałam się ekranowi, aż przypomniałam sobie, że Justin pomaga jej w rozbudowie kariery.
- Oddaj to!
Justin wyciągnął rękę, lecz ja nie posłuszna jego prośbie nacisnęłam głośno mówiący...
- Justin, trasa zaczyna się 30 czerwca, tak?
Zbladłam.
____________________________________
Cześć laski! <3
Przyznam się Wam, że jeszcze nigdy w życiu nie pisałam tak długiego rozdziału. :D
Mam nadzieję, że się Wam podobał i zasłużyłam na dużą ilość komentarzy, sami rozumiecie jak jest to dla mnie ważne, bo wiem, że moja praca nie idzie na marne.
Dzięki za wsparcie, do napisania! :)
Gdy wróciliśmy do domu wszystko było takie samo. No.. Może poza kuchnią, w której jak zawsze przebywała Pattie. Roiło się tam od masy garnków, napełnionych po brzegi, jak i z czystym dnem.
- Dobrze, że jesteście, bo Jeremy zaraz będzie!
Subtelnie podskoczyła a w jej oczach widoczne było zadowolenie. Głupi widziałby, że kobieta nadal czuje coś do ojca swojego syna, z którym tak dawno się rozstała.
Bez słowa udałam się na górę i wskoczyłam do łazienki, odkręcając metalowy uchwyt prysznica. Głośne strumienie wody obijały się o powierzchnię podłogi, a gorąca para w sekundzie wypełniła pomieszczenie. Powoli zdjęłam swoje ubrania i stojąc przed ogromnym, lekko już zaparowanym lustrem-przyglądałam się swojej nagiej sylwetce. Lubiłam swoje odbicie. Lubiłam patrzeń na każdą, dobrze mi znaną część swojego ciała. Po paru chwilach weszłam do kabiny i rozkoszując się gorącem kojącej wody, odchyliłam głowę, a ciepłe kropelki subtelnie gilgotały mnie po szyi. Chwilę stałam w takiej ciszy i nie zagłębiając się w moich durnych rozmyśleniach, złapałam za płyn do kąpieli o zapachu pomarańczy, delikatnie wcierając go w ciało. Spłukałam zapienioną sylwetkę i łapiąc za wcześniej przygotowany ręcznik, starannie się nim owinęłam. Powoli otworzyłam drzwi łazienki, z których para tryskała niczym dobrze rozgrzanej sauny. Na progu łóżka siedział Justin, tuż obok mojej starej, lecz jednej z ulubionej części garderoby.
- Bardzo ją lubię. Założysz? -
Spytał spokojnie wymieniając wzrok między mną, a sukienką. Na mojej twarzy zagościł uśmiech i bez zastanowienie pokiwałam twierdząco głową. Puściłam skrawek ręcznika, co spowodował, że nie owijał już mojej sylwetki. Chłopak wpatrzył się w moje nagie ciało, a jego dolna warga była zagryziona, przez górną.
- Zachowujesz się jakbyś widział mnie pierwszy raz nagą. - stwierdziłam.
Chłopak jakby nie obecny, nie zwrócił uwagi na to co powiedziałam. Patrzył dalej. Trochę zażenowana myślą, że mojemu chłopakowi chodzi tylko o jedno, wzięłam sukienkę i powoli przerażona jego zachowaniem założyłam na siebie.
Na twarzy chłopaka powoli gościł uśmiech. Ja również się uśmiechnęłam. Justin szybko do mnie podszedł i objął w pasie patrząc na mnie z widocznymi iskierkami w oczach. Mój wzrok wtopił się w jego malinowe usta, które w tej chwili chyliły się ku mnie.
- Justin! - pisnęła radośnie mała istotka stojąca w progu drzwi.
- Jasmin!
Justin zostawiając mnie, szybko ukucnął przed małą dziewczynką i przytulił ją z całej siły. Widać, że bardzo się stęsknił. Z wzajemnością. Stali w uścisku długi czas, aż w końcu do pokoju wbiegł mały Jaxon. Chłopak wciąż milcząc objął go drugim ramieniem i wzruszony przymknął oczy rozkoszując się chwilą.
- To jest Janet. - przedstawił mnie dzieciom, jednocześnie całując w policzek.
- Cześć. - uśmiechnęłam się przyjaźnie stając na przeciwko dzieci. One dokładnie zmierzyły mnie wzrokiem i już po chwili kurczowo trzymały moje dłonie, podczas schodzenia ze schodów. W dużym pokoju stały bagaże, najprawdopodobniej gości. Justin jako pierwszy wszedł do kuchni, gdzie już od progu powitał go jego tata. Mężczyźni, jak to mężczyźni-męski uścisk.
- Wyrosłeś młody. - stwierdził ojciec, zabierając czapkę synowi.
- Chciałem Ci kogoś przedstawić. - Justin popatrzył w moją stronę, uśmiechając się z wyższością i dumą.
- Cóż to za ślicznotka. - Jeremy podbiegł do mnie wystawiając dłoń. Ostrożnie położyłam Jasmin na podłodze i uścisnęłam jego szorstką rękę.
- Dzień dobry. - przywitałam się z pogodnym uśmiechem. - Janet. - dodałam.
- Jeremy. - odparł radośnie.
- Siadajmy! - oznajmiła Pattie, kładąc na stole talerz z krewetkami.
Wszyscy więc zasiedliśmy do stołu. Jeremy zaczął opowiadać bezsensowne, aczkolwiek śmieszne kawały, doprowadzając obecnych do płaczu. Piątka zajadała się pysznościami, ugotowanymi przez Pattie, lecz tylko ja siedziałam przy stole, przyglądając się kolorowym zastawą, na które miałam ochotę, lecz nie mogłam sobie pozwolić na zbyt dużo, zwłaszcza, że w ostatnich dniach z punktu widzenia profesjonalnej modeliki-'zaszalałam'. Przyglądałam się otoczeniu, co chwili upijając łyk wody.
Wszyscy wydawali się tacy szczęśliwi, radośni, jak prawdziwa rodzina. Trochę nieobecna, zatracająca się w swoich myślach, patrzyłam na nich wszystkich z nieświadomą zazdrością. Wiedziałam, że u mnie w domu nie jest i nigdy już nie będzie to możliwe. Sytuacja w Nowym Jorku z dnia na dzień zmieniała barwy. Z dnia na dzień, było co raz gorzej. Rodzice kłócili się co raz częściej, a najgorsze jest to, że wyżywali się na biednej Sally, która próbując ich zrozumieć, po prostu się poddawała i bezwładnie czekała na 'ciche dni'. Pomimo iż za często nie było mnie w domu, ja również byłam 'wszystkiemu winna' - jak to określali moi rodzice. Zwalali wszystko na moją karierę, którą tak na prawdę sami zaczęli.
- Janet, jesteś tam? - spytał Justin, a kiedy się ocknęłam w pokoju panowała cisza, którą zagłuszał cichy szelest firanek, poruszanych przez ciepły wiaterek. Obecni patrzyli na mnie z niecierpliwością.
- To co? Spacer po plaży? - uśmiechnęłam się wyczekując ich reakcji.
- Kochanie, wstawaj.
Usłyszałam cichy szept Justina.
- Chcę jeszcze pospać. Przytul mnie. - odparłam.
Chłopak spełnił moją prośbę i mocniej objął mnie w pasie, obdarowując mnie milionem subtelnych pocałunków składanych na moim obojczyku. Przeszywał mnie przyjemny dreszcz, którego dawno nie zaznawałam.
- Skarbie, mam dla Ciebie niespodziankę.
Poczułam jak się uśmiecha, pomimo zamkniętych oczu.
- Jaką? - mruknęłam zaciekawionym, jak i zaspanym tonem.
- Otwórz oczy, to zobaczysz. - zaśmiał się cicho.
Powoli otworzyłam oczy, lecz zaraz je przymknęłam, bo światło słońca raziło mnie zbyt bardzo. W końcu zdecydowałam się na kolejną próbę. Zatrzepotałam rzęsami, próbując ustatkować spojrzenie i ujrzałam przed oczyma dłoń Justina, na której było napisane " Each love takes so long he deserves. We will last forever Janet. ♥ " (tłu. Każda miłość trwa tak długo, na ile zasługuje. Nasza będzie trwać wiecznie Janet. )
Nie mogłam uwierzyć, że na prawdę to zrobił. Wytatuował sobie tak wielkie słowa, a tuż obok nich moje imię. Zrozumiałam, że jestem dla niego na prawdę ważna, skoro był świadom tego iż, to nie zniknie. Nigdy. Tak jak nasza miłość. Poczułam się dumnie, poczułam się kochana, poczułam się lepsza od tych wszystkich ludzi, którzy są nieszczęśliwi i niekochani. Byłam tak bardzo szczęśliwa, że nie mogłam wydusić najcichszego szeptu. W gardle czułam gulę, która za każdym razem gdy chciałam cokolwiek wypowiedzieć-sprawiała mi ból.
Chłopak popatrzył na mnie smutnym spojrzeniem w stylu " Nie podoba Ci się? ", a ja pragnęłam krzyknąć na całe gardło, jak bardzo go kocham! To takie niesamowite uczucie, kiedy wiesz, że osoba która jest dla Ciebie ważniejsza niż najdroższy skarb świata, czuje dokładnie to samo co ty. Chciałam żeby wiedział co czuję, ale niestety-żadne słowy nie umiałby tego opisać.
Jeśli słowa nie chciały przejść mi przez gardło, to nie mogłam czekać bezczynnie. Spojrzałam na niego, w jego czekoladowe tęczówki, które nadal nie wiedziały jakie emocje okazać. Śmiać się, a może to powód żeby być smutnym? Moje oczy wpatrywały się w jego malinowe usta, które zaraz subtelnie musnęłam. Chłopak bez chwili wahania odwzajemnił pocałunek. Moje ciało ponownie przeszywał przyjemny dreszcz, który od tamtej pory towarzyszył mi niemalże codziennie, kiedy zatapiałam się w jego słodkich ustach. Po chwili poczułam na sobie ciężar chłopaka, który położył się na moim tułowiu, nie przerywając przyjemnego pocałunku. Jego ręka powoli wędrowała do niższych partii mojego ciała. Zatrzymała się na moich udach i w tej właśnie chwili zadzwonił telefon. Oboje nie przejęci tym wydarzeniem, nie mieliśmy zamiaru zaprzestać tak przyjemnej i kojącej chwili.
- Nie odbierzesz?
Spojrzałam na Justina, który był właśnie w trakcie krótkich pocałunków, składanych na moim brzuchu.
- Poco? - szepnął niewzruszony.
- Może to coś ważnego.
- Leżysz koło mnie, więc nie możesz dzwonić, a nie ma nic ważniejszego od Ciebie. - mruknął wkładając swoje ciepłe dłonie pod moją koszulkę.
Kolejne słowa ( nie wspomnę już o czynach ) doprowadziły mnie do wzruszenia psychicznego. Jak można być tak cudownym, idealnym człowiekiem? Nie potrafię tego zrozumieć. Czuję się z tym co raz gorzej zdając sobie za każdym razem sprawę, że ten chłopak zasługuje na coś więcej. Czuję się wtedy taka nieodpowiednia, a nawet jest mi głupio, bo przecież co JA robię takiego, że zasługuję na tak wiele? Nic.
- Justin, możesz na chwilę koło mnie usiąść? - spytałam.
Chciałam się dowiedzieć dlaczego tak jest, dlaczego właśnie mnie kocha spośród miliona kobiet.
- O co chodzi? - popatrzył na mnie czułym wzrokiem.
- Dlaczego mnie kochasz?
Chłopak zaśmiał się pod nosem i ponownie chylił usta ku moich.
- Nie! - zaprotestowałam, odpychając go od siebie, ponownie męcząc go wyczekującym wzrokiem.
- To pytanie nie ma sensu. - stwierdził przewracając oczami.
- Odpowiedz. Proszę.
- Na prawdę tak Ci na tym zależy? - zapytał, na co ja bez chwili wahania pokiwałam twierdząco głową. - Może dlatego, że rozumiesz mnie jak nikt inny? Może dlatego, że jesteś cudowną osobą, która wie o mnie więcej niż ja sam? Jesteś. To dla mnie jest najważniejsze, bo przecież nie każda dziewczyna znosiłaby moje wybryki. Prowadzisz mnie przez to ciężkie życie w chwili, kiedy ja nie mam już siły i jestem bliski załamaniu-ty ciągle jesteś. Pytanie ' dlaczego mnie kochasz? ' jest na prawdę śmieszne. Kocham Cię dlatego, że jesteś w każdym stopniu idealna, w każdym stopniu perfekcyjna, nie zależnie od tego co robisz. Kocham Twój śmiech, kocham to kiedy cieszysz się z jakiejś małej, nie mającej znaczenia w twoim życiu drobnostki spowodowanej przeze mnie. Po prostu czuję to coś, zwanym 'miłością' do Ciebie, jak do nikogo innego.
- To najpiękniejsza rzecz jaką w życiu słyszałam.
Jedna, samotna łza spłynęła tuż obok mojego szczerego uśmiechu.
- Prawda jest piękna. - dodał.
Nie czekając na więcej zbędnych słów, po prostu mocno go przytuliłam. Z całej siły, tak żeby wiedział, że ja czuję dokładnie to samo. Chłopak lekko miział mnie po plecach, a ja mierzwiąc od tyłu jego włosy, niczym małemu dziecku, wciąż go tuliłam.
Gdybym prowadziła pamiętnik, zapisałabym ten dzień jako najpiękniejszy w moim życiu. Te słowa, płynące prosto z serca, do tego te szczere spojrzenie i nieśmiały uśmiech. Kochałam to, że był właśnie taki. Nie bał się mówić o tym co czuję, był szczery. Jak to ujął ' prawda jest piękna '. Piękne słowa, wypowiedziane przez prawdziwego chłopaka, którym był właśnie Justin.
W tej chwili nawet nie możecie zdać sobie sprawy jak bardzo cieszyłam się, że to właśnie on wybrał mnie, że tak różne światy połączyły się w jeden, duży, pomimo iż nie zawsze kolorowy związek.
- Rany, Justin mam zaraz sesje! - pisnęłam i migiem wygrzebałam się z łóżka.
- Kochanie, spokojnie.
Złapał mnie w pasie, kiedy byłam bliska zrobić pierwszy krok. Posadził na swoich kolanach i delikatnie odchylając moją głowę, złożył przyjemny pocałunek na moich ustach. - Zapomniałem wspomnieć, że jesteś najpiękniejszą kobietą jaką w życiu widziałem.
Jego kąciki ust powoli podniosły się do góry i kiedy dobrze nie zdążył się uśmiechnąć, jego usta były już przyssane do moich. Smakowały tak jak zawsze. Były słodkie, miękkie, a kiedy mój język wsunął się głębiej poczułam ten subtelny smak mięty.
- Na prawdę muszę już iść.
Popatrzyłam na niego ze smutkiem w oczach, bo tak bardzo pragnęłam siedzieć mu na kolanach, złączona w ten cudowny pocałunek, cały boży dzień. Choćby usta miałby mi zdrętwieć, całowałabym dalej.
Chłopak niechętnie pozwolił mi odejść, a ja niechętnie wstałam i powolnym krokiem udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po czym obsmarowałam się balsamem do ciała. Nie czekając na to kiedy wyschnie założyłam ubrania i zrobiłam świeży makijaż. Szybko zbiegłam na dół, gdzie wszyscy byli już na nogach i zajadali się jak myślę naleśnikami.
- Smacznego. - uśmiechnęłam się do obecnych.
- Janet, siadaj z nami!
Pattie odsunęła pod stołem krzesło i ręką zaprosiła mnie do stołu.
- Przepraszam, ale nie mogę jeść przed sesją. - zmarszczyłam nos w przepraszającym uśmiechu.
- Dziecko, musisz jeść. - zmierzyła mnie wzrokiem.
- Mamo, przestań. - upomniał ją Justin, klepiąc miejsce koło siebie. Przysiadłam się do stołu i nalałam sobie pomarańczowego soku.
- Dobrze! Teraz ręka do góry!
Jesteśmy na jednym z najwyższych wieżowców w LA, gdzie widok jest na prawdę niesamowity. Słońce wysoko świecie, wieje ciepły wiaterek, który subtelnie pieści moje włosy, a przede mną kilka reflektorów, srebrnych obręczy i najważniejsza osoba - David LaChapelle, który jest jednym z najlepszych fotografów na świecie. Każde jego słowo, uważam za genialną radę. I wszystko było by świetnie, można by rzec, genialnie, gdyby nie jedna osoba-Jessie. Co chwila słyszałam jej piskliwy głos, który miał mnie motywować, a niestety... nie robił tego.
- Przerwa! - krzyknął David.
Ostrożnie zeszłam z ogromnego tarasu, starając się nie nadepnąć na długą sukienkę, ogromnymi szpilkami, które miały może z 30 centymetrów.
- Możesz mi powiedzieć co to za dziewczyna?
Kate wzięła głęboki oddech i ze zdenerwowaniem patrzyła na podrywającą chłopców z ekipi Jessie. Miałam ochotę skłamać i powiedzieć " pierwszy raz na oczy widzę tę dziewczynę ", ale kolejny raz zdecydowałam się na wyznanie bolącej prawdy.
- To moja... - przełknęłam ślinę. - przyjaciółka. - dodałam z obrzydzeniem.
Czy można mi się dziwić? Dziewczyna pomimo obietnicy, od samego przyjazdu rzuca się na wszystkich i na wszystko z dziczą ciekawością, a do tego wykorzystuje miłość, ślepego Christiana, którego w tej chwili było mi na prawe żal.
- Mogłabyś z nią pogadać? David zaczął się denerwować, że ktoś mu psuje - jak to ujęła w cudzysłowu - dobrą energię.
- Jasne. - odparłam.
Przy pomocy paru dziewcząt podeszłam do Jessie ( uwierzcie, że sukienka nie należała do najwygodniejszych )
- Jessie. - zaczęłam.
Dziewczyna popatrzyła na mnie od niechcenia i czekała na to co powiem.
- Mogłabyś się streszczać? - jęknęła poprawiając kosmyk włosów.
- Tak, jasne. - uśmiechnęłam się wesoło. - Wypierdalaj stąd.
Uniosłam swoje barki w radosnym uśmiechu i wróciłam na swoje miejsce.
Resztę sesji minęło spokojnie i zupełnie odwrotnie niż piętnaście minut temu.
- Pięknie!
David poklaskał wesoło w dłonie, czym dał mi znać, że to już koniec.
Powolnym krokiem udałam się do garderoby, gdzie szybko założyłam wygodny zestaw.
- Janet, czekaj!
LaChapelle szybko do mnie podbiegł kiedy wyszłam z przebieralni.
- O co chodzi?
- Nie myślałaś przypadkiem o zmianach w swoim życiu? - spytał poruszając zabawnie brwiami.
- David, ale ja kocham Justina. - poniosłam wzrok ku chmur, na co on głośno się roześmiał.
- Nie rozśmieszaj mnie dziewczyno.
Lekko puknął moje ramie i z nieznikającym, gejowskim uśmiechem ( mogę przysiąc, że właśnie nim był ) ciągnął dalej:
- Chodziło mi bardziej o życie zawodowe. Z Kate nie będziesz nigdy na samym szczycie, ona jest już zbyt stara na znajomości z trudno dostępnymi artystami. Czy na prawdę myślisz, że jest zdolna poświęcić cały swój wolny czas na to, żeby być na każde Twoje zawołanie? Chyba nie.
Popatrzył na mnie zasmuconym wzrokiem, wciąż trzymając dłoń na moim ramieniu.
- Kate jest w porządku! - zbulwersowałam się. - To właśnie dzięki niej jestem rozpoznawana, a mój harmonogram jest przepełniony!
- Mówisz? Więc kiedy masz kolejną sesje, pokazy, reklamy?
Związał ręce na piersi i patrzył na mnie z wyższością. Jego pytanie dało mi do zrozumienia, że tak na prawdę wcale nie jestem wiecznie zajętą osobą, a popularność zdobyłam dzięki Justinowi. Zrobiło mi się głupio.
- Przecież jej tak nie zostawię.
Odparłam jak gdyby było to czymś oczywistym.
- Martwisz się bardziej uczuciami kobiety, która tak na prawdę pomogła wejść Ci tylko po schodach do sławy, a resztę zrobiłaś sama? Janet, jesteś na prawdę świetną modelką i nie warto marnować tego tylko przez to, że zależy Ci na czyiś uczuciach. Zacznij martwić się o siebie, bo na górze nie będziesz wiecznie. Czasami trzeba kogoś skrzywdzić dla swojego dobra, takie są reguły tego pieprzonego show-biznesu. Pomyśl o tym...
Zakończył swoją przemowę, wkładając mi do dłoni, małą szorstką karteczkę, po czym szybko odszedł.
Rozbawiona zgniotłam papierek i wrzuciłam go na dno torebki.
- Jedziemy?
Krzyknęła Kate stojąc obok samochodu, a ja byłam już w drodze ku niej.
- Jak było ?
Spytał Justin jednocześnie oglądając jakiś serial na laptopie.
- To zależy o którą część pytasz. - zaśmiałam się na myśl miny Jessie, którą wyprowadzali ochroniarze.
- Co się tam stało? - spytał przerażony chłopak, na co ja obojętnie wzruszyła ramionami, kładąc się koło niego.
- Gdzie ekipa?
Zapytałam mając na myśli dzieciaki i resztę rodziny.
- Pojechali do Disneylandu.
Chłopak popatrzył na mnie z zadziornością i ostrożnie odkładając laptopa, przysunął się bliżej mnie.
- Nie będzie ich cały dzień. - dodał. - To co? Pobawimy się? - zamruczał miziając nosem mój różowy policzek.
- Przestań !
Zaśmiałam się kładąc swoją dłoń na jego piersi dając mu do zrozumienia, że nie mam na to ochoty.
- Jesteś pewna?
Poruszał zabawnie brwiami i w tej samej chwili zadzwonił telefon Justina, który leżał koło mojej nogi. Na wyświetlaczu Carly Rae Jepsen. Wzięłam telefon do ręki i przyglądałam się ekranowi, aż przypomniałam sobie, że Justin pomaga jej w rozbudowie kariery.
- Oddaj to!
Justin wyciągnął rękę, lecz ja nie posłuszna jego prośbie nacisnęłam głośno mówiący...
- Justin, trasa zaczyna się 30 czerwca, tak?
Zbladłam.
____________________________________
Cześć laski! <3
Przyznam się Wam, że jeszcze nigdy w życiu nie pisałam tak długiego rozdziału. :D
Mam nadzieję, że się Wam podobał i zasłużyłam na dużą ilość komentarzy, sami rozumiecie jak jest to dla mnie ważne, bo wiem, że moja praca nie idzie na marne.
Dzięki za wsparcie, do napisania! :)
Tagi:
31
- Kotku, przepraszam. - westchnął. - Nie chcę żebyśmy się kłócili. - dodał.
- Więc nie rób nic, co mogło by to spowodować.
- Dobrze. Nie będę, zrobię wszystko co będziesz chciała. - wplótł swoją dłoń w moją, patrząc szczerym spojrzeniem w moje oczy.
- W takim razie przeproś Pattie. - wzruszyłam ramionami.
- Nie mam za co! - burknął.
- Justin. - warknęłam wymownie.
- Dobrze, już idę. Ale obiecaj, że potem pójdziemy gdzieś razem. - uśmiechnął się zadziornie.
- To będzie zależało od tego jak bardzo będziesz się starał. - prychnęłam śmiechem, a on obrzucił mnie złowrogim wzrokiem.
Justin jako pierwszy wyszedł z pokoju, a tuż za nim podążałam ja.
- Mamo... - zaczął patrząc w oczy kobiecie. - Przepraszam Cię za moje zachowanie. Jest mi naprawdę wstyd... - wtopił wzrok w podłogę.
Pattie spojrzała na mnie wdzięcznym wzrokiem i uśmiechając się do chłopaka, mocno go do siebie przytuliła.
- Synku, ja po prostu chcę dla Ciebie jak najlepiej. - szepnęła mu do ucha.
- Wiem. - odparł wciąż tuląc się do niej.
- No dobrze, zjecie coś? - spytała po chwili Pattie.
- Ale my właśnie...
- Jasne. - przerwałam Justinowi, słodko uśmiechając się do kobiety.
- Ale kotku... - mruknął mi do ucha, kiedy mama Justin wyjmowała coś z lodówki.
- Kochanie, pójdziemy gdzieś jutro z Twoim tatą, dobrze? Obiecuję, że nie będziesz żałował. - odparłam z zadziornym uśmiechem, na co chłopak seksownie zagryzł wargę i położył dłoń na moich pośladkach, delikatnie je ściskając.
- Siadajmy! - oznajmiła wesoło Pattie.
W trójkę usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy zajadać się pysznościami, które przygotowała Patt.
- To było na prawdę pyszne. - westchnęłam opierając się o oparcie krzesła, jednocześnie masując swój brzuch.
- Zgadzam się. - dodał Justin.
- Cieszę się, że Wam smakowało. - Pattie uśmiechnęła się dumnie.
Kiedy wszystko posprzątaliśmy i Justin pogrążył się w rozmowie z Chrisem, który wpadł wieczorem, ja udałam się do łazienki i wzięłam prysznic. Gorąca woda koiła każdy milimetr mojego ciała. Skuliłam się w kącie i oparłam głowę o rumiane kafelki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to początek nowego rozdziału w moim życiu, pod tytułem " Nowe, lepsze, inne. " Byłam pewna, że właśnie tak będzie. Najgorsze już za mną, a lepsze w trakcie i w przyszłości, bo wszystko co było... Po prostu nie wróci.
Po paru minutach rozmyśleń, wstałam i nałożyłam na siebie cytrynowy żel, po czym umyłam włosy moim ulubionym kokosowym szamponem. Dokładnie się wytarłam i siadając na brzegu wanny nałożyłam na siebie czekoladowo-waniliowy balsam. Do pokoju wyszłam w kaszmirowym szlafroku, gdzie na środku łóżka leżał Justin, bez koszulki, zawzięcie pisząc na klawiaturze laptopa.
- Co robisz? - spytałam.
- Piszę z fanami. - odparł nie odrywając wzroku od ekranu.
- Dawno tego nie robiłeś. - stwierdziłam, siadając na łóżku.
- Wiem. - potwierdził. - Może do mnie dołączysz? - zaproponował patrząc na mnie.
- Wydaje mi się, że to nie najlepszy pomysł, bo Twoje fanki nie byłyby mną zachwycone. - wzruszyłam ramionami zakładając na siebie bokserkę, a chwilę potem krótkie spodenki do spania.
- Nie przesadzaj. Wiesz ile dostaje tweetów, że do siebie pasujemy?
- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? - spytałam niepewnie.
- Jasne. - uśmiechnął się uroczo.
Zaufałam mu i powolnym krokiem zmierzałam ku Justinowi. Usiadłam na łóżku i już po chwili siedziałam koło Biebsa. Pomachałam do kamerki i wtedy wszystkie osoby, obecne na czasie zaniemówiły. Nikt nic nie pisał, tylko uważnie patrzył w ekran. Wiedziałam, że muszę zrobić coś, aby mnie zaakceptowali. Ułożyłam dłonie w kształcie serduszka i przyłożyłam do oczu, śmiejąc się nie pewnie. Po chwili wszyscy jakby odetchnęli i odmachali mi radośnie.
MegiStar - Janet! Kocham Cię!
Oli6 - Wspaniale, że jesteś!
Obudziłam się o godzinie 10. Przekręciłam się na drugą stronę i ku mojemu zdziwieniu, nie ujrzałam obok siebie Justina. Złapałam za notebook'a i napisałam krótkiego tweeta:
@janetsmart Dzień dobry! :)
Weszłam na pierwszą, lepszą stronę plotkarską, gdzie dosłownie roiło się od zdjęć z wczorajszego czatu.
Niechętnie wstałam z łóżka i powędrowałam do garderoby Justina, gdzie znajdowała się również moje ubrania. Wybrałam zestaw i szybko się w niego ubrałam. Umyłam się, umalowałam i prysnęłam się kilka razy moimi ulubionymi perfumami. Ostrożnie zeszłam ze schodów i ujrzałam Justina, który zacięcie gra z Christianem na playstation.
- Cześć dzieciaki. - przywitałam się, mierzwiąc ich włosy.
- Jakie dzieciaki. - oburzył się Christian.
- Właśnie. - dołączył się Justin, mniej entuzjastycznym tonem nie odrywając wzroku od ekranu telewizora.
- Gdzie Pattie? - spytałam siadając koło Justina.
- Poszła na zakupy, bo dziś przyjeżdża tata i dzieciaki. - odparł Justin, jednocześnie przybijając piątkę Christianowi. - Janet, od rana Kate próbuję się z tobą skontaktować, twój telefon leży... - zaciął się zagryzając wargę, bo jak to ujął ' zabijają go ' - leży...
- No gdzie?! - krzyknęłam zniecierpliwiona.
- Na.... na... Nieeeeeee! - krzyknął, a na ekranie telewizora pojawił się napis ' GAME OVER '
- Justin, nie wkurwiaj mnie. - warknęłam, łapiąc go za brodę, aby popatrzył mi w oczy. On wykorzystując sytuację, głupio się uśmiechnął i szybko przybliżając się w moją stronę, pocałował w usta.
- Na stole. - odparł słodkim głosem.
Zrezygnowanie popatrzyłam na blat, gdzie leżał mój iPod. Szybko wzięłam go do ręki i zauważyłam 80 nieodebranych połączeń od mojej menadżerki. Migiem wybrałam jej numer i zadzwoniłam.
- Dziewczyno! Czy ty chcesz doprowadzić do zawału serca?! - warczała do słuchawki. - Myślałam, że coś się stało!
- Nic się nie stało, spokojnie. O co chodzi? - spytałam.
- Przypadkowo spotkałam się dzisiaj z Davidem LaChapelle i zaproponował Ci sesję zdjęciową do Vogue.
- Oczywiście się zgodziłaś? - zapytałam wyczekując jej odpowiedzi.
- Jasne, że tak!
- Świetnie! - ucieszyłam się.
- Przyjadę po Ciebie jutro o 15. - dodała i rozłączyła się.
- Coś się stało? - spytał Justin zajadając się chipsami.
- Nic poważnego, mam jutro sesje. - odparłam najzwyczajniej w świecie i usiadłam mu na kolanach.
- Ej, Janet... - zaczął niepewnie Chris. - Bo moja dziewczyna...
- Dziewczyna?! - wydusił Justin.
- Dziewczyna?! - poprawiłam go.
- Czy jest coś w tym dziwnego? - spytał zażenowany.
Oboje popatrzyliśmy na siebie i wciąż zdziwieni wzruszyliśmy ramionami.
- Chodzi o to, że nigdy nie miałeś dziewczyny na stałe. Byłeś taki niedostępny i w ogóle, więc chyba mamy prawo być zdziwieni. - rzekł Biebes.
- Ma na imię Jessie i poprosiła mnie, żebym zapytał się Was, czy może tu wpaść. - zagryzł sztywno wargę.
- Jasne, że tak. - roześmiałam się.
- To dobrze, bo zaraz tu będzie. - odetchnął.
- CO?! - pisnęliśmy oboje.
- Sami powiedzieliście, że może przyjść! - zbulwersował się blondyn.
- No tak, ale nie mówiłeś, że przyjdzie dzisiaj, zaraz!
Rozległ się hałas dzwonka.
- Jest! - pisnął podekscytowanie Beadles, podbiegając do monitoringu, który przedstawiał osobę, znajdującą się przy furtce. Dziewczyna była nie za wysoka, o smukłej sylwetce. Czarne włosy i tego samego koloru oczy, ubrana była w krótkie spodenki, koloru wiśni i niebieską bokserkę. Christian bez zastanowienie wybiegł przed dom i o mało co nie przewracając się o wąż, z którego korzystali ogrodnicy podbiegł do dziewczyny. Mocno ją do siebie przytulił, a ona z widoczną niechęcią, odwzajemniła gest. Po chwili Justin objął mnie od tyłu, a dziewczyna już galopowała prosto na nas.
- Uciekamy? - spytał rozbawiony.
- Bardzo bym chciała. - szepnęłam, jednocześnie witając się z czarnowłosą. - Cześć Jessie. - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- O Bożeee.. - wydusiła o mało nie mdlejąc, kurczowo ściskając moją dłoń.
- Jestem Justin. - chłopak podał jej rękę, a ona upadła w ramiona Christiana, powoli zamykając oczy.
- Mówiłem, że jest słodka? - Christian uśmiechnął się uroczo, wpatrując w dziewczynę, którą miał na rękach.
- Czy z nią jest wszystko w porządku? Jakaś blada się zrobiła. - skrzywiłam się.
- Zawsze tak ma, gdy mdleje. - odparł Beadles, jakby było to czymś zwyczajnym. Blondyn wniósł ją do środka i położył na łóżku.
- Ciekawie się zaczyna. - szepnął Justin.
Po paru minutach dziewczyna się przebudziła.
- Zemdlałam, prawda? - spytała z zarumienionymi policzkami. Nikt nie odpowiedział na jej pytanie, tylko pokiwaliśmy twierdząco głową.
- W porządku? - spytał Chrisian siadając koło niej.
- Tak. - burknęła. - Więc co macie dzisiaj w planach? - zapytała bardziej ożywiona dziewczyna, spoglądając to na mnie, to na Justina.
- Jesteśmy bardzo zajęci. - skłamał stanowczo Bieber.
- Nie przeszkadza mi to. - machnęła luźno ręką.
- Jessie, a wiesz, że Janet ma jutro sesje? - wtrącił się Beadles, a mi mina zbledła.
- NA PRAWDĘ?!- pisnęła entuzjastycznie.
- Tak. - mruknęłam uśmiechając się do dziewczyny, jednocześnie obrzucając Christiana morderczym wzrokiem.
- Janet, mogę iść z Tobą? - spytała z proszącym wzrokiem.
Miałam zamiar jak najszybciej odmówić, ale gdy zerknęłam na Christiana, który błagał mnie wzrokiem, abym się zgodziła, nie chciałam go krzywdzić. Był zakochany, szkoda tylko, że bez wzajemności. Chciałam mu pomóc, bo jest moim przyjacielem, ale nie chciałam żaby miał zamydlane oczy jakąś dziewczyną, która i tak traktuje go jak nikogo.
- Dobrze, ale obiecaj, że nie będziesz krzyczeć, gdy zobaczysz kogoś sławnego.
Od razu pożałowałam moich słów, ale to koniec. ZGODZIŁAM SIĘ.
- Oczywiście! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - zaczęła piszczeć na cały głos, jednocześnie przytulając mnie do siebie.
- Która to już godzina? - spytał Justin, nerwowo rozglądając się po pokoju. - Ta?! O jejku, a my jeszcze nie mamy prezentów dla dzieci. - spojrzał na mnie wymownie.
- Rzeczywiście! - przytaknęłam, gwałtownie wstając.
- Przepraszamy Was bardzo, ale musimy już jechać. - rzekłam udając smutną.
- Jasne, to do zobaczenia jutro. - uśmiechnęła się Jessie i przytuliła mnie i Justina z całych sił.
- A zdjęcie?! - krzyknęła dziewczyna, kiedy byliśmy w garażu. Bez zastanowienie wsiedliśmy czym prędzej i odjechaliśmy z piskiem opon, udając iż jej nie widzimy i nie słyszymy.
- Zapamiętać. Nigdy więcej nie poznawać dziewczyn Christiana. - rzekł Justin, na co ja roześmiałam się w głos.
- A to? - spytał Justin trzymając w ręku kolejną z rzędu wyścigówkę.
- A spodoba się to Jaxonowi? - rozłożyłam ręce z pytającym wzrokiem.
- Jaxonowi?! - oburzył się. - Myślałem o mnie!
- Odłóż to. - odparłam stanowczo, po czym wzięłam go za rękę niczym małe dziecko. - Może jeszcze zaczniesz podskakiwać? - spytałam z ironią, na co on tylko zaśmiał się słodko i objął w pasie.
- Bierzemy tego pluszowego dinozaura i różową hello kitty. - postanowiłam wkładając obydwie zabawki do koszyka.
- I jeszcze te samochodziki. - popatrzył na mnie z miną słodkiego pieska, który prosi, żeby wyjść z nim na spacer, bo jak nie, to się zeszcza, lecz w tym wypadku groziło by to kłótnią. Bez słowa, wzięłam od niego zestaw hot wheels i włożyłam do koszyka, na co on uśmiechnął się radośnie.
Po paru minutach skończyliśmy zakupy i czym prędzej wpakowaliśmy się do samochodu, bo paparazzi zbyt wiele razy dali już o sobie znać.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam jaka czeka mnie przyszłość, jeszcze nie wiedziałam jak zmieni się moje życie. Kolejne porażki, upadki, wzniesienia i ciągłe dążenie do wiecznego spokoju w życiu. Lecz gdy teraz się tak nad tym zastanawiam, to nie wyobrażam sobie inaczej mojej codzienności, nie wyobrażam sobie siebie jako normalnej dziewczyny z Nowego Jorku, która nie ma żadnego celu w życiu.
Szkoda, że Bóg nie dał mi tak wielkiej i szerokiej wyobraźni, aby wymyślić co może się zemną stać, szkoda też, że nie jestem jasnowidzem, bo wtedy wszystko byłoby takie prostsze, łatwiejsze i... nudniejsze.
____________________________________
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to już 30 rozdział. Łał. Nie pomyślałabym, że wytrwam TU tak długo.
A teraz podziękowania dla osób, które mnie wspierają :)
stealmyheart - Dzięki, że jesteś i znosisz wszystko co robię. :D
thatbeeasy - za to, że jej blog doprowadza mnie do płaczu i za to, że jest na prawdę niezwykłą osobą.
bieberstory - za to, że do dziś pamiętam naszą ostatnią rozmowę. Za to, że zwykłymi słowami daje mi motywacje do bloga. ( Ciągle dążę do tego, aby być tak dobra jak ty. ) ^^
olnyintheword - Tobie dziękuję w szczególnej szczególności. Dziękuję, że jesteś, że podeszłaś do mnie jako pierwsza, bo ja tyle odwagi w sobie nie posiadałam. Dziękuję Ci na prawdę za WSZYSTKO.
proudofmyself - O Tobie milordzie nie śmiałabym zapomnieć. <3
Dziękuję również wszystkim tym, którzy są zemną od początku, jak i tym, którzy czytają mojego bloga od niedawna.
Jedno, wielkie DZIĘKUJĘ-DLA WSZYSTKICH. <3!
- Więc nie rób nic, co mogło by to spowodować.
- Dobrze. Nie będę, zrobię wszystko co będziesz chciała. - wplótł swoją dłoń w moją, patrząc szczerym spojrzeniem w moje oczy.
- W takim razie przeproś Pattie. - wzruszyłam ramionami.
- Nie mam za co! - burknął.
- Justin. - warknęłam wymownie.
- Dobrze, już idę. Ale obiecaj, że potem pójdziemy gdzieś razem. - uśmiechnął się zadziornie.
- To będzie zależało od tego jak bardzo będziesz się starał. - prychnęłam śmiechem, a on obrzucił mnie złowrogim wzrokiem.
Justin jako pierwszy wyszedł z pokoju, a tuż za nim podążałam ja.
- Mamo... - zaczął patrząc w oczy kobiecie. - Przepraszam Cię za moje zachowanie. Jest mi naprawdę wstyd... - wtopił wzrok w podłogę.
Pattie spojrzała na mnie wdzięcznym wzrokiem i uśmiechając się do chłopaka, mocno go do siebie przytuliła.
- Synku, ja po prostu chcę dla Ciebie jak najlepiej. - szepnęła mu do ucha.
- Wiem. - odparł wciąż tuląc się do niej.
- No dobrze, zjecie coś? - spytała po chwili Pattie.
- Ale my właśnie...
- Jasne. - przerwałam Justinowi, słodko uśmiechając się do kobiety.
- Ale kotku... - mruknął mi do ucha, kiedy mama Justin wyjmowała coś z lodówki.
- Kochanie, pójdziemy gdzieś jutro z Twoim tatą, dobrze? Obiecuję, że nie będziesz żałował. - odparłam z zadziornym uśmiechem, na co chłopak seksownie zagryzł wargę i położył dłoń na moich pośladkach, delikatnie je ściskając.
- Siadajmy! - oznajmiła wesoło Pattie.
W trójkę usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy zajadać się pysznościami, które przygotowała Patt.
- To było na prawdę pyszne. - westchnęłam opierając się o oparcie krzesła, jednocześnie masując swój brzuch.
- Zgadzam się. - dodał Justin.
- Cieszę się, że Wam smakowało. - Pattie uśmiechnęła się dumnie.
Kiedy wszystko posprzątaliśmy i Justin pogrążył się w rozmowie z Chrisem, który wpadł wieczorem, ja udałam się do łazienki i wzięłam prysznic. Gorąca woda koiła każdy milimetr mojego ciała. Skuliłam się w kącie i oparłam głowę o rumiane kafelki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to początek nowego rozdziału w moim życiu, pod tytułem " Nowe, lepsze, inne. " Byłam pewna, że właśnie tak będzie. Najgorsze już za mną, a lepsze w trakcie i w przyszłości, bo wszystko co było... Po prostu nie wróci.
Po paru minutach rozmyśleń, wstałam i nałożyłam na siebie cytrynowy żel, po czym umyłam włosy moim ulubionym kokosowym szamponem. Dokładnie się wytarłam i siadając na brzegu wanny nałożyłam na siebie czekoladowo-waniliowy balsam. Do pokoju wyszłam w kaszmirowym szlafroku, gdzie na środku łóżka leżał Justin, bez koszulki, zawzięcie pisząc na klawiaturze laptopa.
- Co robisz? - spytałam.
- Piszę z fanami. - odparł nie odrywając wzroku od ekranu.
- Dawno tego nie robiłeś. - stwierdziłam, siadając na łóżku.
- Wiem. - potwierdził. - Może do mnie dołączysz? - zaproponował patrząc na mnie.
- Wydaje mi się, że to nie najlepszy pomysł, bo Twoje fanki nie byłyby mną zachwycone. - wzruszyłam ramionami zakładając na siebie bokserkę, a chwilę potem krótkie spodenki do spania.
- Nie przesadzaj. Wiesz ile dostaje tweetów, że do siebie pasujemy?
- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? - spytałam niepewnie.
- Jasne. - uśmiechnął się uroczo.
Zaufałam mu i powolnym krokiem zmierzałam ku Justinowi. Usiadłam na łóżku i już po chwili siedziałam koło Biebsa. Pomachałam do kamerki i wtedy wszystkie osoby, obecne na czasie zaniemówiły. Nikt nic nie pisał, tylko uważnie patrzył w ekran. Wiedziałam, że muszę zrobić coś, aby mnie zaakceptowali. Ułożyłam dłonie w kształcie serduszka i przyłożyłam do oczu, śmiejąc się nie pewnie. Po chwili wszyscy jakby odetchnęli i odmachali mi radośnie.
MegiStar - Janet! Kocham Cię!
Oli6 - Wspaniale, że jesteś!
Obudziłam się o godzinie 10. Przekręciłam się na drugą stronę i ku mojemu zdziwieniu, nie ujrzałam obok siebie Justina. Złapałam za notebook'a i napisałam krótkiego tweeta:
@janetsmart Dzień dobry! :)
Weszłam na pierwszą, lepszą stronę plotkarską, gdzie dosłownie roiło się od zdjęć z wczorajszego czatu.
Niechętnie wstałam z łóżka i powędrowałam do garderoby Justina, gdzie znajdowała się również moje ubrania. Wybrałam zestaw i szybko się w niego ubrałam. Umyłam się, umalowałam i prysnęłam się kilka razy moimi ulubionymi perfumami. Ostrożnie zeszłam ze schodów i ujrzałam Justina, który zacięcie gra z Christianem na playstation.
- Cześć dzieciaki. - przywitałam się, mierzwiąc ich włosy.
- Jakie dzieciaki. - oburzył się Christian.
- Właśnie. - dołączył się Justin, mniej entuzjastycznym tonem nie odrywając wzroku od ekranu telewizora.
- Gdzie Pattie? - spytałam siadając koło Justina.
- Poszła na zakupy, bo dziś przyjeżdża tata i dzieciaki. - odparł Justin, jednocześnie przybijając piątkę Christianowi. - Janet, od rana Kate próbuję się z tobą skontaktować, twój telefon leży... - zaciął się zagryzając wargę, bo jak to ujął ' zabijają go ' - leży...
- No gdzie?! - krzyknęłam zniecierpliwiona.
- Na.... na... Nieeeeeee! - krzyknął, a na ekranie telewizora pojawił się napis ' GAME OVER '
- Justin, nie wkurwiaj mnie. - warknęłam, łapiąc go za brodę, aby popatrzył mi w oczy. On wykorzystując sytuację, głupio się uśmiechnął i szybko przybliżając się w moją stronę, pocałował w usta.
- Na stole. - odparł słodkim głosem.
Zrezygnowanie popatrzyłam na blat, gdzie leżał mój iPod. Szybko wzięłam go do ręki i zauważyłam 80 nieodebranych połączeń od mojej menadżerki. Migiem wybrałam jej numer i zadzwoniłam.
- Dziewczyno! Czy ty chcesz doprowadzić do zawału serca?! - warczała do słuchawki. - Myślałam, że coś się stało!
- Nic się nie stało, spokojnie. O co chodzi? - spytałam.
- Przypadkowo spotkałam się dzisiaj z Davidem LaChapelle i zaproponował Ci sesję zdjęciową do Vogue.
- Oczywiście się zgodziłaś? - zapytałam wyczekując jej odpowiedzi.
- Jasne, że tak!
- Świetnie! - ucieszyłam się.
- Przyjadę po Ciebie jutro o 15. - dodała i rozłączyła się.
- Coś się stało? - spytał Justin zajadając się chipsami.
- Nic poważnego, mam jutro sesje. - odparłam najzwyczajniej w świecie i usiadłam mu na kolanach.
- Ej, Janet... - zaczął niepewnie Chris. - Bo moja dziewczyna...
- Dziewczyna?! - wydusił Justin.
- Dziewczyna?! - poprawiłam go.
- Czy jest coś w tym dziwnego? - spytał zażenowany.
Oboje popatrzyliśmy na siebie i wciąż zdziwieni wzruszyliśmy ramionami.
- Chodzi o to, że nigdy nie miałeś dziewczyny na stałe. Byłeś taki niedostępny i w ogóle, więc chyba mamy prawo być zdziwieni. - rzekł Biebes.
- Ma na imię Jessie i poprosiła mnie, żebym zapytał się Was, czy może tu wpaść. - zagryzł sztywno wargę.
- Jasne, że tak. - roześmiałam się.
- To dobrze, bo zaraz tu będzie. - odetchnął.
- CO?! - pisnęliśmy oboje.
- Sami powiedzieliście, że może przyjść! - zbulwersował się blondyn.
- No tak, ale nie mówiłeś, że przyjdzie dzisiaj, zaraz!
Rozległ się hałas dzwonka.
- Jest! - pisnął podekscytowanie Beadles, podbiegając do monitoringu, który przedstawiał osobę, znajdującą się przy furtce. Dziewczyna była nie za wysoka, o smukłej sylwetce. Czarne włosy i tego samego koloru oczy, ubrana była w krótkie spodenki, koloru wiśni i niebieską bokserkę. Christian bez zastanowienie wybiegł przed dom i o mało co nie przewracając się o wąż, z którego korzystali ogrodnicy podbiegł do dziewczyny. Mocno ją do siebie przytulił, a ona z widoczną niechęcią, odwzajemniła gest. Po chwili Justin objął mnie od tyłu, a dziewczyna już galopowała prosto na nas.
- Uciekamy? - spytał rozbawiony.
- Bardzo bym chciała. - szepnęłam, jednocześnie witając się z czarnowłosą. - Cześć Jessie. - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- O Bożeee.. - wydusiła o mało nie mdlejąc, kurczowo ściskając moją dłoń.
- Jestem Justin. - chłopak podał jej rękę, a ona upadła w ramiona Christiana, powoli zamykając oczy.
- Mówiłem, że jest słodka? - Christian uśmiechnął się uroczo, wpatrując w dziewczynę, którą miał na rękach.
- Czy z nią jest wszystko w porządku? Jakaś blada się zrobiła. - skrzywiłam się.
- Zawsze tak ma, gdy mdleje. - odparł Beadles, jakby było to czymś zwyczajnym. Blondyn wniósł ją do środka i położył na łóżku.
- Ciekawie się zaczyna. - szepnął Justin.
Po paru minutach dziewczyna się przebudziła.
- Zemdlałam, prawda? - spytała z zarumienionymi policzkami. Nikt nie odpowiedział na jej pytanie, tylko pokiwaliśmy twierdząco głową.
- W porządku? - spytał Chrisian siadając koło niej.
- Tak. - burknęła. - Więc co macie dzisiaj w planach? - zapytała bardziej ożywiona dziewczyna, spoglądając to na mnie, to na Justina.
- Jesteśmy bardzo zajęci. - skłamał stanowczo Bieber.
- Nie przeszkadza mi to. - machnęła luźno ręką.
- Jessie, a wiesz, że Janet ma jutro sesje? - wtrącił się Beadles, a mi mina zbledła.
- NA PRAWDĘ?!- pisnęła entuzjastycznie.
- Tak. - mruknęłam uśmiechając się do dziewczyny, jednocześnie obrzucając Christiana morderczym wzrokiem.
- Janet, mogę iść z Tobą? - spytała z proszącym wzrokiem.
Miałam zamiar jak najszybciej odmówić, ale gdy zerknęłam na Christiana, który błagał mnie wzrokiem, abym się zgodziła, nie chciałam go krzywdzić. Był zakochany, szkoda tylko, że bez wzajemności. Chciałam mu pomóc, bo jest moim przyjacielem, ale nie chciałam żaby miał zamydlane oczy jakąś dziewczyną, która i tak traktuje go jak nikogo.
- Dobrze, ale obiecaj, że nie będziesz krzyczeć, gdy zobaczysz kogoś sławnego.
Od razu pożałowałam moich słów, ale to koniec. ZGODZIŁAM SIĘ.
- Oczywiście! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - zaczęła piszczeć na cały głos, jednocześnie przytulając mnie do siebie.
- Która to już godzina? - spytał Justin, nerwowo rozglądając się po pokoju. - Ta?! O jejku, a my jeszcze nie mamy prezentów dla dzieci. - spojrzał na mnie wymownie.
- Rzeczywiście! - przytaknęłam, gwałtownie wstając.
- Przepraszamy Was bardzo, ale musimy już jechać. - rzekłam udając smutną.
- Jasne, to do zobaczenia jutro. - uśmiechnęła się Jessie i przytuliła mnie i Justina z całych sił.
- A zdjęcie?! - krzyknęła dziewczyna, kiedy byliśmy w garażu. Bez zastanowienie wsiedliśmy czym prędzej i odjechaliśmy z piskiem opon, udając iż jej nie widzimy i nie słyszymy.
- Zapamiętać. Nigdy więcej nie poznawać dziewczyn Christiana. - rzekł Justin, na co ja roześmiałam się w głos.
- A to? - spytał Justin trzymając w ręku kolejną z rzędu wyścigówkę.
- A spodoba się to Jaxonowi? - rozłożyłam ręce z pytającym wzrokiem.
- Jaxonowi?! - oburzył się. - Myślałem o mnie!
- Odłóż to. - odparłam stanowczo, po czym wzięłam go za rękę niczym małe dziecko. - Może jeszcze zaczniesz podskakiwać? - spytałam z ironią, na co on tylko zaśmiał się słodko i objął w pasie.
- Bierzemy tego pluszowego dinozaura i różową hello kitty. - postanowiłam wkładając obydwie zabawki do koszyka.
- I jeszcze te samochodziki. - popatrzył na mnie z miną słodkiego pieska, który prosi, żeby wyjść z nim na spacer, bo jak nie, to się zeszcza, lecz w tym wypadku groziło by to kłótnią. Bez słowa, wzięłam od niego zestaw hot wheels i włożyłam do koszyka, na co on uśmiechnął się radośnie.
Po paru minutach skończyliśmy zakupy i czym prędzej wpakowaliśmy się do samochodu, bo paparazzi zbyt wiele razy dali już o sobie znać.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam jaka czeka mnie przyszłość, jeszcze nie wiedziałam jak zmieni się moje życie. Kolejne porażki, upadki, wzniesienia i ciągłe dążenie do wiecznego spokoju w życiu. Lecz gdy teraz się tak nad tym zastanawiam, to nie wyobrażam sobie inaczej mojej codzienności, nie wyobrażam sobie siebie jako normalnej dziewczyny z Nowego Jorku, która nie ma żadnego celu w życiu.
Szkoda, że Bóg nie dał mi tak wielkiej i szerokiej wyobraźni, aby wymyślić co może się zemną stać, szkoda też, że nie jestem jasnowidzem, bo wtedy wszystko byłoby takie prostsze, łatwiejsze i... nudniejsze.
____________________________________
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to już 30 rozdział. Łał. Nie pomyślałabym, że wytrwam TU tak długo.
A teraz podziękowania dla osób, które mnie wspierają :)
stealmyheart - Dzięki, że jesteś i znosisz wszystko co robię. :D
thatbeeasy - za to, że jej blog doprowadza mnie do płaczu i za to, że jest na prawdę niezwykłą osobą.
bieberstory - za to, że do dziś pamiętam naszą ostatnią rozmowę. Za to, że zwykłymi słowami daje mi motywacje do bloga. ( Ciągle dążę do tego, aby być tak dobra jak ty. ) ^^
olnyintheword - Tobie dziękuję w szczególnej szczególności. Dziękuję, że jesteś, że podeszłaś do mnie jako pierwsza, bo ja tyle odwagi w sobie nie posiadałam. Dziękuję Ci na prawdę za WSZYSTKO.
proudofmyself - O Tobie milordzie nie śmiałabym zapomnieć. <3
Dziękuję również wszystkim tym, którzy są zemną od początku, jak i tym, którzy czytają mojego bloga od niedawna.
Jedno, wielkie DZIĘKUJĘ-DLA WSZYSTKICH. <3!
Tagi:
30
Powoli uniosłam swe powieki i delikatnie się unosząc, spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 10:15. Przekręciłam się na drugą stronę i moim oczom ukazał się Justin, który wyglądał słodko, a jednocześnie przezabawnie. Jedna noga zwisała mu poza łóżko, a drugą skulił pod siebie. Ręce miał złożone niczym do grobu. Cicho zaśmiałam się pod nosem i delikatnie go szturchając budziłam.
- Justin, wstawaj.. - mruczałam mu do ucha.
Chłopak nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się ze wciąż zamkniętymi oczami i przytulił mnie do siebie. - Kotku, musimy jechać na policję. - wyswobodziłam się z jego uścisku, jednocześnie przykładając do swojego nagiego ciała prześcieradło. Po drodze do łazienki, wzięłam swoje wczorajsze ubrania. Wykonałam poranne czynności i założyłam zestaw. Kiedy wyszłam z toalety chłopak siedział na rogu łóżka, drapiąc się po głowie.
- Załóż koszulkę i pojedziemy do mnie. Muszę się przebrać. - poinformowałam zerkając na pół nagiego chłopaka, który miał na sobie tylko spodnie, spadające do połowy pośladów. Jego nagi tors od samego rana, przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze.
- Szybciej. - pośpieszyłam go nie mogąc dłużej patrzeć na ten boski widok. Justin rozbawiony wyciągnął biały T-shirt w serek i założył go na siebie.
Chwilę potem wyszliśmy przed dom, gdzie właśnie podjeżdżał Scooter Range Roverem Justina.
- Jak to zrobiłeś?! - pisnął uradowany Biebs, podbiegając do mężczyzny.
- Lepiej nie pytaj. - pokręcił głowę. - I lepiej więcej tego nie rób. - dodał wymownie, jednocześnie wsiadając do obok zaparkowanego, swojego auta.
Bez dłuższych wyjaśnień wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy prosto przed hotel w którym się zatrzymałam. Na miejscu było już pełno paparazzi. Szybko wysiadłam i razem z Justinem pognaliśmy do wejścia unikając zbędnych zdjęć. W hotelu fotoreporterzy nie mieli już wstępu, więc swobodnie przedostaliśmy się do windy, a następnie do mojego pokoju. Prędko weszłam do garderoby i wybrałam zestaw na dziś. Spięłam włosy i byłam gotowa. Gdy wyszłam z łazienki w pokoju ujrzałam Justina, który męczył się z zapięciem mojej walizki.
- Co ty robisz? - spytałam zdziwiona.
- Próbuję zapiąć Twoją walizkę. - wysyczał dopinając ostatnie centymetry.
- Poco?
- Bo będziesz spać u mnie, nie? - zmarszczył zdziwiony brwi, jakby było to czymś oczywistym.
- A co na to Twoja mama? Co na to Kate? - oparłam dłonie o biodra, na co on głupkowato się uśmiechnął i odparł:
- Zgodzą się?
Popatrzyłam na niego ironicznym wzrokiem i kręcąc zrezygnowanie głową, wzięłam go pod rękę i zostawiając walizkę wyszliśmy z pokoju.
- Nie chcesz zemną mieszkać? - spytał smutno. - Przynajmniej tak na próbę? - dodał rozgoryczony.
- Oczywiście, że chcę. - rozbawiło mnie jego pytanie. - Po prostu wiesz, że nie jesteśmy jak normalni ludzie i zanim coś zrobimy, musimy najpierw zapytać o to INNYCH ludzi. - rzekłam naciskając pierwsze piętro w windzie.
- Czasami żałuję, że tak jest. - mruknął pod nosem.
- Powtarzam panu po raz kolejny, że mnie uderzył! - tłumaczyłam ponownie umięśnionemu, czarnoskóremu policjantowi w granatowej koszuli.
- Rozumiem. Sprawca przyznał się do czynu, dlatego rozprawa w sądzie, nie będzie konieczna. - odparł bazgrząc coś w aktach.
- W takim razie to wszystko? - spytałam unosząc się z krzesła.
- Tak. - odparł krótko wypuszczając mnie z pomieszczenia. Na korytarzu siedział Justin, który gdy mnie zobaczył gwałtownie się podniósł.
- I co? - od razu spytał.
- Przyznał się. - odparłam i w tym samym momencie przez korytarz przeszedł skuty kajdankami Chris. Dokładnie zmierzył nas wzrokiem i razem z policjantami przeszedł przez metalową bramę, w której najprawdopodobniej miał cele.
- Chodźmy. - Justin objął mnie ramieniem, zauważając, że zbyt długo patrzę przerażonym wzrokiem w podążającego Browna.
Bez słowa udaliśmy się do samochodu i podjechaliśmy pod mój hotel.
- Myślałam, że pojedziemy do Ciebie. - rzekłam zmieszana.
- Oczywiście, że do mnie, ale najpierw weźmiemy Twoje rzeczy. - odparł z pogodnym uśmiechem.
- Mówiłam Ci, że... - nie dokończyłam.
- Niczym się nie martw. Kate i moja mama zgodziły się bez namysłu.
- Na prawdę? To cudownie! - pisnęłam radośnie.
Byłam na prawdę szczęśliwa, że spędzę z Biebsem trochę więcej czasu. Zwłaszcza po tych ciężkich okresach. Brakowało mi jego i jego OFICJALNEJ miłości. Niby wiedziałam, że kocha, a jednak gdzieś w środku była ta niepewność. Wszystko minęło. Teraz jest on, ja i nic poza tym. To tak wszystko pięknie opisane wydaje się jak w jakimś nie osiągalnym świecie, gdzieś w trzecim wymiarze, a jednak. To wszystko jest tu. Z nami. I nie odejdzie już nigdy.
- To chyba wszystko. - stwierdził Justin stojąc w progu drzwi i rozglądając się po wnętrzu.
- Chyba tak. - dodałam i wyszłam z pomieszczenia.
Oddałam kartę i załatwiłam te wszystkie inne czynności powiązane z opuszczeniem hotelu.
Wraz z Justinem wyszliśmy z hotelu, gdzie fotoreporterzy czyhali na nas przed budynkiem.
Nie zwracając na nich uwagi wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy prosto do domu Justina.
- Janet, jutro przyjeżdża mój ojciec. - poinformował Justin, skręcając w dzielnice na której mieszka. MIESZKAMY.
- To świetnie. - uśmiechnęłam się gładząc jego bark.
- Mam nadzieję, że się polubicie bo tata, jest dla mnie na prawdę ważny. Będzie też Jaxon i Jasmin.
- Jasmin? - uśmiechnęłam się zadziornie.
- To jedyna dziewczyna która jest słodsza od Ciebie. - pokazał mi język śmiejąc się w głos.
- Spaaaadaj. - burknęłam szturchając jego ramie.
Chłopak nie odpowiedział, tylko z ciągłym uśmiechem przybliżył się do mnie i próbując mnie udobruchać, pocałował w policzek.
Chwilę potem byliśmy już w garażu i stąpając po schodach, weszliśmy do holu, gdzie rozprzestrzeniał się zapach dochodzący z kuchni.
- Co ty tu kombinujesz? - spytał Justin siadając na wysokim stołku, opierając łokcie o barek.
- Ja kombinować? - Pattie popatrzyła na nas, automatycznie przestając mieszać w patelni. Chłopak pokiwał głową i czekał na odpowiedź kobiety. - Może Wy mi powiedzie co kombinujecie? Wiecie... robiłam dzisiaj porządki. - uśmiechnęła się cwaniacko.
- Porządki. - powtórzył Justin z zaczerwionymi policzkami, jednocześnie mocniej ściskając moją dłoń.
- Tak Justin, porządki. I wiecie co się stało jak zmieniałam worek w Twoim koszu? - spytała patrząc na znieruchomiałego chłopaka.
- Nie? - zmarszczył brwi udając, że nie wie o co chodzi.
- Chłopcze, nie rób ze mnie idiotki. Dlaczego w Twoim koszu znalazłam prezerwatywę? - oparła rękę o biodro i patrzyła na niego wyczekująco.
- A co? Miałem sobie na pamiątkę do albumu schować? Mamo, proszę Cię. - pokręcił zrezygnowanie głową.
- Jesteście jeszcze za młodzi na seks! - rozłożyła ręce wtrącając wzrok we mnie.
- Za młodzi?! - gwałtownie wstał. - A ty w moim wieku to może święta byłaś, co? Powinnaś najpierw patrzeć na siebie i na to co TY robisz. Ja nie mam zamiaru popełnić tych samych błędów co Wy. Z resztą jestem już dorosły, więc nie masz prawa wpierdalać się do naszego życia. - podniósł głos, ciągnąc mnie w stronę schodów, przymocowanych do ściany. Odchodząc patrzyłam na zawiedzioną Pattie, która widać była zażenowana, a jednocześnie zbulwersowaną tą sytuacją.
- Nie uważasz, że byłeś dla niej za surowy? - spytałam cicho siadając na dużym łóżku Justina.
- Nie! - odparł krótko.
- Może rzeczywiście nie powinna o to pytać, ale jesteś jej synem i powinieneś mieć jakiś szacunek dla swojej matki. - wstałam podchodząc do niego.
- I ty przeciwko mnie?! Chcę po prostu żeby nie wtrącała się do naszego życia, bo radzimy sobie świetnie. Ta kobieta tylko wszystko psuje! - wrzasnął.
- Ta kobieta to Twoja matka i chce dla Ciebie jak najlepiej. - odparłam spokojnie, łapiąc za klamkę od drzwi.
- A ty gdzie idziesz? - spytał jakby znów zdenerwowany.
- Jeśli ty nie potrafisz, to ja to zrobię, bo ktoś musi ją przeprosić za Twoje zachowanie. - pokręciłam głową.
- Janet, daruj sobie. - mruknął siadając na łóżku, jednocześnie chowając twarz w dłoniach.
- Justin. To ty sobie daruj, bo zaczynam Cię nie poznawać. - odparłam wychodząc z pokoju. Zamknęłam drzwi i od razu usłyszałam głośny huk dobiegający z pokoju chłopaka. Nie zważywszy na to uwagi zbiegłam po schodach, galopując do Pattie, która nadal smutna siedziała przed telewizorem.
- Wszystko okej? - spytałam mało odważnie.
- Jasne. - wymusiła uśmiech. - Usiądź sobie.
- Na prawdę bardzo przepraszam Cię za Justina. - skrzywiłam się.
- To ja powinnam Cię za niego przeprosić. Jaką ja jestem matką, że go tak wychowałam. - jedna łza spłynęła jej po policzku.
- Pattie, jesteś świetną matką! Twój syn jest cudownym człowiekiem, na prawdę. Sama widziałaś te wszystkie dziewczyny, które piszczą na jego widok. To są jego fanki. Mieć fanów, to znaczy być dla kogoś wzorem. A Justin jest idolem godnego podziwu. Spełnia marzenia innych, ale sama wiesz, że nie wszyscy są idealni. Może po prostu ma gorszy dzień? - lekko się uśmiechnęłam, co u kobiety również spowodowało nieśmiały uśmiech.
- Z tego dzieciaka to na prawdę szczęściarz. Ma taką piękną i inteligentną dziewczynę. Dziękuję Janet. - położyła dłoń na mojej. - Cieszę się, że to właśnie ty go wybrałaś. Cieszę się, że tak oddzielne ścieżki waszego życia połączyły się w jedną, szeroką i długą drogę.
- Jak już mówiłam nie ma ideałów, więc nie komplementuj mnie tak. - zaśmiałam się cicho. - Uwierz mi, że prędzej czy później sam Cię przeprosi.- wróciłam do tematu.
- Nie wydaje mi się. - mruknęłam.
- Chyba go dobrze nie znasz. - pokręciłam głową z rozbawieniem i usiadłam na fotelu oglądając wraz z Pattie jakiś film.
Po godzinie rozmowy z Pattie udałam się na górę i skierowałam się do pokoju Justina. Delikatnie uchyliłam jego drzwi i zauważywszy iż nie ma go w pokoju, weszłam głębiej. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i dostrzegłam go na tarasie. Chłopak palił papierosy siedząc na czerwonym fotelu, który właśnie tam się znajdował.
- Nie wiedziałam, że palisz.
Oparłam się o barierkę i dopiero teraz Justin spostrzegł, że stoję przed nim.
- Nie musisz chyba o wszystkim wiedzieć. - mruknął odwracając wzrok.
- Chcesz mieć przede mną jakieś tajemnice?
- A ty przede mną nie masz? - spytał z kpiną.
- Nie.
Zaszokowała go moja odpowiedź.
- Może powinnaś mieć. - odparł patrząc na moją reakcje.
- Masz racje. Pójdę na miasto, nie czekaj, bo wrócę późno. Zadbam o swoje tajemnice. - uśmiechnęłam się z ironią, odchodząc od chłopaka, na co on szybko się poderwał podbiegając w moją stronę.
____________________________________________
Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale szkoła daje mi w kość.
Mam nadzieję, że się Wam podoba. ;)
Jeśli przeczytacie to zostawcie po sobie mały ślad w formie komentarza bo to dla mnie na prawdę ważne. To daje mi mobilizacje, aby dalej pisać. Dla Was to nic, a dla mnie na prawdę wiele.
- Justin, wstawaj.. - mruczałam mu do ucha.
Chłopak nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się ze wciąż zamkniętymi oczami i przytulił mnie do siebie. - Kotku, musimy jechać na policję. - wyswobodziłam się z jego uścisku, jednocześnie przykładając do swojego nagiego ciała prześcieradło. Po drodze do łazienki, wzięłam swoje wczorajsze ubrania. Wykonałam poranne czynności i założyłam zestaw. Kiedy wyszłam z toalety chłopak siedział na rogu łóżka, drapiąc się po głowie.
- Załóż koszulkę i pojedziemy do mnie. Muszę się przebrać. - poinformowałam zerkając na pół nagiego chłopaka, który miał na sobie tylko spodnie, spadające do połowy pośladów. Jego nagi tors od samego rana, przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze.
- Szybciej. - pośpieszyłam go nie mogąc dłużej patrzeć na ten boski widok. Justin rozbawiony wyciągnął biały T-shirt w serek i założył go na siebie.
Chwilę potem wyszliśmy przed dom, gdzie właśnie podjeżdżał Scooter Range Roverem Justina.
- Jak to zrobiłeś?! - pisnął uradowany Biebs, podbiegając do mężczyzny.
- Lepiej nie pytaj. - pokręcił głowę. - I lepiej więcej tego nie rób. - dodał wymownie, jednocześnie wsiadając do obok zaparkowanego, swojego auta.
Bez dłuższych wyjaśnień wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy prosto przed hotel w którym się zatrzymałam. Na miejscu było już pełno paparazzi. Szybko wysiadłam i razem z Justinem pognaliśmy do wejścia unikając zbędnych zdjęć. W hotelu fotoreporterzy nie mieli już wstępu, więc swobodnie przedostaliśmy się do windy, a następnie do mojego pokoju. Prędko weszłam do garderoby i wybrałam zestaw na dziś. Spięłam włosy i byłam gotowa. Gdy wyszłam z łazienki w pokoju ujrzałam Justina, który męczył się z zapięciem mojej walizki.
- Co ty robisz? - spytałam zdziwiona.
- Próbuję zapiąć Twoją walizkę. - wysyczał dopinając ostatnie centymetry.
- Poco?
- Bo będziesz spać u mnie, nie? - zmarszczył zdziwiony brwi, jakby było to czymś oczywistym.
- A co na to Twoja mama? Co na to Kate? - oparłam dłonie o biodra, na co on głupkowato się uśmiechnął i odparł:
- Zgodzą się?
Popatrzyłam na niego ironicznym wzrokiem i kręcąc zrezygnowanie głową, wzięłam go pod rękę i zostawiając walizkę wyszliśmy z pokoju.
- Nie chcesz zemną mieszkać? - spytał smutno. - Przynajmniej tak na próbę? - dodał rozgoryczony.
- Oczywiście, że chcę. - rozbawiło mnie jego pytanie. - Po prostu wiesz, że nie jesteśmy jak normalni ludzie i zanim coś zrobimy, musimy najpierw zapytać o to INNYCH ludzi. - rzekłam naciskając pierwsze piętro w windzie.
- Czasami żałuję, że tak jest. - mruknął pod nosem.
- Powtarzam panu po raz kolejny, że mnie uderzył! - tłumaczyłam ponownie umięśnionemu, czarnoskóremu policjantowi w granatowej koszuli.
- Rozumiem. Sprawca przyznał się do czynu, dlatego rozprawa w sądzie, nie będzie konieczna. - odparł bazgrząc coś w aktach.
- W takim razie to wszystko? - spytałam unosząc się z krzesła.
- Tak. - odparł krótko wypuszczając mnie z pomieszczenia. Na korytarzu siedział Justin, który gdy mnie zobaczył gwałtownie się podniósł.
- I co? - od razu spytał.
- Przyznał się. - odparłam i w tym samym momencie przez korytarz przeszedł skuty kajdankami Chris. Dokładnie zmierzył nas wzrokiem i razem z policjantami przeszedł przez metalową bramę, w której najprawdopodobniej miał cele.
- Chodźmy. - Justin objął mnie ramieniem, zauważając, że zbyt długo patrzę przerażonym wzrokiem w podążającego Browna.
Bez słowa udaliśmy się do samochodu i podjechaliśmy pod mój hotel.
- Myślałam, że pojedziemy do Ciebie. - rzekłam zmieszana.
- Oczywiście, że do mnie, ale najpierw weźmiemy Twoje rzeczy. - odparł z pogodnym uśmiechem.
- Mówiłam Ci, że... - nie dokończyłam.
- Niczym się nie martw. Kate i moja mama zgodziły się bez namysłu.
- Na prawdę? To cudownie! - pisnęłam radośnie.
Byłam na prawdę szczęśliwa, że spędzę z Biebsem trochę więcej czasu. Zwłaszcza po tych ciężkich okresach. Brakowało mi jego i jego OFICJALNEJ miłości. Niby wiedziałam, że kocha, a jednak gdzieś w środku była ta niepewność. Wszystko minęło. Teraz jest on, ja i nic poza tym. To tak wszystko pięknie opisane wydaje się jak w jakimś nie osiągalnym świecie, gdzieś w trzecim wymiarze, a jednak. To wszystko jest tu. Z nami. I nie odejdzie już nigdy.
- To chyba wszystko. - stwierdził Justin stojąc w progu drzwi i rozglądając się po wnętrzu.
- Chyba tak. - dodałam i wyszłam z pomieszczenia.
Oddałam kartę i załatwiłam te wszystkie inne czynności powiązane z opuszczeniem hotelu.
Wraz z Justinem wyszliśmy z hotelu, gdzie fotoreporterzy czyhali na nas przed budynkiem.
Nie zwracając na nich uwagi wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy prosto do domu Justina.
- Janet, jutro przyjeżdża mój ojciec. - poinformował Justin, skręcając w dzielnice na której mieszka. MIESZKAMY.
- To świetnie. - uśmiechnęłam się gładząc jego bark.
- Mam nadzieję, że się polubicie bo tata, jest dla mnie na prawdę ważny. Będzie też Jaxon i Jasmin.
- Jasmin? - uśmiechnęłam się zadziornie.
- To jedyna dziewczyna która jest słodsza od Ciebie. - pokazał mi język śmiejąc się w głos.
- Spaaaadaj. - burknęłam szturchając jego ramie.
Chłopak nie odpowiedział, tylko z ciągłym uśmiechem przybliżył się do mnie i próbując mnie udobruchać, pocałował w policzek.
Chwilę potem byliśmy już w garażu i stąpając po schodach, weszliśmy do holu, gdzie rozprzestrzeniał się zapach dochodzący z kuchni.
- Co ty tu kombinujesz? - spytał Justin siadając na wysokim stołku, opierając łokcie o barek.
- Ja kombinować? - Pattie popatrzyła na nas, automatycznie przestając mieszać w patelni. Chłopak pokiwał głową i czekał na odpowiedź kobiety. - Może Wy mi powiedzie co kombinujecie? Wiecie... robiłam dzisiaj porządki. - uśmiechnęła się cwaniacko.
- Porządki. - powtórzył Justin z zaczerwionymi policzkami, jednocześnie mocniej ściskając moją dłoń.
- Tak Justin, porządki. I wiecie co się stało jak zmieniałam worek w Twoim koszu? - spytała patrząc na znieruchomiałego chłopaka.
- Nie? - zmarszczył brwi udając, że nie wie o co chodzi.
- Chłopcze, nie rób ze mnie idiotki. Dlaczego w Twoim koszu znalazłam prezerwatywę? - oparła rękę o biodro i patrzyła na niego wyczekująco.
- A co? Miałem sobie na pamiątkę do albumu schować? Mamo, proszę Cię. - pokręcił zrezygnowanie głową.
- Jesteście jeszcze za młodzi na seks! - rozłożyła ręce wtrącając wzrok we mnie.
- Za młodzi?! - gwałtownie wstał. - A ty w moim wieku to może święta byłaś, co? Powinnaś najpierw patrzeć na siebie i na to co TY robisz. Ja nie mam zamiaru popełnić tych samych błędów co Wy. Z resztą jestem już dorosły, więc nie masz prawa wpierdalać się do naszego życia. - podniósł głos, ciągnąc mnie w stronę schodów, przymocowanych do ściany. Odchodząc patrzyłam na zawiedzioną Pattie, która widać była zażenowana, a jednocześnie zbulwersowaną tą sytuacją.
- Nie uważasz, że byłeś dla niej za surowy? - spytałam cicho siadając na dużym łóżku Justina.
- Nie! - odparł krótko.
- Może rzeczywiście nie powinna o to pytać, ale jesteś jej synem i powinieneś mieć jakiś szacunek dla swojej matki. - wstałam podchodząc do niego.
- I ty przeciwko mnie?! Chcę po prostu żeby nie wtrącała się do naszego życia, bo radzimy sobie świetnie. Ta kobieta tylko wszystko psuje! - wrzasnął.
- Ta kobieta to Twoja matka i chce dla Ciebie jak najlepiej. - odparłam spokojnie, łapiąc za klamkę od drzwi.
- A ty gdzie idziesz? - spytał jakby znów zdenerwowany.
- Jeśli ty nie potrafisz, to ja to zrobię, bo ktoś musi ją przeprosić za Twoje zachowanie. - pokręciłam głową.
- Janet, daruj sobie. - mruknął siadając na łóżku, jednocześnie chowając twarz w dłoniach.
- Justin. To ty sobie daruj, bo zaczynam Cię nie poznawać. - odparłam wychodząc z pokoju. Zamknęłam drzwi i od razu usłyszałam głośny huk dobiegający z pokoju chłopaka. Nie zważywszy na to uwagi zbiegłam po schodach, galopując do Pattie, która nadal smutna siedziała przed telewizorem.
- Wszystko okej? - spytałam mało odważnie.
- Jasne. - wymusiła uśmiech. - Usiądź sobie.
- Na prawdę bardzo przepraszam Cię za Justina. - skrzywiłam się.
- To ja powinnam Cię za niego przeprosić. Jaką ja jestem matką, że go tak wychowałam. - jedna łza spłynęła jej po policzku.
- Pattie, jesteś świetną matką! Twój syn jest cudownym człowiekiem, na prawdę. Sama widziałaś te wszystkie dziewczyny, które piszczą na jego widok. To są jego fanki. Mieć fanów, to znaczy być dla kogoś wzorem. A Justin jest idolem godnego podziwu. Spełnia marzenia innych, ale sama wiesz, że nie wszyscy są idealni. Może po prostu ma gorszy dzień? - lekko się uśmiechnęłam, co u kobiety również spowodowało nieśmiały uśmiech.
- Z tego dzieciaka to na prawdę szczęściarz. Ma taką piękną i inteligentną dziewczynę. Dziękuję Janet. - położyła dłoń na mojej. - Cieszę się, że to właśnie ty go wybrałaś. Cieszę się, że tak oddzielne ścieżki waszego życia połączyły się w jedną, szeroką i długą drogę.
- Jak już mówiłam nie ma ideałów, więc nie komplementuj mnie tak. - zaśmiałam się cicho. - Uwierz mi, że prędzej czy później sam Cię przeprosi.- wróciłam do tematu.
- Nie wydaje mi się. - mruknęłam.
- Chyba go dobrze nie znasz. - pokręciłam głową z rozbawieniem i usiadłam na fotelu oglądając wraz z Pattie jakiś film.
Po godzinie rozmowy z Pattie udałam się na górę i skierowałam się do pokoju Justina. Delikatnie uchyliłam jego drzwi i zauważywszy iż nie ma go w pokoju, weszłam głębiej. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i dostrzegłam go na tarasie. Chłopak palił papierosy siedząc na czerwonym fotelu, który właśnie tam się znajdował.
- Nie wiedziałam, że palisz.
Oparłam się o barierkę i dopiero teraz Justin spostrzegł, że stoję przed nim.
- Nie musisz chyba o wszystkim wiedzieć. - mruknął odwracając wzrok.
- Chcesz mieć przede mną jakieś tajemnice?
- A ty przede mną nie masz? - spytał z kpiną.
- Nie.
Zaszokowała go moja odpowiedź.
- Może powinnaś mieć. - odparł patrząc na moją reakcje.
- Masz racje. Pójdę na miasto, nie czekaj, bo wrócę późno. Zadbam o swoje tajemnice. - uśmiechnęłam się z ironią, odchodząc od chłopaka, na co on szybko się poderwał podbiegając w moją stronę.
____________________________________________
Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale szkoła daje mi w kość.
Mam nadzieję, że się Wam podoba. ;)
Jeśli przeczytacie to zostawcie po sobie mały ślad w formie komentarza bo to dla mnie na prawdę ważne. To daje mi mobilizacje, aby dalej pisać. Dla Was to nic, a dla mnie na prawdę wiele.
Tagi:
29
Piosenka
- Wyduś to w końcu do cholery! - rozłożyła zrezygnowanie ręce.
- Kocham Cię. - szepnąłem. Dziewczyna powoli uśmiechnęła się, co spowodowało szczęście w całym moim ciele. Mocno ją do siebie przytuliłem i dopiero teraz poczułem jak wiele mam w swoich objęciach.
Najszczęśliwszy człowiek na ziemi? Tak, to chyba dobre określenie. Nie potrzebuję już nic. Jej oddech jest moim powietrzem, jej piękne oczy nakarmią moją dusze, a jej miłość...(?) była, jest i już na zawsze będzie, choćby nie wiem jak źle było.
- Zabierz mnie do hotelu. - cicho mruknęła, powoli odrywając się ode mnie.
- Jasne. - odparłem równie cicho, zbliżając się do jej ust. Delikatnie pocałowałem kąciki jej ust, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.
Wstałem jako pierwszy i pomogłem wstać dziewczynie.
- Muszę zadzwonić po Scootera. - poinformowałem, szukając w telefonie jego imienia.
- Poco? - spytała ze zdziwieniem.
- Żeby po nas przyjechał. - przyłożyłem telefon do ucha, a ona nie zdążyła zadać kolejnego pytania, bo właśnie rozpocząłem rozmowę z moim menagerem.
- Gdzie Twój samochód? - spytała po chwili.
- Gdzieś na jednym z Los Angelowskich mostów. - cicho się zaśmiałem, a ona... Po prostu wiedziała, że lepiej nie pytać co dokładnie się wydarzyło.
Po niecałych dziesięciu minutach, dostałem telefon od Scootera, że Kenny czeka przed tylnymi drzwiami, gdzie jest mnóstwo paparazzi.
Oboje, po raz pierwszy jako prawdziwi ludzie, nie udając nic, ani nikogo wyszliśmy przed budynek. Janet zakrywała wcześniej zapłakaną twarz, pod rękami, a ja objąłem ją ramieniem i szedłem prosto, przed siebie, jako dumny człowiek, który tak na prawdę wcale dumny być nie powinien, bo w końcu z jednej strony nic dobrego się nie wydarzyło.
Szłam pod ramieniem Justina.
Czułam się bezpieczna, bo wiedziałam, że on nie pozwoli na to, by cokolwiek złego mi się stało. Mogłam na niego liczyć.
Szybko wsiedliśmy do samochodu w którym był Scooter.
Justin nie tłumacząc się Scotterowi kazał mu jechać pod jego dom w Beverly Hills. Przez całą drogę siedziałam zapatrzona w okno co chwilę wycierając policzki od łez. Po dwudziestu minutach dojechaliśmy na miejsce, gdzie czekała na nas horda fotoreporterów. Brama powoli się otwierała, a oni robili zdjęcia masce samochodu. Po chwili byliśmy przed ogromnym domem. Wszyscy czworo wyszliśmy z auta i udaliśmy się do domu, gdzie od progu 'przywitała' nas Petty.
- Boże, dziecko, co się stało?! - kobieta podbiegła do mnie ze zmartwieniem w oczach.
- Mamo, daj jej spokój. - upomniał ją Bieber. - Kochanie, idź połóż się na górę, zaraz do Ciebie przyjdę. - lekko uśmiechnął się w moją stronę. Uczyniłam to co kazał. Weszłam do jego dużego pokoju, w którym panowała zupełna ciemność. Jedynie księżyc rozświetlał poszczególne elementy mebli. Bardzo lubiłam to miejsce, choć nie zawsze dobrze mi się kojarzyło. Ale nie warto wracać do przeszłości, zwłaszcza tej nie przyjemnej.
Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się dookoła. Czarna noc. Moja ulubiona pora ' dnia ', a Just ma wyjątkowy piękny widok na LA. Ostrożnie otworzyłam taras i ujrzałam ten sam cudowny widok, który podziwiałam kiedyś każdego ranka. Wzięłam głęboki oddech i oparłam ręce na barierkach. Dokładnie obejrzałam się dookoła, kiedy nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie jedną ręką w pasie. Delikatnie drgnęłam i spojrzałam na osobę. Justin.
- Jak się czujesz? - spytał z troskę.
- Gdy jesteś obok? Cudownie. - oboje zachichotaliśmy.
- Wiesz, że jesteś cudowna? - spytał chłopak, po chwili ciszy, kołysząc moimi biodrami.
- Tak, słyszałam plotki. - mruknęłam obojętnie.
- Cieszę się, że już mam Cię na wyłączność. - uśmiechnął się chytrze. - Obiecuję Ci, że teraz wszystko będzie dobrze. Żadnych problemów. - wzruszył ramionami.
- Wierzę w to. Szkoda tylko, że nie będę mogła być przy Tobie każdego dnia.. - trochę posmutniałam na myśl wrócenia do Nowego Jorku.
- Nie rozumiem dlaczego nie chcesz przeprowadzić się do LA. Do mnie. - pociągnął mnie za rękę w stronę pokoju. Zapalił wysoką lampę, która oświetliła znaczną część dużego pokoju.
- Przecież wiesz, że to skomplikowane.. - usiadłam na łóżku opierając ręce o uda.
- No właśnie nie wiem. - popatrzył na mnie zirytowany.
- Rodzina, praca, menagerka... Wymieniać dalej? - rozłożyłam ręce.
- Tak. - odparł opierając się łokciami o łóżko.
- Czy ty przeprowadził byś się do Nowego Jorku? Chyba nie, więc powinieneś zrozumieć, że to nie takie proste. - pokręciłam zrezygnowanie głową, kładąc się obok niego. - Poza tym mamy dopiero po osiemnaście lat. Jak ty sobie to wyobrażasz? - spytałam mierzwiąc jego czuprynę.
- Jak ja sobie to wyobrażam? - popukał się w brodę udając zastanowienie. - Wyobrażam sobie budzić się koło Ciebie każdego dnia, przytulać Cię, całować, spędzać każdą noc w innym hotelu, a potem mieć z Tobą dwójkę dzieci. - uśmiechnął się radośnie.
- Oszalałeś. - zakpiłam.
- Tak. - przyznał, kładąc się na mnie. - Z miłości. - zaczął delikatnie całować mnie po policzku, zjeżdżając co raz niżej. Nie protestowałam. Byłam cholernie szczęśliwa, pomimo wydarzenia dzisiejszego dnia. Chłopak popatrzył mi głęboko w oczy i powoli zbliżał się ku moich ust. Po chwili poczułam jego słodki pocałunek. Justin subtelnie muskał moje wargi, po czym delikatnie je zagryzł, co sprawiło mi wielką przyjemność. Poczułam jego zimne dłonie na moim rozpalonym ciele. Delikatnie drgnęłam i rozchyliłam jego dolną wargę, a on bez zastanowienie wsunął język do moich ust. Długo i namiętnie całowaliśmy się bez opamiętania, aż oboje uznaliśmy, że pora przejść do konkretów.
Bieber pomógł zdjąć mi koszulkę, po czym sam zdjął swoją. Rzuciłam go na stos poduszek, po czym usiadłam na jego torsie, który delikatnie gładziłam palcami. Zjeżdżałam co raz niżej, aż moja dłoń zatrzymała się na penisie chłopaka, który mimowolnie wzdrygnął się oblizując wargi. Cicho zachichotałam i zeszłam z niego, jednocześnie rozpinając rozporek od spodni. Chłopak uczynił to samo i oboje byliśmy w samej bieliźnie, której szybko zaczęliśmy się pozbywać.
- Stęskniłem się za Twoim ciałem. - mruknął mi do ucha, delikatnie je przygryzając, a jednocześnie gładząc moje udo. Uśmiechnęłam się dumnie, po czym zamieniłam się z nim miejscem. Teraz to on był na górze, dałam mu pełną swobodę. Widziałam, że był bardzo podekscytowany, tak samo jak ja. Chłopak szybko wyjął z kieszeni spodni nie rozpieczętowane, fioletowe pudełeczko z napisem ' durex '.
- Widzę, że jesteś zawsze przygotowany. - stwierdziłam śmiejąc się.
- Zawsze. - powtórzył rozbawiony. Biebs nie czekając na więcej zbędnych słów, powoli rozchylił moje nogi, po czym popatrzył mi w oczy, upewniając się, czy na pewno tego chcę. Kiwnęłam głową, a on powoli wsunął się we mnie. Fala gorąca przeleciała całe moje ciało. Chłopak z początku powoli poruszał biodrami, lecz po paru chwilach z każdą minutą zwiększał tępo. Mocno ścisnęłam krańce kołdry, jednocześnie zagryzając dolną wargę. Leżałam bezwładnie, rozkoszując się każdym ruchem Justina. Po paru sekundach, Bieber powoli ze mnie wyszedł, opadając na łóżku. Zmierzwiłam jego zwilgotniałe od potu włosy i krótko pocałowałam w usta.
- Nie ważne co się stało. Ważne co dzieje się teraz. - szepnęłam patrząc mu w oczy.
- Cieszę się, że tak mówisz. Ja wiem, że teraz będzie tylko lepiej i już nic, ani nikt nie będzie zdolny do tego, aby nas rozdzielić. Obiecaj, że nigdy nie wrócimy do przeszłości. - gładził kciukiem mój policzek.
- Obiecuję.
I tak minęło te parę godzin. W milczeniu, zatracając się w spojrzeniu drugiej osoby. Księżyc mocno świecił, oświecając nasze twarze, a my każdą sekundą cieszyliśmy się sobą co raz to bardziej. W końcu obojga nas znużył głęboki sen.
_____________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale miałam załamania wenowe, jak i życiowe (?) :d
W każdym razie rozdział już jest, a ja mam nadzieję, że się wam podobał. ;)
I jeśli wydaje się wam, że za wcześnie uprawiali seks, to przepraszam, bo powoli sama zdaje sobie z tego sprawę, ale nie chcę już nic zmieniać.
Dziękuję jednej, cudownej osobie, która ostatnio pomogła mi nie tylko w pisaniu rozdziału. ;)
Dzięki tyryrym <3
- Wyduś to w końcu do cholery! - rozłożyła zrezygnowanie ręce.
- Kocham Cię. - szepnąłem. Dziewczyna powoli uśmiechnęła się, co spowodowało szczęście w całym moim ciele. Mocno ją do siebie przytuliłem i dopiero teraz poczułem jak wiele mam w swoich objęciach.
Najszczęśliwszy człowiek na ziemi? Tak, to chyba dobre określenie. Nie potrzebuję już nic. Jej oddech jest moim powietrzem, jej piękne oczy nakarmią moją dusze, a jej miłość...(?) była, jest i już na zawsze będzie, choćby nie wiem jak źle było.
- Zabierz mnie do hotelu. - cicho mruknęła, powoli odrywając się ode mnie.
- Jasne. - odparłem równie cicho, zbliżając się do jej ust. Delikatnie pocałowałem kąciki jej ust, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.
Wstałem jako pierwszy i pomogłem wstać dziewczynie.
- Muszę zadzwonić po Scootera. - poinformowałem, szukając w telefonie jego imienia.
- Poco? - spytała ze zdziwieniem.
- Żeby po nas przyjechał. - przyłożyłem telefon do ucha, a ona nie zdążyła zadać kolejnego pytania, bo właśnie rozpocząłem rozmowę z moim menagerem.
- Gdzie Twój samochód? - spytała po chwili.
- Gdzieś na jednym z Los Angelowskich mostów. - cicho się zaśmiałem, a ona... Po prostu wiedziała, że lepiej nie pytać co dokładnie się wydarzyło.
Po niecałych dziesięciu minutach, dostałem telefon od Scootera, że Kenny czeka przed tylnymi drzwiami, gdzie jest mnóstwo paparazzi.
Oboje, po raz pierwszy jako prawdziwi ludzie, nie udając nic, ani nikogo wyszliśmy przed budynek. Janet zakrywała wcześniej zapłakaną twarz, pod rękami, a ja objąłem ją ramieniem i szedłem prosto, przed siebie, jako dumny człowiek, który tak na prawdę wcale dumny być nie powinien, bo w końcu z jednej strony nic dobrego się nie wydarzyło.
Oczami Janet
Szłam pod ramieniem Justina.
Czułam się bezpieczna, bo wiedziałam, że on nie pozwoli na to, by cokolwiek złego mi się stało. Mogłam na niego liczyć.
Szybko wsiedliśmy do samochodu w którym był Scooter.
Justin nie tłumacząc się Scotterowi kazał mu jechać pod jego dom w Beverly Hills. Przez całą drogę siedziałam zapatrzona w okno co chwilę wycierając policzki od łez. Po dwudziestu minutach dojechaliśmy na miejsce, gdzie czekała na nas horda fotoreporterów. Brama powoli się otwierała, a oni robili zdjęcia masce samochodu. Po chwili byliśmy przed ogromnym domem. Wszyscy czworo wyszliśmy z auta i udaliśmy się do domu, gdzie od progu 'przywitała' nas Petty.
- Boże, dziecko, co się stało?! - kobieta podbiegła do mnie ze zmartwieniem w oczach.
- Mamo, daj jej spokój. - upomniał ją Bieber. - Kochanie, idź połóż się na górę, zaraz do Ciebie przyjdę. - lekko uśmiechnął się w moją stronę. Uczyniłam to co kazał. Weszłam do jego dużego pokoju, w którym panowała zupełna ciemność. Jedynie księżyc rozświetlał poszczególne elementy mebli. Bardzo lubiłam to miejsce, choć nie zawsze dobrze mi się kojarzyło. Ale nie warto wracać do przeszłości, zwłaszcza tej nie przyjemnej.
Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się dookoła. Czarna noc. Moja ulubiona pora ' dnia ', a Just ma wyjątkowy piękny widok na LA. Ostrożnie otworzyłam taras i ujrzałam ten sam cudowny widok, który podziwiałam kiedyś każdego ranka. Wzięłam głęboki oddech i oparłam ręce na barierkach. Dokładnie obejrzałam się dookoła, kiedy nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie jedną ręką w pasie. Delikatnie drgnęłam i spojrzałam na osobę. Justin.
- Jak się czujesz? - spytał z troskę.
- Gdy jesteś obok? Cudownie. - oboje zachichotaliśmy.
- Wiesz, że jesteś cudowna? - spytał chłopak, po chwili ciszy, kołysząc moimi biodrami.
- Tak, słyszałam plotki. - mruknęłam obojętnie.
- Cieszę się, że już mam Cię na wyłączność. - uśmiechnął się chytrze. - Obiecuję Ci, że teraz wszystko będzie dobrze. Żadnych problemów. - wzruszył ramionami.
- Wierzę w to. Szkoda tylko, że nie będę mogła być przy Tobie każdego dnia.. - trochę posmutniałam na myśl wrócenia do Nowego Jorku.
- Nie rozumiem dlaczego nie chcesz przeprowadzić się do LA. Do mnie. - pociągnął mnie za rękę w stronę pokoju. Zapalił wysoką lampę, która oświetliła znaczną część dużego pokoju.
- Przecież wiesz, że to skomplikowane.. - usiadłam na łóżku opierając ręce o uda.
- No właśnie nie wiem. - popatrzył na mnie zirytowany.
- Rodzina, praca, menagerka... Wymieniać dalej? - rozłożyłam ręce.
- Tak. - odparł opierając się łokciami o łóżko.
- Czy ty przeprowadził byś się do Nowego Jorku? Chyba nie, więc powinieneś zrozumieć, że to nie takie proste. - pokręciłam zrezygnowanie głową, kładąc się obok niego. - Poza tym mamy dopiero po osiemnaście lat. Jak ty sobie to wyobrażasz? - spytałam mierzwiąc jego czuprynę.
- Jak ja sobie to wyobrażam? - popukał się w brodę udając zastanowienie. - Wyobrażam sobie budzić się koło Ciebie każdego dnia, przytulać Cię, całować, spędzać każdą noc w innym hotelu, a potem mieć z Tobą dwójkę dzieci. - uśmiechnął się radośnie.
- Oszalałeś. - zakpiłam.
- Tak. - przyznał, kładąc się na mnie. - Z miłości. - zaczął delikatnie całować mnie po policzku, zjeżdżając co raz niżej. Nie protestowałam. Byłam cholernie szczęśliwa, pomimo wydarzenia dzisiejszego dnia. Chłopak popatrzył mi głęboko w oczy i powoli zbliżał się ku moich ust. Po chwili poczułam jego słodki pocałunek. Justin subtelnie muskał moje wargi, po czym delikatnie je zagryzł, co sprawiło mi wielką przyjemność. Poczułam jego zimne dłonie na moim rozpalonym ciele. Delikatnie drgnęłam i rozchyliłam jego dolną wargę, a on bez zastanowienie wsunął język do moich ust. Długo i namiętnie całowaliśmy się bez opamiętania, aż oboje uznaliśmy, że pora przejść do konkretów.
Bieber pomógł zdjąć mi koszulkę, po czym sam zdjął swoją. Rzuciłam go na stos poduszek, po czym usiadłam na jego torsie, który delikatnie gładziłam palcami. Zjeżdżałam co raz niżej, aż moja dłoń zatrzymała się na penisie chłopaka, który mimowolnie wzdrygnął się oblizując wargi. Cicho zachichotałam i zeszłam z niego, jednocześnie rozpinając rozporek od spodni. Chłopak uczynił to samo i oboje byliśmy w samej bieliźnie, której szybko zaczęliśmy się pozbywać.
- Stęskniłem się za Twoim ciałem. - mruknął mi do ucha, delikatnie je przygryzając, a jednocześnie gładząc moje udo. Uśmiechnęłam się dumnie, po czym zamieniłam się z nim miejscem. Teraz to on był na górze, dałam mu pełną swobodę. Widziałam, że był bardzo podekscytowany, tak samo jak ja. Chłopak szybko wyjął z kieszeni spodni nie rozpieczętowane, fioletowe pudełeczko z napisem ' durex '.
- Widzę, że jesteś zawsze przygotowany. - stwierdziłam śmiejąc się.
- Zawsze. - powtórzył rozbawiony. Biebs nie czekając na więcej zbędnych słów, powoli rozchylił moje nogi, po czym popatrzył mi w oczy, upewniając się, czy na pewno tego chcę. Kiwnęłam głową, a on powoli wsunął się we mnie. Fala gorąca przeleciała całe moje ciało. Chłopak z początku powoli poruszał biodrami, lecz po paru chwilach z każdą minutą zwiększał tępo. Mocno ścisnęłam krańce kołdry, jednocześnie zagryzając dolną wargę. Leżałam bezwładnie, rozkoszując się każdym ruchem Justina. Po paru sekundach, Bieber powoli ze mnie wyszedł, opadając na łóżku. Zmierzwiłam jego zwilgotniałe od potu włosy i krótko pocałowałam w usta.
- Nie ważne co się stało. Ważne co dzieje się teraz. - szepnęłam patrząc mu w oczy.
- Cieszę się, że tak mówisz. Ja wiem, że teraz będzie tylko lepiej i już nic, ani nikt nie będzie zdolny do tego, aby nas rozdzielić. Obiecaj, że nigdy nie wrócimy do przeszłości. - gładził kciukiem mój policzek.
- Obiecuję.
I tak minęło te parę godzin. W milczeniu, zatracając się w spojrzeniu drugiej osoby. Księżyc mocno świecił, oświecając nasze twarze, a my każdą sekundą cieszyliśmy się sobą co raz to bardziej. W końcu obojga nas znużył głęboki sen.
_____________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale miałam załamania wenowe, jak i życiowe (?) :d
W każdym razie rozdział już jest, a ja mam nadzieję, że się wam podobał. ;)
I jeśli wydaje się wam, że za wcześnie uprawiali seks, to przepraszam, bo powoli sama zdaje sobie z tego sprawę, ale nie chcę już nic zmieniać.
Dziękuję jednej, cudownej osobie, która ostatnio pomogła mi nie tylko w pisaniu rozdziału. ;)
Dzięki tyryrym <3
Tagi:
28




